Publicystyka filmowa
Ta miniseria to wyjątkowo PRZERAŻAJĄCY HORROR Stephena Kinga
Mało która historia Kinga jest tak pomijana jak ta. Ponad cztery godziny zimowego koszmaru, gdzie śnieżyca to dopiero początek. Sztorm stulecia.
Mało która historia Stephena Kinga jest tak pomijana jak ta. Nie jest to ekranizacja żadnej z jego powieści czy opowiadań, lecz oryginalna historia napisana od początku z myślą o telewizji. King stworzył scenariusz sam, nazywając go powieścią dla telewizji. Efekt? Ponad cztery godziny zimowego koszmaru, w którym śnieżyca jest tylko początkiem czegoś znacznie gorszego. Sztorm stulecia.
Miniseria zadebiutowała na antenie ABC 14 lutego 1999 roku i została wyemitowana w trzech częściach. Wyreżyserował ją Craig R. Baxley, a w głównych rolach wystąpili Tim Daly jako konstabl Mike Anderson i Colm Feore jako Andre Linoge. Sztorm stulecia otrzymał dwie nominacje do Emmy i zdobył jedną statuetkę za montaż dźwięku.

To chyba jedyna seria z wielu telewizyjnych produkcji sygnowanych nazwiskiem pisarza, która nie została oparta na żadnym istniejącym utworze, a została w całości i od razu napisana jako scenariusz. Nie było tutaj materiału źródłowego, który trzeba było skrócić, przestawić albo dostosować, czy poświęcić czegoś dla czegoś innego. King napisał scenariusz specjalnie dla telewizji, a jego tekst został nawet opublikowany w formie książkowej jeszcze przed premierą. Dzięki temu Sztorm stulecia jest jednym z niewielu przypadków, kiedy możemy zobaczyć Kinga pracującego bezpośrednio w medium telewizyjnym, bez pośrednictwa adaptatorów.
O czym jest Sztorm stulecia?
Little Tall Island zostaje odcięte od reszty świata przez gigantyczną śnieżycę. W tym samym czasie pojawia się André Linoge – elegancki, spokojny i przerażająco opanowany nieznajomy, który zna najmroczniejsze sekrety jego mieszkańców. Po pierwszym morderstwie zostaje zatrzymany, ale szybko okazuje się, że zwykłe więzienie nie jest w stanie go powstrzymać.

Linoge powtarza tylko jedno: Dajcie mi co chcę, a odejdę. Problem polega na tym, że jego żądanie jest znacznie bardziej przerażające niż sama burza. King wykorzystuje nadprzyrodzony horror do postawienia mieszkańców przed moralnym wyborem, którego żadna społeczność nie chciałaby podejmować.
Sztorm stulecia to najlepszy serial Kinga?
Wielu tak twierdzi, ale – co ciekawe – również według samego autora – tak. King wskazał Sztorm stulecia jako swoje ulubione dzieło telewizyjne spośród ekranizacji własnej twórczości. Szczególnie chwalił Colma Feore’a jako Linoge’a. Jego zaangażowanie było zresztą jednym z głównych atutów produkcji. Nazwisko pisarza stanowiło dla ABC potężny argument marketingowy, ale równie ważne było to, że miniseria miała bardzo autorski charakter, co -trzeba uczciwie przyznać – nie zawsze przekładało się na sukces (patrz: miniseria Lśnienie). Niemniej była historią, którą King od początku zaprojektował jako telewizyjny horror.

Dlaczego to wciąż działa?
To nie jest horror oparty na potworze wyskakującym zza drzwi. Linoge jest przede wszystkim katalizatorem, który zmusza mieszkańców do ujawnienia, kim naprawdę są. Największym atutem serii jest niepokojący Colm Feore. Nie musi zabijać, ani nawet krzyczeć – jest uprzejmy, spokojny i niemal rozbawiony tym, że wie o mieszkańcach wszystko. Dzięki temu stworzył jednego z najbardziej niepokojących antagonistów w telewizyjnym horrorze.
Największe kontrowersje wywołało zakończenie. Bez zdradzania nadmiaru szczegółów: mieszkańcy muszą zdecydować, czy poświęcić jedno z własnych dzieci, aby ocalić resztę społeczności. To właśnie ten wybór sprawia, że Sztorm stulecia przestaje być historią o potworze i staje się opowieścią o tchórzostwie, konformizmie i cenie przetrwania.

Sam King pojawia się w produkcji w niewielkim epizodzie – jako prawnik występujący w telewizyjnej reklamie widocznej w tle. Mimo 27 lat od premiery seria jest doceniana zarówno przez widzów, jak i krytyków, którzy wywalczyli dla niej odpowiednio 82 i 85% pozytywów na Rotten Tomatoes.
Sztorm stulecia jest jednym z tych przypadków, gdy ograniczenia telewizji zadziałały na korzyść horroru. Zamiast wielkiego widowiska dostajemy zamkniętą kameralną społeczność, śnieg, ciemność i przerażenie. Po ponad 25 latach miniseria nadal działa, bo jej największym potworem nie jest Linoge – jest nim pytanie, które King zadaje mieszkańcom Little Tall Island: ile jesteś gotów poświęcić, żeby ocalić siebie?

