Publicystyka filmowa
Ta seria SCI-FI to Z ARCHIWUM X na sterydach, plus STREFA MROKU
Na pierwszy rzut oka (i nie bez przyczyny) wygląda jak serial, który powstał po to, by wypełnić lukę pozostawioną przez Z Archiwum X.
Na pierwszy rzut oka (i nie bez przyczyny) wygląda jak serial, który powstał po to, by wypełnić lukę pozostawioną przez Z Archiwum X. FBI, niewyjaśnione zjawiska, eksperymenty naukowe, tajne organizacje i sprawy, których nie da się wyjaśnić przy użyciu konwencjonalnych metod – podobieństw rzeczywiście jest sporo. J.J. Abrams, Alex Kurtzman i Roberto Orci nie ukrywali zresztą, że serial Chrisa Cartera był jedną z ich najważniejszych inspiracji. Fringe: Na granicy światów.
Fringe zadebiutował 9 września 2008 roku, podobnie jak Z Archiwum X, na antenie Fox. Serial stworzyli J.J. Abrams, Alex Kurtzman i Roberto Orci, a za jego rozwój odpowiadali między innymi producenci Jeff Pinkner i J.H. Wyman. Produkcja zakończyła się w 2013 roku po pięciu sezonach i 100 odcinkach. W centrum historii znajduje się agentka FBI Olivia Dunham, grana przez Annę Torv (później w znakomitej roli w Mindhunterze). Jej partnerami zostają ekscentryczny naukowiec Walter Bishop, w którego wcielił się John Noble, oraz jego syn Peter Bishop, grany przez Joshuę Jacksona. Cała trójka tworzy tytułowy Fringe Division, jednostkę badającą niezwykłe zjawiska.

Fringe jako Z Archiwum X na sterydach
Podstawowy pomysł jest podobny do Z Archiwum X: śledczy badają niezwykłe przypadki, które mogą mieć naukowe albo nadnaturalne wyjaśnienie. Fringe od początku próbował połączyć proceduralną konstrukcję z rozbudowaną mitologią, każdy odcinek może więc działać jak osobna historia – pojawia się dziwne ciało, epidemia, eksperyment albo niewytłumaczalna śmierć – ale za poszczególnymi sprawami kryje się większa układanka.
Z czasem serial przechodzi od historii niezwykłych zjawisk do opowieści o równoległym wszechświecie, wojnie między rzeczywistościami i tajemniczych Obserwatorach. Twórcy świadomie studiowali konstrukcję telewizyjnych procedurali, próbując połączyć ją z serialem mocno zmitologizowanym. Dlatego Fringe jest jednocześnie łatwiejszy do oglądania od Lost i znacznie bardziej zmitologizowany niż nawet Z Archiwum X.

Abrams i Strefa mroku
Jednym z najważniejszych, choć czasem pomijanych – co jest o tyle dziwne, że wydaje się dosyć oczywiste – źródeł inspiracji była Strefa mroku. Abrams wielokrotnie podkreślał znaczenie serialu Roda Serlinga, który uważał za jedno z najważniejszych doświadczeń telewizyjnych swojego życia. I nie chodziło wyłącznie o fantastyczne pomysły. Abrams fascynował się sposobem, w jaki Serling łączył niezwykłe, często przerażające sytuacje z historiami o zwykłych ludziach. W Fringe działa podobna zasada: dziwaczne eksperymenty, mutacje czy anomalie są przede wszystkim sposobem na opowiadanie o ludzkich relacjach.
Abrams czerpał również z kina Davida Cronenberga, Odmiennych stanów świadomości oraz twórczości Michaela Crichtona. Stąd charakterystyczne dla pierwszych sezonów połączenie naukowego języka z cielesnym horrorem i teoriami, które brzmią absurdalnie, dopóki nie okazują się prawdziwe.

Co ciekawe, serial miał oddaną publiczność, ale nigdy nie stał się wielkim hitem. Przy piątym sezonie Fox ograniczył zamówienie do zaledwie 13 odcinków, dając twórcom możliwość zamknięcia historii i został on zaplanowany jako finał. Na Rotten Tomatoes serial utrzymuje znakomity wynik 91% pozytywnych recenzji.
Fringe zaczynał jako potencjalny następca Z Archiwum X, ale szybko wypracował własną tożsamość, a od Strefy mroku przejął przekonanie, że fantastyczny pomysł jest najbardziej interesujący wtedy, gdy mówi coś o człowieku. Po pięciu sezonach i stu odcinkach pozostaje jednym z najbardziej niedocenionych seriali science fiction swojej epoki.

