Recenzje
GORĄCE DNI. Wyrazisty thriller polityczny prosto z Turcji [RECENZJA]
To, co najlepsze w „Gorących dniach” pochodzi z autorskiej sygnatury Emina Alpera.
Prowincjonalny mikrokosmos to bardzo czytelna i nośna sceneria filmowa. Niezależnie od kontekstu kulturowego i geograficznego pewne mechanizmy są powtarzalne. Gęsta sieć lokalnych znajomości i konszachtów, klaustrofobiczna dla przyjezdnych atmosfera wszechogarniających zażyłości i przywiązanie do załatwiania spraw po swojemu to powszechne i raczej uniwersalne tropy w narracjach prowadzonych z perspektywy osoby z zewnątrz, konfrontującej się z małomiasteczkową rzeczywistością. Kolejnym dziełem budowanym na tym fundamencie są Gorące dni, najnowszy film w dorobku jednego z ciekawszych współczesnych reżyserów kina tureckiego Emina Alpera.
Jak łatwo się domyślić Gorące dni rozgrywają się w upalne lato w Yaniklar, gdzieś w centralnej Turcji. Głównym bohaterem jest Emre, młody prokurator desygnowany na prowincjonalną placówkę, a fabuła organizuje się wokół jego zderzenia z lokalną polityką. Kontekstem jest nękająca okolicę susza, której problem i niejasności związane z geologicznymi incydentami od razu zwracają uwagę przybysza. Z tak ustawionego punktu wyjścia film Alpera podąża w kierunku, jakiego należy oczekiwać, czyli rozwijając intrygę związaną z dociekaniami próbującego odnaleźć się w nowej dla niego rzeczywistości Emrego.
Pomimo że Gorące dni wchodzą mocno w konwencję kryminalną, to nie samo dochodzenie jest głównym budulcem fabuły, ale interakcje protagonisty z lokalnym establishmentem w postaci burmistrza i jego totumfackich oraz opozycyjnym wobec nich wydawcą lokalnej zaangażowanej politycznie gazety. Zagęszczająca się intryga dotyczy też tyleż lokalnych przekrętów, co postępującego uwikłania Emrego w kolejne relacje, które odbierają mu pozycję moralnie wyższego, niezależnego obserwatora, a coraz bardziej czynią zeń współuczestnika lokalnych gierek. W ten sposób Alper podsyca napięcie psychologiczne, czyniąc z Gorących dni wyrazisty thriller, w którym polityczne wrzenie łączy się z osobistym dramatem bohatera.
Alper nieustannie przeplata gatunkowe klisze z soczystą wiwisekcją zapadającego się w małomiasteczkowe układy młodego idealisty. Konstruowanie politycznej intrygi wokół coraz bardziej paranoicznej perspektywy momentami pogubionego technokraty tracącego grunt pod stopami w postaci swoich niezachwianych moralnych i prawnych wartości skutkuje ciekawym dramaturgicznym rumieńcem, wybijającym film ponad przeciętność konwencji. W najlepszych momentach Gorące dni fascynują niejednoznacznością punktów widzenia i pozwalają poczuć autentyczną temperaturę gry, której stawki są przez większość czasu niepokojąco rozmyte.
Niestety narracja nie do końca dowozi ten, w pewnym momencie wręcz błyskotliwy, impet, w końcowej części częściej bardziej grzęznąc w kryminalno-dreszcowcowej sztampie, niż ją ogrywając. Projekt Alpera, który chciał wszyć w tkankę thrillera politycznego szersze społeczne znaczenia i komentarze, jest tylko połowicznie udany – z jednej strony wciąga, z drugiej oferuje niewiele ponad efektowne zagrywki inscenizacyjne prowadzące do zbyt oczywistych konkluzji.
To, co najlepsze w Gorących dniach, pochodzi z autorskiej sygnatury Emina Alpera. Charakterystyczne dla jego kina poczucie nieuchwytnego, czającego się tuż za polem widzenia postaci zagrożenia, ocierająca się o surrealizm energia poszczególnych sekwencji i przekłuwanie przyziemnej fabuły niepokojącymi emanacjami szaleństwa i afektów nadają filmowi własnej tożsamości. Alperowi chyba jednak za bardzo zależało na przystępności przekazu, przez co nie zdecydował się na dociśnięcie artystycznej konwencji. Kluczowa i frapująca sekwencja libacji, wokół której tkany jest spory segment narracji, to popis Alperowskiej poetyki paranoi i polityczno-psychologicznego napięcia.
Jednak zapewniana przez nią kanwa nie jest wykorzystana do spięcia całości historii, a jedynie włożona w już bardziej zachowawczą estetykę. Bardziej niż rozwijaniem porozrzucanych po fabule frapujących podtekstów twórca Blokady hołubi kryminalną mechanikę, która choć sprawna, zostawia posmak niewykorzystanego potencjału. To rozdarcie rozczarowuje i w pewnym stopniu psuje zarówno gatunkowe, jak i artystyczne zapędy filmu.
Gorące dni nieco odstają jakościowo od psychologicznej Blokady i czułej Opowieści o trzech siostrach, sygnalizując zbyt wiele kompromisów, na które zdecydował się w trakcie produkcji reżyser. Jednak mimo wad film oferuje ciekawą historię i kilka arcyciekawych momentów, a coś dla siebie odnajdą w nim zarówno widzowie spragnieni kryminalnej intrygi, dramatu postaci, jak i politycznego komentarza do erdoganowskiej Turcji. A za drzwiami kina jest również raczej gorąco, więc można tym lepiej wczuć się w klimat.
