Biografie ludzi filmu

ZDZISŁAW WARDEJN. 80. urodziny weterana polskiego kina

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

W Hollywood pojęcie „character actor” jest bardzo popularne, w Polsce „aktor charakterystyczny” nie jest równie powszechnym terminem, ale gdybym miał wymienić kilka przykładów takich aktorów w polskim kinie, Zdzisław Wardejn z pewnością znalazłby się wśród wymienionych. Obdarzony niezwykłym, chropowatym głosem, występuje regularnie od ponad 50 lat, a tylko w 2019 roku zagrał w trzech głośnych kinowych produkcjach. Zdzisław Wardejn kończy dziś 80 lat i z tej okazji postanowiliśmy przybliżyć wam jego sylwetkę.

Zdzisław Wardejn

Zaczynał w socjalistycznym teatrze, w okresie schyłkowego komunizmu przeszedł do historii polskiej komedii, a dziś jest niczym stary znajomy, którego każde pojawienie się na ekranie wywołuje uśmiech. W ubiegłym roku zagrał w Bożym Ciele Jana Komasy (to kreowanego przez Wardejna proboszcza zastępuje ksiądz oszust w skórze Bartosza Bieleni), Panu T. Marcina Krzyształowicza czy wreszcie w trzeciej części Kogla-mogla, komediowej serii, dzięki której większość Polaków kojarzy Wardejna jako Mariana Wolańskiego – kiedyś docenta, a dziś już profesora. Jednak urodzony 21 kwietnia 1940 roku w Warszawie Zdzisław Wardejn to przecież znacznie bardziej zasłużony artysta – nie tylko aktor, ale też reżyser teatralny. Zresztą, w obu dziedzinach zdobył dyplom na stołecznej PWST.

Zdzisław Wardejn

Powiada, że aktorstwem zainteresował się dlatego, że jako technik energetyk – do którego to zawodu przysposabiał się jako nastolatek – musiałby wstawać o czwartej rano. Nie zdawał sobie jednak sprawy, że i praca aktora niesie ze sobą pewne wyzwania – ponoć podczas pracy nad Koglem-moglem wyłączał budzik raptem godzinę później. Opłaciło się jednak – komedia Romana Załuskiego oczarowała Polaków i dziś jest symbolem początku końca komunizmu w Polsce. Ale przecież odkąd zadebiutował w kinie w Przeciwko Bogom Huberta Drapelli (wówczas jedynie przemknął przez ekran w epizodycznej roli), regularnie zapisuje się w pamięci polskich widzów wyrazistymi kreacjami, zwykle drugiego lub trzeciego planu. W Parę osób, mały czas Andrzeja Barańskiego jako Zdzisław Stańczak, były mąż głównej bohaterki Jadwigi (Krystyna Janda), zachowywał klasę, prezentując się niczym nowojorski milioner w welurowym szlafroku; w uwielbianej przez autora niniejszego tekstu Komedii małżeńskiej (znowu w reżyserii Romana Załuskiego!) brylował w zupełnie innym anturażu – był kloszardem, który chrypiącym głosem doradzał głównej bohaterce (ponownie Kasprzyk, ekranowa żona Wardejna z Kogla-mogla).

Zdzisław Wardejn

Równie często, co w kinie czy teatrze, występował w telewizji – starsi widzowie zapewne mogą pamiętać go z roli Arturo Pappacody, dworzanina z Królowej Bony Janusza Majewskiego, młodsi choćby z Rojsta Jana Holoubka, gdzie wcielił się w cokolwiek wiekowego sierżanta Jakowskiego. Ale Zdzisław Wardejn pojawił się także w dziesiątkach tytułów, z których może niekoniecznie go kojarzymy, bo – jak ma w zwyczaju – zaznaczył swą obecność nie na pierwszym, ale na drugim lub nawet dalszym planie. W Piłkarskim pokerze prezesował klubowi Mutra Lubin, w kultowej komedii erotycznej Och, Karol (w reżyserii, a jakże, Romana Załuskiego!) był przyjacielem/sumieniem tytułowego bohatera, a w pamięć zapada szczególnie jego rola w Dreszczach Wojciecha Marczewskiego, gdzie wcielał się w inspektora oświaty namawiającego młodzież do bojkotu niedzielnej mszy… Filmowy dorobek Zdzisława Wardejna to prawdziwa studnia bez dna – będąc aktorem prawdziwie uniwersalnym, z takim samym powodzeniem wcielał się w zbirów i policjantów, podejrzanych typów i prawdziwych poczciwców, oszustów i idealistów. Choć w jego dorobku niewiele jest ról pierwszoplanowych, Zdzisław Wardejn kradł niemal każdą scenę, w której pojawił się na przestrzeni blisko 60 lat.

Zdzisław Wardejn

Tak naprawdę jednak ukochał teatr. To tam uczył się aktorstwa, najpierw w Zielonej Górze, potem w Poznaniu, wreszcie w Krakowie i Warszawie. W stolicy występuje do dziś – w Teatrze Dramatycznym, Buffo, Imka i Teatrze na Woli. Gdyby nie pandemia, dopisywałby do portfolio kolejne spektakle – jak choćby wystawianą na deskach Imki Nerwicę natręctw w reżyserii Artura Barcisia. W latach 60. Wardejn wielokrotnie zdobywał nagrody za kreacje teatralne i do dziś scena pozostaje jego podstawowym medium aktorskiego wyrazu, choć odkąd zaczął romansować z ekranem, dzieli swoje zawodowe doświadczenia pomiędzy pracę na planie i za kulisami. Co ciekawe, Zdzisław Wardejn – mimo że tak dobrze znany polskim widzom – rzadko kiedy występował w roli głównej. Jednym z niewielu tytułów, gdzie znalazł się w centrum zainteresowania, jest Bo oszalałem dla niej, ekranizacja opowiadania Jerzego Stefana Stawińskiego w reżyserii Sylwestra Chęcińskiego. Wcielił się tam w aspirującego aktora, który zostaje zwerbowany do zupełnie innego zadania i awansuje w komunistycznej hierarchii, wykorzystując aktorskie umiejętności do zdobywania zaufania klientów. Kameralny film Chęcińskiego nie miał wystarczającej siły przebicia, by wypromować Wardejna jako pierwszoplanowego aktora, ale stanowi wystarczający dowód jego talentu. Gdyby otrzymał więcej podobnych propozycji, Zdzisław Wardejn mógłby być pełnoprawnym aktorem pierwszego planu!

Jedną z najsłynniejszych anegdot z życia Zdzisława Wardejna jest ta, w której przeżył… własny pogrzeb. W 1956 roku podczas Poznańskiego Czerwca został aresztowany jako rzekomy uczestnik zamieszek. W tym samym czasie zginął podobny do Wardejna chłopak, a gdy mama Zdzisława zaczęła go szukać po kostnicach, będąc w szoku, rozpoznała w zwłokach obcego chłopca swojego syna. Zorganizowano już nawet pogrzeb i stypę, po czym niczego nieświadomy Zdzisław po prostu… wrócił do domu, gdy wreszcie władza wypuściła go z aresztu. Wówczas Wardejn szczęśliwie uniknął śmierci, a dzięki temu polski teatr, kino i telewizja zyskały aktora o wielu twarzach i nieskończonej charyzmie. Dziś kończy 80 lat, a my życzmy jemu i sobie, by tą swoją charyzmą zarażał widzów jak najdłużej!

Ostatnio dodane