Artykuł

QUIBI. Wszystko, co powinniście wiedzieć o REWOLUCYJNEJ platformie streamingowej

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

Jeśli myśleliście, że króciutkie, niekiedy niespełna 20-minutowe odcinki niektórych produkcji Netfliksa (To nie jest OK lub The End of the F***ing World) to minimalistyczne podejście do serialu, co powiecie o Quibi, nowej platformie streamingowej? W przeznaczonej wyłącznie na urządzenia mobilnie usłudze żaden z odcinków nie może przekroczyć 10 minut! Co można obejrzeć na platformie założonej przez Jeffreya Katzenberga, wieloletniego prezesa Disneya i DreamWorks, oraz jakiego rodzaju doświadczenie dla widza oferuje Quibi – o tym przeczytacie poniżej.

Jeffrey Katzenberg

W dzisiejszych czasach platformy streamingowe zabiegają o uniwersalność – chcą być dostępne na jak największej liczbie urządzeń, takich jak smartfony, tablety, komputery i telewizory, oraz dostarczać zróżnicowanych produkcji: seriali, filmów fabularnych, dokumentów, programów typu reality TV i tak dalej. Tymczasem Quibi jest częściowym zaprzeczeniem tej strategii – platforma Katzenberga zdecydowała się zająć rynkową niszę, z której istnienia chyba niewielu z nas zdawało sobie sprawę. Przede wszystkim zadziwiać może wąsko rozumiana dostępność – Quibi uruchomicie tylko z urządzenia mobilnego. Co prawda, w planach jest już funkcjonalność umożliwiająca korzystanie z rozwiązań typu Chromecast, dzięki którym będzie możliwość udostępnienia obrazu na telewizorze, jednak sterowanie wciąż odbywać się będzie z telefonu lub tabletu. Katzenberg postanowił wykorzystać to pozorne ograniczenie sprzętowe do urozmaicenia doznań odbiorczych – w zależności od tego, czy urządzenie znajduje się w położeniu horyzontalnym, czy wertykalnym, obraz na ekranie jest inaczej kadrowany. Kiedy ułożymy smartfon poziomo, ujrzymy szeroki plan i więcej szczegółów otoczenia; kiedy zaś ustawimy urządzenie pionowo, będziemy mogli przyjrzeć się z bliska emocjom bohatera lub jakiemuś istotnemu wycinkowi kadru. Choć nie jest to raczej przełom w świecie streamingu, z pewnością urozmaica seans błyskawicznych odcinków.

Quibi view

No właśnie, odcinki. W ich długości tkwi rewolucyjność platformy Quibi – każdy z dostępnych epizodów trwa maksymalnie 600 sekund, ale znajdzie się też wiele krótszych. Zmienia się więc znaczenie popularnych w świecie miłośników seriali pojęć – „odcinek” ma długość ledwie kilku scen, zaś „sezon” (czyli – w zależności od charakteru produkcji – od 6 do 15 odcinków) można skonsumować w ciągu godziny czy dwóch. Dodatkowo odcinki pojawiają się na platformie w dziennych odstępach. Hasło Quibi to „Szybkie kąski. Wielkie historie”, a sama nazwa także jest skrótem od „quick bites”, czyli „szybkich kąsków” właśnie. Trzeba przyznać, że to motto wyjątkowo trafne, bo filmy przygotowywane przez Quibi – w całości oryginalne, co odróżnia tę platformę od konkurencji – mogą być przyswajane w dowolnych okolicznościach i w krótkim czasie. To tak naprawdę oferta dla dwóch typów odbiorców:

  1. absolutnych maniaków oglądania, którzy nie są w stanie przeżyć bez tej czynności nawet podczas załatwiania potrzeb fizjologicznych albo na przerwie na fajkę w pracy,
  2. osób cierpiących na chroniczny brak czasu, dla których wygospodarowanie 10 minut na odcinek będzie jedyną możliwością, by cokolwiek obejrzeć.

To oczywiście celowe wyolbrzymienie z mojej strony, ale jest trochę tak, że Quibi oferuje treści ekspresowe, skondensowane – swego rodzaju „odcinki w pigułce”. Ale co właściwie można znaleźć w ich ofercie?

Portfolio dzieli się na trzy kategorie: Movies in Chapters, a więc seriale będące w praktyce rozdziałami pełnometrażowego filmu; Unscripted and Docs, czyli reality TV i programy dokumentalne, oraz Daily Essentials, programy informacyjno-rozrywkowe, których odcinki trwają zwykle około 5–6 minut. W każdej z tych kategorii znajdziemy materiały przygotowane przez cenionych w branży fachowców oraz znane twarze czy marki. Jeśli interesują was produkcje fabularne, sięgnijcie po Most Dangerous Game, kino akcji będące czymś w rodzaju współczesnej wersji Uciekiniera z Liamem Hemsworthem i Christophem Waltzem w rolach głównych, albo Survive, thriller o dwojgu ocalonych z katastrofy lotniczej, w którym główną rolę gra Sophie Turner, czyli Sansa Stark z Gry o tron. Fanów kina grozy zachwyci z kolei 50 States of Fright, horrorowa antologia autorstwa klasyka gatunku, Sama Raimiego (w obsadzie m.in. Travis „Wiking” Fimmel), zaś lubiący pośmiać się podczas seansu powinni sięgnąć po Dummy, przezabawną, nabijającą się z polit-popu komedię z rewelacyjną Anną Kendrick w roli głównej. Trzeba przyznać, że fabularna oferta Quibi jest naprawdę imponująca, a na dobrą sprawę znacznie mniejsza niż wybór programów z pogranicza reality TV i dokumentu, takich jak Thanks a Million, prowadzony przez Jennifer Lopez, czy Murder House Flip, opisywany jako połączenie CSI i programów „remontowych”. Portfolio Quibi jest dość zróżnicowane, a zapowiedzi szefostwa platformy, jakoby w ciągu pierwszego roku w bibliotece pojawiło się w sumie 175 oryginalnych produkcji, brzmią naprawdę ambitnie.

Quibi

Czy jednak Quibi ma szansę przetrwać? Na to pytanie niezwykle trudno odpowiedzieć – wydaje się, że rynek streamingu jest już nasycony, choć platforma Katzenberga ma kilka wyróżników, których próżno szukać u konkurencji. Ryzykowne jest na pewno stawianie wyłącznie na oryginalne treści, a nie pomaga też cena – w wersji z reklamami miesięczna subskrypcja wynosi $4,99, wersja pozbawiona reklam to koszt $7,99. Choć kwoty te nie przerażają, zdecydowana większość odbiorców Quibi opłaca już najprawdopodobniej inne serwisy streamingowe, ze znacznie bogatszą biblioteką. Póki co nie można też nowej platformy uznać z produkt globalny – jak na razie programy dostępne są tylko w angielskiej wersji językowej, z napisami w języku angielskim lub hiszpańskim. Biorąc pod uwagę niepewną sytuację ekonomiczną na całym globie, nie można z całą pewnością przewidzieć przyszłości Quibi. Może okaże się, że Katzenberg faktycznie znalazł istotną niszę na rynku i zarobi krocie? A może Quibi zostanie wchłonięte przez jednego z największych streamingowych graczy? Zamiast wróżyć z fusów, najlepiej pobrać aplikację i samemu ocenić jej wartość – zwłaszcza teraz, gdy obowiązuje 90-dniowy bezpłatny okres testowy.

Dajcie znać, co myślicie o Quibi!

Ostatnio dodane