Publicystyka filmowa
Cienie nad TWIN PEAKS. H.P. Lovecraft w świecie Davida Lyncha
Po atomowym wybuchu wyłania się twarz BOB-a, a w tle brzmi Penderecki. Co w tym wszystkim robi Lovecraft? Miasteczko Twin Peaks.
W serialu Miasteczko Twin Peaks do lasu można wejść tropem H.P. Lovecrafta i szukać miejsc, w których człowiek odkrywa, jak niewiele rozumie ze świata, który uważał za własny. Za czerwonymi zasłonami spotyka istoty niedostępne zwykłemu poznaniu, a między drzewami znajduje przejście do miejsca rządzonego obcymi regułami. Mnie jednak w tym pokrewieństwie bardziej niż podobieństwo potworów interesuje los człowieka, który staje z nimi twarzą w twarz. Co dzieje się z kosmicznym horrorem, kiedy zamiast w odległą otchłań zaczynamy patrzeć na rodzinę Palmerów?
Co mieszka obok nas
Lynch i Mark Frost od początku otaczali bohaterów serialu, emitowanego od 1990 roku, tajemnicą wykraczającą poza kryminalne śledztwo. Ten drugi wskazywał konkretne źródła swoich zainteresowań: teozofię i lektury okultystyczne. Nazwę Czarnej Chaty zaczerpnął z książki Dion Fortune, wspominał też o lasach Minnesoty i związanej z nimi mitologii. W tych okolicach człowiek łatwo przestaje czuć się gospodarzem. Podobnie jest w Zgrozie w Dunwich Lovecrafta, gdzie kamienne kręgi i rytuały wiążą wiejski krajobraz z obecnością niewidzialnych istot.

Jeszcze bliżej serialowi do Z zaświatów. Skonstruowane przez Tillinghasta urządzenie pozwala tam dostrzec stworzenia, które żyją obok ludzi, choć ich zmysły nie potrafią ich uchwycić. Nie trzeba więc lecieć w kosmos, wystarczy zobaczyć więcej we własnym otoczeniu. Granicę poznania przekracza też Dale Cooper, kiedy jako przybysz trafia do Czerwonego Pokoju i słucha osobliwej mowy jego mieszkańców. W obu utworach człowiek odkrywa obcy porządek tuż obok siebie i nie ma wygodnego punktu obserwacyjnego, z którego mógłby go bezpiecznie opisać.
Od czerwonych zasłon do atomowej chmury
O niebezpieczeństwie takiego spotkania opowiada Hawk, który objaśnia mitologię Chat. W jego słowach Czarna Chata jest cieniem Białej, miejscem, gdzie człowiek staje przed własnym cieniem, i zagrożeniem dla każdego, komu zabraknie doskonałej odwagi. Za zasłoną czeka więc obca potęga, ale też coś, co przybysz przynosi ze sobą. W tym punkcie Lynch i Frost odchodzą od lęku przed tym, czego zmysły nie potrafią objąć, i pytają o samego uczestnika spotkania. Cooper nie jest jedynie bezcielesnym rozumem rozwiązującym zagadkę, tylko kimś, kto sam wystawia się na niebezpieczeństwo.

W ósmej części Twin Peaks: The Return, kontynuacji z 2017 roku, widz trafia do wnętrza próbnego wybuchu atomowego. To próba Trinity, przeprowadzona w 1945 roku w Nowym Meksyku. Obrazy, których niemal nie da się uporządkować, płyną przy dźwiękach utworu Tren – Ofiarom Hiroszimy, który napisał Krzysztof Penderecki. Kiedy chmura opada, istota nazwana w napisach Eksperymentem wyrzuca strumień, w którym unosi się kula z twarzą BOB-a, nadprzyrodzonego napastnika. Groza nie przychodzi tu z odległego kosmosu, tylko splata się z przemocą, do której ludzie sami zbudowali narzędzia.
Frost opisywał ten odcinek jako opowieść o źródle poczucia wszechobecnego mroku i zła. Wybuch wygląda tu jak wtargnięcie obcej siły w ludzką historię, ale twórcy nie poprzestają na obrazach niepojmowalnego zagrożenia. W odcinku pojawia się też złota kula z twarzą Laury Palmer, córki Lelanda, skierowana ku obrazowi Ziemi. Ten gest można odczytać jako odpowiedź na przemoc: pośród abstrakcyjnych obrazów rozpoznajemy twarz konkretnej dziewczyny, a nie anonimowego przedstawiciela zagrożonego gatunku.

Twarz ojca
W filmie Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną z 1992 roku Laura widzi w domu BOB-a, a potem patrzy, jak z tego samego domu wychodzi Leland, jej ojciec. Podczas napaści rozpoznaje w napastniku właśnie jego. W tych scenach BOB jest maską, za którą kryje się przemoc najbliższego człowieka. Frost dopuszczał, że tę postać można rozumieć metaforycznie albo dosłownie, ale nadprzyrodzony napastnik nie usuwa z filmu kazirodztwa ani tego, że za cierpienie córki odpowiada ojciec.
MIKE i Ramię, istoty związane z Czerwonym Pokojem, domagają się od BOB-a garmonbozii, którą film objaśnia jako ból i smutek. Ramię je kukurydzę, a cierpienie przybiera postać koszmarnego pożywienia. Tu widzę zasadniczą różnicę wobec lovecraftowskiego przerażenia własną znikomością, bo te byty wcale nie są obojętne na ludzkie przeżycia. Żywią się bólem, który ludzie zadają sobie nawzajem, a film pokazuje, na czym to zło żeruje. Po kosmicznej wyprawie zostaję więc z dziewczyną, która rozpoznaje ojca, i z potworami, które domagają się udziału w jej cierpieniu.

