TALE OF TALES – prosto z Cannes 2015 | FILM.ORG.PL

TALE OF TALES – prosto z Cannes 2015

Typowy okaz kina pocztówkowego. Do obejrzenia i pamięciowej utylizacji.




Wydmuszka




Filip Jalowski
14.05.2015


Mateo Garrone można zarzucić wiele rzeczy, ale z całą pewnością nie należy posądzać go o twórcze lenistwo. Po międzynarodowym sukcesie Gomorry Włoch mógł rozpocząć odcinanie kuponów od swojego sukcesu. Wystarczyło tworzyć kolejne produkcje w jakiś sposób nawiązujące do ponurej tematyki śródziemnomorskiego półświatka. Zamiast szlajania się po neapolitańskich zaułkach Garrone postanowił odwiedzić dom Wielkiego Brata. Jego Reality było słodko-gorzkim, ale nade wszystko dość mocno przerysowanym spojrzeniem na fenomen słynnego programu.

Wszyscy, którzy uznali perypetie zafascynowanego telewizyjnym show Włocha za szczyt kiczu i cepelii, będą musieli zrewidować swoje poglądy przy okazji Tale of Tales. Tym razem Garrone bierze na warsztat baśniowe historie Giambattisty Basile’a. Jest kolorowo, jest z przepychem, jest ze znanymi nazwiskami, ale niewiele z tego wszystkiego wynika.

the-tale-of-tales-matteo-garrone-new-movie-official-photos-salma-hayek-04

Akcja filmu rozgrywa się pomiędzy trzema królestwami. Pierwszym z nich włada monarcha, który nade wszystko ceni sobie dobry alkohol oraz towarzystwo uległych białogłowych (w tej roli Vincent Cassel). Drugi zamek pozostaje we władaniu nieco podstarzałego mężczyzny, kochającego nad życie swoją jedyną córkę oraz owada, który z czasem dziwnie zaczyna przypominać jeden z pomiotów wyobraźni Davida Cronenberga (Toby Jones). Trzecie królestwo to włości pary od lat starającej się o dziecko (Salma Hayek i John C. Reilly). Pragnienie potomka skłania ich do podjęcia konszachtów z mędrcem, który prędzej dogadałby się z Voldemortem, niż ekipą z Hogwartu. Ich losy praktycznie się nie splatają. Garrone przedstawia widzom trzy odrębne historie. Niestety, żadna z nich nie jest zbyt zajmująca.

Baśń opowiadana przez Włocha momentami staje się jedynie pretekstem dla stworzenia kolejnego, miłego dla oka kadru, w którym krwista czerwień kontrastuje ze wściekłą zielenią leśnego runa lub sterylnością białych komnat.

the-tale-of-tales-matteo-garrone-new-movie-official-photos-stacy-martin-03

Kolorowemu światu Garrone daleko jednak do opowieści spod szyldu Walta Disneya. Tale of Tales zdecydowanie bliżej do baśni braci Grimm, czy Dekamerona. To świat, w którym księżniczki muszą podnosić spódniczki dla odrzucających ogrów, a królowe ze smakiem pałaszują zaklęte serca morskich potworów. Wśród wyszukanych scenografii i kostiumów oraz całej palety barw, wiele miejsca zostaje zagarnięte przez brud, krew oraz pot spływający po ciałach uprawiających seks ludzi (Stacy Martin pojawia się w filmie chyba jedynie po to, aby ten pot zademonstrować). To wszystko może brzmieć intrygująco, niestety, zdecydowanie lepiej wypada Tale of Tales w opisie oraz na pojedynczych fotografiach, niż w ponad dwugodzinnym filmie.

taleoftales

Przede wszystkim, uderza scenariuszowa miałkość historii. O tym, że baśń nie musi być głupiutką, pełną luk historyjką przekonywał swojego czasu chociażby jeden z członków tegorocznego jury. Del Toro wraz ze swoim Labiryntem fauna pokazał w jaki sposób użyć baśniowej stylistyki do stworzenia przejmującej historii. Garrone bawi się jedynie formą, tekst jest dla niego sprawą drugorzędną. Przez takie podejście do sprawy ma się wrażenie, że obcując z Tale of Tales po prostu traci się czas, bo ileż można spoglądać na zbiór obrazków okraszony nieco zawadiacką muzyką Desplata? Druga kwestia to sama konstrukcja świata. Włoch nie proponuje nam żadnej mitologii. Widz nie wie, z czym przyjdzie mierzyć się bohaterom. Wątki pojawiają się i znikają bez rozwiązania lub kończą się w zupełnie nieprzekonujący sposób. Ot tak, bo film zmierza ku końcowi, więc trzeba się uwijać. Brak w tym wszystkim konsekwencji, spajającego całość pomysłu.

Tale of Tales można w zasadzie oglądać bez dźwięku, względnie z akompaniamentem ścieżki Desplata. Typowy okaz kina pocztówkowego. Do obejrzenia i pamięciowej utylizacji, a szkoda, bo umazana we krwi Salma Hayek to jednak spory potencjał.







  • A zwiastun taki obiecujący: kolejna postmodernistyczna wariacja na temat klasycznych baśni. Dla dorosłych, ze smakowitymi kadrami. Szkoda, że nie wyszło. I nie jest to jedyna recenzja, której autor czuje się rozczarowany nowym Garrone.

  • Mefisto

    Hmm… szkoda. Mimo wszystko chyba lepsza taka wydmuszka, niż kolejne superhero albo czarno-białe dramaty o niczym.

  • jarooo

    Najwidoczniej recenzent nie zrozumiał zamysłu Garrone. A właśnie o to w tym wszystkim chodziło. Zrobić film, gdzie nie ma rozwiązanych wątków podanych na tacy, a najlepiej jeszcze z morałem. Reżyser wrzuca nas w środek trzech królestw abyśmy się otarli o ten świat i przez te dwie godziny go zasmakowali. Największym plusem filmu jest właśnie to, że opowieści jest kilka, nie łączą się, a często nawet i nie kończą. Wyłapujemy części historii tych światów w cudownych sceneriach, strojach, przy świetnej muzyce i klimacie. Film wspaniały.

  • Koneser

    Mimo takiej recenzji film bardzo mi się podobał. Ma coś w sobie tajemniczego.

  • alex

    Niestety płytkość recenzji poraża. Ale takich mamy „znawców”. Przede wszystkim jest to opowiesc ukazujaca tresc przysłowia z kim przestajesz taki sie sam stajesz. Jest to tez obraz o odcinaniu pepowiny. Pokazuje rowniez nastepstwa wyboru dobra lub zla. Pokazuje ze zlo dziala obszarowo i konsekwencje godzenia sie na nie sa ohromne. Za to skutkiem dobrego wyboru jest spokoj. Sa tez z zadka swiadome wybory postaci ktore niosa swoje konsekwencje. Z poczatku prawda bylem filmem rozczarowany ale potem zmienilem zdanie.

  • emil

    Przeczytałem wiele „recenzji” i myślę tak. Po pierwsze film opowiada trzy historie, które są rozwleczone poprzez podział czasowy przy oglądaniu (tak jak odbieranie rozmyte tolerującej wszystko i przeinaczającej pojęcia zeczywistości dzisiaj) i żeby coś z tego wyszło widz sam musi dokonać ich syntezy. Po drugie opowiadają one o konkretnych rzeczach a nie widzi tego tylko ten, kto dziś wyzbył się zasad i samodzielnego myślenia. Pierwsza historia o krolewnie i ogrze opowiada losy i skutki przestawania ze złem, zgody na zło, skad sie bierze taka zgoda, skutki wciagania w takie sprawy innych i skutki w koncu rozprawy z tym (wcale nie sa pozytywne, usmiechnieta twarz wyraza osiagniecie celu, wladzy, satysfakcji z tego ale czy szczescie?). Przeciwna temu jest historia dwóch „braci”, ktorzy wybrali dobro co pomimo wielu przeciwnosci, skonczyło się spokojnem w ich zyciu, co zostało pokazane. Trzecia historia o nienasyconym seksualnie krolu i zwiazku z praczka, pokazuje wyglad i nikakosc postawy zycia z ktorej nic nie wynika, jest to obraz egozimu kazdego i skutki tego, zupelna pustota. A los dziewczyny potem to tylko nic nie znaczaca konsekwencja tego ze prawda przypadkowo wyszla na jaw. Mozna by wiele pisac, napisalem w skrocie jak sie tylko da ale wg. mnie reżyser dokladnie zrealizował to co zamierzał a obraz swoj pokazał w kontekscie nijakości dzisiejszego życia, odbiorcy dokładnie jak zaplanował. Ten kontekst zmienia sposob przekazu bo juz nie mozna ostro ale trzeba rozmycie, tak jak rzeczywistosc ktora nas otacza. Tylko ktos kto potrafi wyjsc ponad to potrafi cos zrozumiec i z filmu i z prawdziwego zycia, ktore sie toczy wokol niego.

  • Base

    Film słaby, nudny, momentami bezsensowny, momentami zbyt brutalny i odpychający, gwiazdy nie pomagają. Szkoda 2 godzin życia na oglądanie. Nie polecam






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

MAD MAX: NA DRODZE GNIEWU - recenzja z Cannes 2015

Następny tekst

AN / Sweet Red Bean Paste - recenzja kina japońskiego prosto z CANNES 2015



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE