search
REKLAMA
Zestawienie

NIE POMYL OSOBY! Twórcy o TYCH SAMYCH imionach i nazwiskach

Jacek Lubiński

24 sierpnia 2020

REKLAMA
Pamiętacie słynną kampanię „Nie pomyl filmu” sprzed paru lat? Ten zabieg marketingowy uzasadniony był wejściem do kin bliźniaczych filmów w tym samym sezonie. Zdarza się. Zdarza się jednak i tak, że oprócz tematyki pojedyncze produkcje łączy również tytuł. To samo można odnieść i do filmowców, których personalia także mogą się pokrywać – poniżej kilka najsłynniejszych przykładów.

Graham Greene

Graham Greene to jeden z najbardziej kojarzonych rdzennych aktorów amerykańskich – głównie dzięki pamiętnej roli w Tańczącym z wilkami. Nie mniej znany jest jednak Henry Graham Greene, czyli jeden z największych brytyjskich pisarzy XX wieku, wielokrotnie adaptowany przez kino, któremu przysłużył się także jako scenarzysta (napisał na przykład Trzeciego człowieka). Trudno ich zatem ze sobą pomylić, choć z pewnością studiowanie napisów poszczególnych filmów może wywołać chwilową konsternację.

Harrison Ford

Forda nikomu przedstawiać nie trzeba – ani teraz, ani kiedyś. Teraz jest nim oczywiście wielka gwiazda lat 80. i 90. – Han Solo, Indiana Jones, Rick Deckard i Jack Ryan w jednym. Kiedyś natomiast był to jeden z wiodących aktorów ery kina niemego, zmuszony do zakończenia kariery wraz ze schyłkiem tegoż. I choć panowie nigdy się nie spotkali, a stary Ford usunął się w cień na długo przed panowaniem nowego i obecnie mało kto go kojarzy, to przez pewien czas byli ze sobą myleni. Gwiazda Harrisona Forda na słynnej Alei w Los Angeles była tam bowiem jeszcze wtedy, zanim ten drugi otrzymał własną w 1993 roku. Można zatem pokusić się o stwierdzenie, że to personalia wręcz skazane na sławę.

James Stewart

Stewart to całkiem popularne nazwisko, podobnie jak James imię, zatem nic dziwnego, że takich ludzi znajdziemy w tej branży kilkunastu. Tym najbardziej znanym jest oczywiście dawny ulubieniec Ameryki i jej ekranowy everyman, James Maitland Stewart ksywka Jimmy, bez którego trudno jakkolwiek wyobrazić sobie kino. Lecz w tym samym czasie na ekranie obecny był również James Lablanche Stewart, ksywka… Jimmy (w latach 60. wcielił się w Old Surehanda w niemieckim cyklu o Winnetou). Nigdy nie osiągnął tak wielkiej popularności jak kolega – i to właśnie dla uniknięcia nieporozumień przyjął pseudonim Stewart Granger. Natomiast ze współczesnych Stewartów warto do puli dorzucić jeszcze australijskiego aktora telewizyjnego, nawet jeśli nie ma on najmniejszych szans pójść w ślady poprzedników.

Jack Gleeson

Dzięki roli psychopatycznego króla Joffreya Baratheona z serii Gra o tron młody Jack (prywatnie ponoć niezwykle sympatyczna osoba) z pewnością zostanie zapamiętany wśród widowni – i to pomimo faktu, że aktorstwo stanowi dla niego jedynie okazjonalną przygodę, z którą nie zamierza się wiązać na całe życie. A zatem zupełnie odwrotnie niż Jackie Gleason – popularny swego czasu komik i aktor nowojorski (pamiętny szeryf z cyklu Mistrz kierownicy ucieka), wykonujący ten zawód aż do śmierci w 1987 roku. Co prawda, na papierze obaj panowie nie mogą być pomyleni, ale już w mowie i owszem. A zatem lepiej nie oglądajcie Gry o tron z Jackiem Gleasonem…

John Williams

Chyba najbardziej znany kompozytor filmowy na świecie, od dekad kojarzony dzięki muzyce do sagi Gwiezdne wojny oraz większości filmów Stevena Spielberga, jak również wizerunkowi sympatycznego starszego pana w okularach i z charakterystyczną łysinką “na mnicha”. Wizerunku na tyle osadzonego w popkulturze, że nikt już dzisiaj nie pamięta klasycznego brytyjskiego aktora o tych samych personaliach. John Williams grywał swego czasu u Hitchcocka i Billy’ego Wildera, a swoją karierę zakończył wraz z latami 70., czyli dokładnie wtedy, kiedy Williams-kompozytor dochodził do szczytu swojej popularności.

Avatar

Jacek Lubiński

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA