Publicystyka filmowa
DETEKTYW: to arcydzieło kryminału to w istocie LOVECRAFTOWSKI horror
Od pierwszych odcinków trudno oprzeć się wrażeniu, że pod realistyczną powierzchnią serialu Detektyw kryje się coś znacznie bardziej złowrogiego.
Pierwszy sezon True Detective jest przede wszystkim kryminałem. Mamy morderstwo, dwóch detektywów, wieloletnie śledztwo, seryjnego zabójcę i ponurą Luizjanę, w której przemoc, religijny fanatyzm i zepsucie przenikają się na każdym kroku. A jednak od pierwszych odcinków trudno oprzeć się wrażeniu, że pod realistyczną powierzchnią serialu Detektyw kryje się coś znacznie bardziej złowrogiego. Nic dziwnego, że widzowie szybko zaczęli doszukiwać się w serialu inspiracji H.P. Lovecraftem.
I rzeczywiście — lovecraftowski duch jest w Detektywie bardzo wyraźny. Najważniejszym źródłem inspiracji nie był jednak sam H.P. Lovecraft, lecz Robert W. Chambers i jego zbiór opowiadań Król w żółci. To właśnie z tego dzieła pochodzą Carcosa i tytułowy Król. Chambers z kolei był jednym z pisarzy, którzy wpłynęli na rozwój późniejszej weird fiction i samego Lovecrafta.

Detektyw, Król w Żółci i przeklęta Carcosa
W drugim odcinku serialu Detektyw pojawia się jeden z najważniejszych tropów całego sezonu. Śledczy trafiają na dziennik zamordowanej Dory Lange, w którym znajdują się odniesienia do Króla w Żółci i Carcosy. Nie są to przypadkowe nazwy. W książce Chambersa tytułowy król jest związany z fikcyjną sztuką teatralną, której lektura ma doprowadzać ludzi do obłędu. Carcosa natomiast jest tajemniczym, niemal metafizycznym miastem.
Pizzolatto wykorzystał te elementy, ale nie skopiował mitologii Chambersa. Stworzył coś znacznie bardziej niepokojącego: świat, w którym nigdy nie wiadomo, czy za wydarzeniami rzeczywiście stoi nadnaturalna siła, czy też człowiek próbuje znaleźć metafizyczne wyjaśnienie dla niewyobrażalnego zła.

Co ciekawe, sam twórca serialu wyjaśniał, że zainteresowała go przede wszystkim idea opowieści o opowieści, która prowadzi człowieka do szaleństwa. W True Detective podobny mechanizm działa na wielu poziomach: bohaterowie opowiadają historie o sobie, śledczy rekonstruują historie morderstw, a widz próbuje stworzyć własną opowieść z rozsianych po serialu fragmentów. Pizzolatto mówił również, że chciał wykorzystać atmosferę kosmicznego horroru, choć ostatecznie doszedł do wniosku, że publiczność przypisała wpływom weird fiction większe znaczenie, niż sam zamierzał.
Najważniejsze jest to, czego nie widać
Na tym właśnie polega najbardziej lovecraftowski element serialu Detektyw. Przez niemal cały czas sugeruje istnienie czegoś większego od człowieka, ale nie daje pewności, że to coś rzeczywiście istnieje. Cohle widzi geometryczne wzory, spirale, niewytłumaczalne światła i osobliwe struktury. W finale trafia do Carcosy, gdzie jego percepcja rzeczywistości zaczyna się rozpadać. Nad nim pojawia się ogromny wir przypominający kosmiczną strukturę. Można uznać to za halucynację człowieka wyniszczonego narkotykami i latami śledztwa. Można też potraktować to jako moment kontaktu z czymś, czego ludzki umysł nie jest w stanie pojąć. Serial celowo nie rozstrzyga tej kwestii.

To bardzo bliskie Lovecraftowi. W jego twórczości groza często nie wynika z samego bezpośredniego zagrożenia np. w postaci mniej lub bardziej prawdziwego potwora, lecz z uświadomienia sobie, że człowiek jest nieistotnym elementem ogromnego, obojętnego kosmosu. Nie jesteśmy centrum rzeczywistości, nie znamy jej praw, a być może istnieją siły i byty, których nawet nie potrafimy dostrzec.
Właśnie dlatego filozoficzne monologi Rusta Cohlea tak dobrze współgrają z kosmicznym horrorem. Jego przekonanie, że świadomość była tragicznym błędem ewolucji, jest czymś więcej niż nihilistyczną pozą. To próba opisania kondycji człowieka jako istoty, która nagle uświadomiła sobie własną bezsilność.

Czas jest płaskim kołem
Najbardziej znane zdanie Cohle’a — czas jest płaskim kołem — również świetnie pasuje do tej wizji. W serialu czas nie jest wyłącznie linią prowadzącą od przeszłości do przyszłości. Bohaterowie nieustannie powracają do tych samych miejsc, wspomnień, traum i schematów przemocy. Morderstwa, które rozpoczęły się w 1995 roku, mają swoje źródła w wydarzeniach sprzed dziesięcioleci, a ich konsekwencje ciągną się aż do 2012 roku. Zło nie znika. Zmienia jedynie formę i kolejne pokolenia ludzi.
W tym sensie Carcosa nie musi być nadnaturalnym miejscem. Może być metaforą świata, w którym człowiek bez końca odtwarza własne koszmary. To właśnie jedna z najciekawszych różnic między Detektywem a klasycznym horrorem.

Największy paradoks pierwszego sezonu serialu Detektyw
Najciekawsze jest jednak to, że Detektyw przez cały czas buduje atmosferę nadnaturalnego horroru, po czym w finale sprowadza większość zagadki na ziemię. Król w Żółci okazuje się człowiekiem. Carcosa jest rzeczywistym, choć makabrycznym miejscem. Kult, kazirodztwo, tortury i morderstwa są przerażające, ale nie wymagają istnienia pradawnych bogów. Finał w pewnym sensie uziemia kosmiczny horror, który serial wcześniej tak konsekwentnie budował.
I właśnie dlatego pierwszy sezon serialu Detektyw działa tak dobrze. Lovecraftowska groza pozostaje możliwością, a nie odpowiedzią. Jeśli uznamy, że wszystko, co widzi Cohle, jest halucynacją, nadal otrzymujemy historię o niewyobrażalnym ludzkim złu. Jeśli natomiast dopuścimy możliwość, że naprawdę zobaczył coś znajdującego się poza ludzkim poznaniem, cała opowieść nabiera jeszcze mroczniejszego wymiaru.

Pizzolatto stworzył więc kryminał, który korzysta z narzędzi horroru, ale nigdy całkowicie nie staje się horrorem. Efekt jest wyjątkowy: serial, w którym najstraszniejsze nie jest to, że gdzieś istnieje potwór. Najstraszniejsze jest pytanie, co jeśli potwora nie ma — a cały ten koszmar stworzyliśmy sami?

