Publicystyka filmowa
Najdłuższa seria filmów na podstawie STEPHENA KINGA jest jednocześnie NAJGORSZA
Wszystko zaczęło się świetnie – Stephen King miał pomysł: małe miasteczko, tajemniczy kult dzieci i coś złowrogiego ukrytego wśród pól kukurydzy.
Wszystko zaczęło się świetnie – Stephen King miał pomysł: małe miasteczko, tajemniczy kult dzieci i coś złowrogiego ukrytego wśród pól kukurydzy. Pierwszy film z 1984 roku nie był arcydziełem, ale miał atmosferę i pamiętnych bohaterów. Potem było już tylko gorzej, znacznie gorzej. Niewiele horrorowych franczyz zaliczyło tak spektakularny zjazd jak Dzieci kukurydzy.
Oryginalna seria doczekała się aż siedmiu filmów: Children of the Corn (1984), Children of the Corn II: The Final Sacrifice (1992), Children of the Corn III: Urban Harvest (1995), Children of the Corn IV: The Gathering (1996), Children of the Corn V: Fields of Terror (1998), Children of the Corn 666: Isaac’s Return (1999) oraz Children of the Corn: Revelation (2001). Później powstały jeszcze telewizyjny remake z 2009 roku, Genesis (2011), Runaway (2018) i reboot Kurta Wimmera, którego światowa premiera odbyła się w 2020 roku, a do szerszej dystrybucji trafił w 2023. Uff, 11 filmów!

Za kamerą pierwszej części stanął Fritz Kiersch, a w obsadzie znaleźli się Peter Horton, Linda Hamilton (tak, ta Linda Hamilton od Terminatora) i John Franklin jako przerażający Isaac. King nie napisał scenariusza filmu – jego opowiadanie Dzieci kukurydzy z 1977 roku było materiałem źródłowym, a sam pisarz nie miał twórczej kontroli nad kolejnymi ekranizacjami. Oficjalna filmografia Kinga wymienia jednak pierwszą produkcję jako adaptację jego utworu. Co ciekawe, przy telewizyjnym remake’u z 2009 roku King został współautorem scenariusza.
Dlaczego seria szybko zaliczyła zjazd? Przede wszystkim dlatego, że marka stała się ważniejsza od historii. Kolejne części trafiały bezpośrednio na rynek wideo, zmieniały bohaterów, lokalizacje i pomysły, często zachowując właściwie tylko tytuł, kukurydzę i mordercze dzieci. Recenzje mówiły same za siebie. Children of the Corn 666 i Revelation mają na Rotten Tomatoes po – UWAGA! – 0 procent pozytywnych ocen krytyków. To już nie była seria rozwijająca mitologię, lecz horrorowa maszynka do produkowania kolejnych sequeli.

Nie znaczy to jednak, że nie miała żadnych zalet. Sam punkt wyjścia pozostaje kapitalny. Dzieci odrzucające świat dorosłych i podporządkowujące się religijnemu fanatyzmowi to pomysł znacznie ciekawszy niż zwykły slasher. Pierwszy film miał też mocną obsadę i charakterystyczną, duszną atmosferę. Nawet kolejne części potrafiły czasami wykorzystywać motyw kultu w interesujący sposób.
Reboot Wimmera próbował zrobić coś więcej niż kolejną kopię oryginału. Zamiast odtwarzać historię Kinga, potraktował ją jako prequel i genezę buntu dzieci. Dwunastoletnia Eden, grana przez Kate Moyer, przekonuje rówieśników, że dorośli zniszczyli ich przyszłość, a rozwiązaniem problemu jest ich eliminacja. Film próbuje więc połączyć horror z opowieścią o konflikcie pokoleń i ekologicznej katastrofie.

Czy wyszło lepiej? Niekoniecznie. Dzieci kukurydzy Wimmera jest bardziej ambitny tematycznie, ale krytycy nie byli zachwyceni. Na Rotten Tomatoes zdobył zaledwie 11 procent pozytywnych ocen. Z drugiej strony część widzów doceniła zmianę podejścia i fakt, że film nie jest wiernym remakiem.
Czy do Dzieci kukurydzy warto wrócić? Na pewno nie po to, by odkrywać serię równą Halloween czy Koszmarowi z ulicy Wiązów. Raczej tylko do oryginału, żeby przekonać się jak jeden dobry pomysł mógł zrodzić trwającą 4 dekady serię i fascynujący przykład tego jak mógł zostać rozciągnięty do granic wytrzymałości. Wizja świata, w którym dzieci przestają wierzyć dorosłym i postanawiają stworzyć własne zasady jest naprawdę niepokojąca.

