Publicystyka filmowa
Ta seria SCI-FI zmieni twoje postrzeganie CZASU i zaskoczy INTELIGENCJĄ
Adaptowanie kultowego filmu na serial zazwyczaj kończy się źle. Szczególnie gdy tym filmem jest 12 małp Terry’ego Gilliama – osobliwy i paranoiczny klasyk.
Adaptowanie kultowego filmu na serial zazwyczaj kończy się źle. Szczególnie gdy tym filmem jest 12 małp Terry’ego Gilliama – osobliwy, paranoiczny klasyk z Bruce’em Willisem i Bradem Pittem. Tymczasem serial Syfy zrobił coś zaskakującego: zaczął od ostrożnego naśladowania oryginału, a następnie – zupełnie niespodziewanie – wypracował własną tożsamość. Dzisiaj 12 małp jest jednym z najlepszych przykładów na to, że telewizyjna adaptacja może wyrosnąć daleko poza materiał źródłowy.
Serial zadebiutował 16 stycznia 2015 roku na antenie Syfy. Jego twórcami byli Terry Matalas i Travis Fickett, a główne role zagrali Aaron Stanford jako James Cole i Amanda Schull jako doktor Cassandra Cassie Railly. Powstały cztery sezony i 47 odcinków, a emisja zakończyła się 6 lipca 2018 roku. W Polsce bez problemu znajdziecie go w streamingu.

12 małp vs. film Gilliama
Serial wykorzystuje podstawowy koncept filmu: po apokaliptycznej pandemii James Cole zostaje wysłany do przeszłości, aby odnaleźć źródło zarazy i zapobiec zagładzie ludzkości. Powracają również Cassandra Railly, Armia Dwunastu Małp i motyw podróży w czasie. Jennifer Goines jest odpowiednikiem granego przez Brada Pitta Jeffreya Goinesa.
Pojawiają się też bezpośrednie nawiązania do filmu, a Madeleine Stowe, czyli filmowa Railly, dostała gościnny występ w drugim sezonie. Twórcy jednak od początku wiedzieli, że nie mogą po prostu rozciągnąć dwugodzinnego filmu na kilkadziesiąt odcinków. Ich celem było stworzenie własnej mitologii i to właśnie tutaj 12 małp zrobiło prawdziwą robotę.

12 małp znalazło swoją widownię
Najlepszym dowodem na to jest Rotten Tomatoes. Cały serial ma obecnie 88 proc. pozytywnych ocen krytyków, ale ciekawie robi się dopiero jak spojrzymy na ocenową ewolucję poszczególnych sezonów: pierwszy uzyskał zaledwie 60 proc., drugi już 92 proc., a trzeci i czwarty – po 100 proc. Prawdziwie imponujący i rzadko spotykany postęp.
To właściwie streszczenie historii tej produkcji. Początek był oceniany jako nierówny, zbyt powolny i momentami chaotyczny. Później scenarzyści zaczęli coraz śmielej wykorzystywać możliwości telewizji: rozbudowali mitologię, pogłębili bohaterów i zaczęli konstruować fabułę jak gigantyczną układankę. Dziś 12 małp jest szczególnie cenione za to, że kolejne wydarzenia, których realnego wpływu na rozwój fabuły nie znamy albo nie rozumiemy, często nabierają znaczenia dopiero wiele odcinków później. Drobny szczegół może po kilkunastu godzinach okazać się kluczowym elementem całej historii.

Podróże w czasie bez prostych zasad
To właśnie tutaj serial odchodzi najdalej od filmu. W 12 małpach Gilliama czas jest w dużej mierze zamkniętą pętlą – bohater próbuje zmienić przeszłość, ale jego działania są częścią wydarzeń, które już się wydarzyły. Serial dopuszcza znacznie większą możliwość manipulowania przy historii, nie oznacza to jednak, że twórcy traktują czas jak gumkę do ścierania. Każda ingerencja powoduje konsekwencje, powstają nowe wersje wydarzeń, alternatywne rzeczywistości i kolejne paradoksy. Bohaterowie często próbują naprawić jeden problem, jednocześnie generując następny.
Co ważne, serial z czasem przestaje traktować podróżowanie w czasie wyłącznie jako efektowny gadżet. Czas staje się właściwie jednym z bohaterów – ma własną logikę, historię i konsekwencje, a pytanie czy można zmienić przeszłość? zostaje zastąpione znacznie ciekawszym: ile trzeba poświęcić, żeby to zrobić?.

Sceptycy zmieniali zdanie
Pierwszy sezon nie przekonał wszystkich. Część krytyków uważała, że serial zbyt mocno próbuje odtworzyć atmosferę filmu, jednocześnie nie oferując jego szaleństwa i oryginalności. Zarzucano mu również zbyt wolne tempo i skomplikowaną chronologię. Okazało się jednak, że późniejsze sezony zmieniły sceptyków (nie wszystkich) w wyznawców. Wśród widzów pojawiła się opinia, że produkcja potrzebuje czasu, żeby zaskoczyć. To jeden z tych seriali, w których pierwsze kilka odcinków niekoniecznie zapowiada, jak ambitna stanie się całość.
To nie miało być 12 małp
Pomysł na serial początkowo nie miał nic wspólnego z 12 małpami. Matalas i Fickett pracowali nad własnym projektem science fiction o podróżach w czasie i dopiero Syfy zasugerowało, żeby przekształcić go w adaptację filmu Gilliama.

Sam film również nie był pierwotnym źródłem całej historii. 12 małp Gilliama powstało na bazie eksperymentalnego francuskiego filmu La Jetée Chrisa Markera z 1962 roku. Serial jest więc kolejnym ogniwem niezwykłego łańcucha: krótkometrażowy eksperyment stał się filmem, film serialem, a serial rozbudował jego mitologię do rozmiarów, których kino nigdy nie zdołałoby pomieścić.
12 małp zaczynało więc jako ryzykowna próba przerobienia kultowego filmu na serial, a skończyło jako skomplikowana, emocjonalna i zaskakująco precyzyjna opowieść o czasie, przeznaczeniu, miłości i konsekwencjach naszych decyzji. Z czasem serial zostawił materiał źródłowy za sobą i zbudował własny świat, dlatego dziś warto dać mu szansę nawet wtedy, gdy pierwsze odcinki wydają się tylko przyzwoitym science fiction. 12 małp potrzebuje… czasu.

