Recenzje
KSIĘŻYC ZERO DWA. Pierwszy kosmiczny western w SCI-FI od legendarnego Hammera
Scenografia i efekty specjalne w Księżyc Zero Dwa są imponujące, biorąc pod uwagę budżet oraz rok, w którym ten film powstał.
Księżyc Zero Dwa Roya Warda Bakera z 1969 roku to produkt z kręgu fantastyki naukowej od wytwórni znanej głównie z horrorów.
Akcja rozgrywa się w 2021 roku. Ludzkość postawiła już stopę na Marsie, a teraz przymierza się do załogowych lotów na Merkurego i Wenus. W najlepsze trwa kolonizacja Księżyca, na którym powstają bazy mieszkaniowo-usługowe. Bill Kemp, niegdyś słynny pilot kosmiczny, teraz zarabia na życie jako złomiarz satelitów. Pomny marnej sytuacji materialnej Kempa, szemrany milioner J.J. Hubbard zleca mu przechwycenie asteroidy składającej z kilku tysięcy ton cennego szafiru. W tym samym czasie do Kempa zwraca się o pomoc Clementine, której brat zaginął na Księżycu. Okazuje się, że obie sprawy są ze sobą powiązane.

Brytyjskie studio Hammer Film Productions jest odpowiedzialne za ikoniczne ekranowe wizerunki Draculi, Frankensteina i Mumii. Tanie, lecz stylowe horrory kręcone najczęściej w Bray Studios w latach 50. i 60., biły rekordy popularności, a dziś należą do klasyki kina grozy. Hammer jednak nie ograniczał się do jednego gatunku i w swoim repertuarze miał także thrillery, komedie oraz filmy wojenne i science fiction. Pierwszymi tytułami Hammera spod znaku fantastyki naukowej były dwa filmy Terence’a Fishera z 1953 roku: Four Sided Triangle i Spaceways. Ostatnim z nich – młodszy o szesnaście lat Księżyc Zero Dwa.
Treść wstępnych szkiców scenariusza Michaela Carrerasa cechowała się podobno surowym realizmem, jednak kiedy twórcy obejrzeli 2001: Odyseję kosmiczną (1968) Stanleya Kubricka, cały koncept uległ przeobrażeniu. Pragnąć powtórzyć sukces kasowy tamtego filmu, włodarze wytwórni nie szczędzili grosza na realizację: Księżyc Zero Dwa był jednym z najdroższych filmów Hammera (500 tysięcy funtów, czyli pięć razy więcej niż średni budżet hammerowskich horrorów), a na jego koszty złożyły się m.in. rozbudowana scenografia, praktyczne efekty specjalne oraz skomplikowane sceny symulujące stan nieważkości.

Szumnie reklamowany jako pierwszy western w kosmosie film wszedł na ekrany brytyjskich kin w październiku 1969 roku, ale poniósł komercyjną klęskę i otrzymał negatywne recenzje w branżowej prasie (Derek Malcolm z Guardiana pisał o obrazie fatalnie zrobionym od początku do końca). Nawet twórcy Księżyca Dwa Zero wypowiadali się o nim niepochlebnie: reżyser Roy Ward Baker utyskiwał na ograniczony budżet, odtwórcę głównej roli (John Olson) i kooperację z Carrerasem:
To była katastrofa. (…) Co gorsza, wystarczyło włączyć telewizor, by zobaczyć Neila Armstronga skaczącego sobie po prawdziwym Księżycu.

Księżyc Dwa Zero nie jest tak zły, jak sugerowałyby jego recenzje. Dialogi są kiepskie, lecz zabawne; akcja jest sztampowa, lecz wartka; jazzowa muzyka Dona Ellisa nie pasuje do konwencji, lecz słucha się jej z przyjemnością, a scenografia i efekty specjalne są imponujące, biorąc pod uwagę budżet oraz rok, w którym ten film powstał. Na dobitkę animowany wstęp w stylu Nieustraszonych pogromców wampirów (1967) Romana Polańskiego podpowiada, że to pastisz kina science fiction i westernu. Oglądany z takiej perspektywy film Warda jest po prostu dobrą rozrywką.

