RED 2 - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

RED 2

Reżyser „RED 2” ogranicza się w zasadzie tylko do pilnowania, żeby żaden z aktorów nie dostał zawału w trakcie kręcenia.




Niezniszczalni 2




Grzegorz Fortuna
30.07.2013


Pomysł stojący za „RED” i jego kontynuacją jest, przy całej swojej beztrosce, najzwyczajniej w świecie przeuroczy. Bierzemy brygadę wybitnych filmowych osobowości – w wypadku sequela: m.in. Johna McClane’a, królową brytyjską i aż dwóch Hannibalów Lecterów (należy pamiętać, że Brain Cox też grał tę postać w „Łowcy” z 1986 roku) – dajemy im do rąk największe zdobycze technologii militarnej i każemy strzelać do agentów-żółtodziobów, którzy zimną wojnę znają co najwyżej z lekcji historii. Efektem ma być akcyjniak, którego żaden z cenionych aktorów nie postawi na półce obok swoich największych dokonań, ale będzie mógł pokazać go wnukom i udowodnić, że dziadek/babcia też potrafi być cool.

Sprawdziło się to zaskakująco dobrze w części pierwszej z 2010 roku, w której emerytowani agenci znaleźli się na celowniku CIA i musieli walczyć o przetrwanie. Sequel zaczyna się jakiś czas po finale pierwszego filmu: Frank Moses (Bruce Willis) i Sarah (Mary-Louise Parker) prowadzą spokojne i raczej nudne (szczególnie dla niej) życie. Już w pierwszej scenie okazuje się jednak, że do Internetu trafiły dokumenty związane ze zbudowaną przez niejakiego Baileya (Anthony Hopkins) głowicą nuklearną nowej generacji. Resztę łatwo sobie dopowiedzieć – wszyscy polują na wszystkich, a główni bohaterowie zostają ponownie zmuszeni do odkurzenia karabinów i udowodnienia, że starość nie równa się niedołężności.

„RED 2” został pomyślany według klasycznej zasady rządzącej sequelami – ma być więcej, szybciej i bardziej efektownie. Nikt nie bawi się tu w powolne wprowadzenia czy budowanie wiarygodnej fabuły. Akcja przenosi się z jednej europejskiej stolicy do drugiej, a każda kolejna strzelanina wygląda bardziej kiczowato od poprzedniej (apogeum stanowi scena, w której Helen Mirren strzela z pistoletów przez okna driftującego w zwolnionym tempie samochodu). To jednak niewielki problem, bo wyznacznikiem jakości tego typu kina jest przecież poziom radochy, jaka udziela się widzowi w trakcie seansu. Z tym jest niestety gorzej niż w wypadku części pierwszej.

„RED” był filmem prostym i niezbyt ambitnym, ale miał swój klimat i tempo. „RED 2” to raczej ciąg mniej lub bardziej zabawnych skeczy połączonych dość absurdalną nicią fabularną. Reżyser Dean Parison ogranicza się w zasadzie tylko do pilnowania, żeby żaden z aktorów nie dostał zawału w trakcie kręcenia; ma przy tym dość ciężką rękę i nie potrafi sfilmować niektórych momentów w przekonujący sposób. Słabo wychodzi mu prowadzenie bardziej skomplikowanych scen akcji, jeszcze gorzej jest wtedy, kiedy próbuje przekonać widzów, że twardzi jak skała agenci mają jakieś uczucia.

Wszystko w „RED 2” spoczywa więc na barkach scenarzystów i aktorów. Ci pierwsi starają się dostarczać jak najwięcej zabawnych dialogów i sytuacji, ale wychodzi im to tylko połowicznie. Żarty w filmie Parisona to wielka sinusoida: jedne są szalenie błyskotliwe (jak choćby scena, w której Helen Mirren udaje obłąkaną, która myśli, że jest brytyjską królową), inne wypadają żenująco, przez co momentami trzeba mieć sporo dobrej woli, żeby nie stracić wiary w sens przerabiania „RED” na serię filmową.

Podobnie jest zresztą z aktorami. Helen Mirren kradnie każdą scenę samą swoją obecnością na ekranie. Jeszcze lepiej, kiedy partneruje jej Brian Cox – zdarza się to niestety rzadziej niż w części pierwszej – bo między aktorami tworzy się świetna chemia. Równie dobrze bawił się na planie John Malkovich, powracający do roli szalonego Marvina. Gorzej jest niestety z Mary-Louise Parker, która bardzo stara się dorównać starszym kolegom po fachu, ale momentami zaczyna irytować. Jej filmowa relacja z bohaterem Bruce’a Willisa to zresztą dokładne przeciwieństwo tego, co udało się osiągnąć Coxowi i Mirren – nie ma tu żadnej chemii, a cały wątek znudzenia normalnym życiem wypada w najlepszym wypadku niezręcznie. Willis jest z kolei taki, jak to ostatnio ma w zwyczaju: gra na autopilocie, wykorzystując znany z innych filmów zestaw min i zachowań, ale przynajmniej nie sprawia wrażenia – tak, jak w najnowszej „Szklanej pułapce” – jakby miał za chwilę zasnąć.

Pomimo wielu błędów i niedoróbek „RED 2” ogląda się całkiem bezboleśnie. Szkoda jednak, że twórcom nie udało się nakręcić czegoś równie fajnego, jak część pierwsza.

Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna

Miłośnik polskiej kultury filmowej okresu transformacji, dawnego włoskiego kina gatunkowego, filmu grozy i współczesnej popkultury. Członek kolektywu VHS Hell. Zainteresowany wszystkim tym, co zapomniane lub niedocenione. Bardzo lubi kebab.
Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Andriej

    „Równie fajnego jak część pierwsza”. Z tego co pamiętam, wieszaliście psy na „jedynce”. Spory brak konsekwencji…

  • Mefisto

    Dla mnie poziom taki sam, jak jedynka, choć bawiłem się jednak nieco lepiej na sequelu – no i nie zgodzę się co do Willisa; wg mnie nie nudził się na planie tak jak miało to miejsce w poprzedniej części. Tak czy siak jest śmiechowo – w sam raz na niedzielne popołudnie.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

This Is The End

Następny tekst

Fota #51 - Rowan Atkinson i Christian Bale



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE