nowości kinowe

WIĘZIEŃ LABIRYNTU: LEK NA ŚMIERĆ. O fajnych postaciach zasługujących na lepszą historię

Niespójności fabularne często każą się zastanawiać nad sensem całej historii, ale sprawnie zrealizowana akcja oraz interesująca dynamika relacji między postaciami skutecznie odwraca uwagę od tych mankamentów.

Autor: Mikołaj Lewalski
opublikowano

Trylogia Więźnia labiryntu to ciekawe filmowe zjawisko. Z jednej strony składają się na nią trzy artystycznie spójne produkcje (jeden i ten sam reżyser na pokładzie to nieczęste zjawisko podczas ekranizacji serii dla młodzieży), z drugiej potrzeba sporo mentalnej gimnastyki, żeby pojąć sens praw, którymi rządzi się przedstawiony świat. Fabuła trylogii jest pełna dziur i niewiadomych, a to w połączeniu z powielaniem rozmaitych klisz frustruje podczas seansu. Momenty ex machina oraz antagoniści o celności szturmowców z Gwiezdnych wojen często podkopują umiejętnie nakręconą widowiskową akcję. W zamian otrzymujemy jednak intrygującą tematycznie i wizualnie wizję świata oraz ciekawych bohaterów, których można polubić. Angażujące relacje między solidnie zagranymi postaciami sprawiają, że to właśnie dla nich chce się oglądać te filmy i przymykać oko na ich wady.

Historia Leku na śmierć rozpoczyna się tam, gdzie zostawiły nas Próby ognia. Minho został porwany, Teresa zjednała się z wrogiem, a Thomas i ferajna ruszają z akcją ratunkową. Na całe szczęście oszczędzono nam drętwego wprowadzenia opatrzonego narracją z offu (klątwa współczesnego kina), a otwierająca film sekwencja pościgowa imponuje pracą aktorów i kaskaderów (Dylan O’Brien doznał bardzo poważnej kontuzji podczas kręcenia tej sceny, co przesunęło premierę o rok). Stawka jest wysoka, poziom napięcia i emocji również (nawet jeśli sługusy zła naprawdę fatalnie celują). Późniejszy obrót spraw pozwala liczyć na ciekawy wątek w stylu kina drogi, niestety bohaterowie dość szybko docierają do swojego celu. Tam czeka na nich niemałe zaskoczenie w formie pewnego nieoczekiwanego powrotu, dzięki któremu film staje się bogatszy o świetną postać (i chyba najlepszego młodego aktora w obsadzie). Pojawia się także wątek starcia klas społecznych (elita kryjącą się za murem w futurystycznej metropolii kontra odtrąceni desperaci żyjący w nędzy) i o dziwo nie jest on tak oczywisty, jak można by było się spodziewać. Po pewnym czasie można jednak dojść do wniosku, że tytuł produkcji jest mylący – poszukiwania tytułowego leku na śmierć przypadają przede wszystkim rozdartej wewnętrznie Teresie i w zasadzie zostają zepchnięte na drugi plan. Najwięcej czasu poświęcono próbie zinfiltrowania Ostatniego Miasta oraz ewoluującym relacjom między bohaterami.

Jedno i drugie wypada świetnie, a w scenach przekradania się przez sterylne miasto przyszłości nie brakuje napięcia ani subtelnego humoru. Niemało emocji zapewnia obserwowanie rozwoju przyjaźni Thomasa i Newta, a nauka współpracy między bohaterami i wspomnianym już nowym-starym kompanem jest moim ulubionym wątkiem z całej trylogii. Dobrze wykorzystano także potencjał trudnej relacji protagonisty z Teresą, której nie można jednoznacznie określić mianem zdrajczyni.

Praktycznie każdy z młodych aktorów spisał się na medal, a scenariusz pomimo swoich rozlicznych dziur dał im dobry materiał do pracy.

Te nieszczęsne dziury rzucają jednak rozległy cień na całość, która mogła być świetna. Nie wiem, na ile to kwestia materiału źródłowego, a na ile brak umiejętności bardziej wnikliwego odwzorowania go, ale wiele pomysłów fabularnych zwyczajnie się tutaj nie klei. Otrzymujemy zbyt mało informacji o świecie przedstawionym, żeby zrozumieć sens wielu ważnych decyzji bohaterów i dylematów, przed którymi stoją. Zabrakło tu także bardziej dogłębnego przyjrzenia się postawom poszczególnych postaci, które aż proszą się o jakikolwiek komentarz. Momentami nie byłem pewien, czy twórcy w ogóle zdawali sobie sprawę, że działania Thomasa i ferajny można postrzegać jako niewłaściwe albo przynajmniej wzbudzające wątpliwości. Przedkładanie życia jednostki nad dobro ogółu to niejednoznaczna moralnie kwestia i szkoda, że nie zostało to tutaj lepiej naświetlone. Niewykorzystany potencjał tej historii poważnie frustruje, zwłaszcza że cała reszta utrzymuje wysoki poziom i prosi się o lepszy scenariusz.

W efekcie otrzymujemy dobrze wyreżyserowane, ale średnio napisane rozrywkowe kino, którego największą wartością są postaci i trzymające w napięciu sceny akcji. Na uwagę zdecydowanie zasługuje świetna scenografia i wizja świata podzielonego na nieco cyberpunkowe miasto przyszłości oraz spalone rozbłyskami słonecznymi gruzy. To bardzo dobrze wyglądający film, oferujący porządną rozrywkę, ale i pozostawiający budzący irytację niedosyt.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane