Noe: Wybrany przez Boga | FILM.ORG.PL

Noe: Wybrany przez Boga

"Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się." Rdz 6




Niech się dzieje wola Nieba...




Jakub Piwoński
30.03.2014


017bbd0157d9de4980e88f3cc454417eW przeżywaniu opowieści o Noem istotny był dla mnie współczesny kontekst, w jakim opowieść ta się znalazła. Okazał się mieć niebagatelne znaczenie w procesie odbioru filmu i w ferowaniu wszelkich wyroków. Jeśli pozostaniemy na niego ślepi, obawiam się, iż trudno będzie nam docenić wagę zaprezentowanej historii. Historii dobrze nam znanej, a jednak ukazanej w sposób iście oryginalny.

Bóg nie żyje” – odważnie oznajmił światu pod koniec XIX wieku słynny filozof Fryderyk Nietzsche. Miał tym samym na myśli, iż w nowoczesnej kulturze postępować będzie zanik znaczenia transcendencji; nasza duchowość miała zatem odgrywać coraz to mniejszą rolę w procesie odbioru rzeczywistości. Oczywiście w dużej mierze antycypowanie filozofa okazało się właściwe. Kryzys wiary w mniejszym lub większym stopniu odczuwalny był przez cały XX wiek – do czego przyczyniła się także rozprzestrzeniająca się w wielu krajach myśl socjalistyczna, niosąca za sobą ateizację życia społecznego. Jednak gdy przyjrzymy się obliczu współczesnej kultury popularnej, będącej poniekąd zwierciadłem odbijającym nadzieje i pragnienia każdego z nas, da się zauważyć delikatny powiew tęsknoty. Zaczynamy odczuwać potrzebę powrotu do swych korzeni, niczym syn marnotrawny, po zachłyśnięciu się rozrzutnym stylem życia.

Nie bez znaczenia jest także to, iż dialog nauki z religią jest coraz bardziej konstruktywny, odsuwający na bok różnice, a skupiający się na rzeczach łączących obie dziedziny poznania. Kondycja samej religii z kolei zmienna jest w zależności od demografii – W USA chrześcijaństwo kwitnie, w Europie umiera, a stoi to w niepokojącej opozycji do rosnącego znaczenia islamskiego fanatyzmu. Kościoły pustoszeją, co może i oznacza śmierć pewnej formy przekazu duchowego, ale z pewnością nie oznacza to śmierci naszej, wewnętrznej duchowości. Bo ta ma się dobrze i wciąż chce być karmiona zaprzeszłymi ideałami, których uniwersalna siła, zdołała ukształtować judeochrześcijańską kulturę. Stąd rozwijający się na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat wielowymiarowy ruch w sztuce zwany New Age, w swym zamyśle będący sprzężeniem religijnych tradycji z koncepcjami wschodnich filozofii.  Ale stąd też rosnąca popularność kina biblijnego.

7

Darren Aronofsky dał już wyraz temu o czym mówię kapitalnym „Źródłem”. Swym najnowszym filmem tylko potwierdził charakter swoich dociekań – poszukiwań „źródeł” naszej transcendencji. Za podstawę scenariusza posłużył Stary Testament, a dokładniej fragmenty Księgi Rodzaju poświęcone biblijnemu potopowi. Mogłoby się wydawać, że historia Noego jest już skrajnie przez sztukę wyświechtana i nie sposób zobrazować ją tak, by potrafiła budzić odpowiednio duże zainteresowanie. Piękno kultury popularnej polega jednak na tym, że choćby niewiadomo jak bardzo stary i niedołężny był nośnik treści, kultura ta znajdzie sposób na to, by wpuścić w niego nowego, atrakcyjnego ducha. I tak dzieje się w przypadku historii Noego.

Russell Crowe as Noah

Byłem żywo oczarowany mnogością odświeżających pomysłów, jakie zademonstrował Arnofsky. Po pierwsze, ukłon w stronę realizmu. Wydaje się, iż dziś żadna prezentacja fabuły o podłożu fantastycznym nie obejdzie się bez znaczącego uwiarygodnienia jej obrazu. Jest to tendencja adekwatna do potrzeb współczesnego widza i choć czasem te usilne parcie na tej tendencji w filmie utrzymanie jest odstręczające, to jednak ma ono swoje uzasadnienie.

Po drugie, zmyślne wplecenie elementów konwencji fantasy. Konwencji jakże popularnej w ostatnich czasach i jakże żywo eksploatowanej. Magiczność świata przedpotopowego podkreśla paraboliczny charakter prezentowanej historii, wypełnionej dużą dozą umowności, na co z pewnością obrażą się kreacjoniści. Najciekawszym posunięciem było zobrazowanie gigantów – upadłych aniołów, do których odniesienia znajdziemy w we fragmentach Biblii poświęconych potopowi, ale dotychczas nigdy w żadnej jego prezentacji nie występowały. Odegrały w filmie istotą rolę, pomagając Noemu w budowie Arki. Stanowiły także okazje dla speców od efektów wizualnych, do wykazania się swoimi możliwościami. Ci okazję swoją wykorzystali, ponieważ filmowi giganci potrafią wzbudzić zachwyt swym wyglądem (uzyskanym jakoby poklatkową techniką) oraz sposobem poruszania się.

Po trzecie, wszelkie aspekty oprawy wizualnej stoją na bardzo wysokim poziomie. Spodobał mi się pomysł, by świat przed potopem ukazać na wyższym etapie cywilizacyjnego rozwoju. Dzięki czemu bohaterowie zamiast szmat, noszą na sobie pełnoprawne kostiumy, w których widać jakąś myśl przewodnią, oraz posługują się narzędziami, które bliskie są naszej współczesności. W głowie zakołatała mi nawet taka myśl, że poprzez sygnały jakie wysyła reżyser scenografią i kostiumami, chciał zasugerować jakoby historia ta odbywała się nie w pierwszej erze naszych dziejów, a w dalekiej przyszłości, gdy postępujące już teraz zgorszenie doprowadza do upadku naszej cywilizacji. Wyczytać to także można z jednej z brawurowo zmontowanych sekwencji, przybliżających historię ludzkości. Nie wiem jednak, na ile moje przypuszczenia są uzasadnione, zweryfikować może to tylko powtórny seans.

 52c66f1a22a3b.image

Po czwarte, muzyka Clinta Mansella, stałego współpracownika Arnofsky’ego, po raz kolejny urzeka. Jej brzmienie jest delikatne,  stosownie ambientowe, gdy jednak wymaga tego powaga, potrafi być silniej zaakcentowana. Co jednak równie ważne, ta muzyka jest idealnie sprzężona z obrazem, a niestety mam wrażenie, iż staje się to sztuką do osiągnięcia coraz trudniejszą. Dzięki kooperacji z Arnofskym, Mansell stał się jednym z moich ulubionych kompozytorów i swym najnowszym soundtrackiem mnie w tym uczuciu utwierdził.

I w końcu po piąte i najważniejsze, „Noe: Wybrany przez Boga” stanowi twórczą trawestację swej biblijnej podstawy, ponieważ zachowując jej główne morały, zdołał wzbogacić ją o nową problematykę. Nową, czyli bliższą nam, naszym współczesnym dylematom. Noe, Hiob, Abraham to postacie z kart Biblii, które odznaczały się jedną bardzo ważną cechą: bezgranicznym oddaniem w służbie Bogu, bez względu na charakter powierzonego im zadania. Arnofsky idzie jednak o krok dalej i pokazuje Noego, jako postać wątpiącą, której oddanie dla Stwórcy przybiera znamiona fanatyzmu. Jakże czytelna jest to alegoria fundamentalizmu religijnego, którego oblicze urasta we współczesnym świecie do coraz to większych rozmiarów. Zamiarem Boga tworzącego nas na własne podobieństwo, nie było umieszczenie na ziemskim padole pełnych pychy bóstw, które przekonane o własnej doskonałości, wkrótce doprowadzą do własnego samounicestwienia. Do doskonałości brakuje nam bowiem bardzo wiele, stąd pełna pokory potrzeba posiadania przewodnika. Ten boski zamiar kryje się jednak w wyposażeniu nas w wolną wolę, która kierować ma naszymi poczynaniami w taki sposób, byśmy na skutek konsekwencji dokonywanych wyborów, potrafili nieustanie dążyć do ideału. Nie posiadać go, a do niego dążyć.

Przy okazji rozpatrywania aktu zagłady, zesłanego przez Boga na swoje dzieci, zawsze zadziwia mnie postawa wielu osób, w sposobie interpretacji tego jakże symbolicznego wydarzenia. „Bo to przecież najwyższy wymiar zła, najwyższy wymiar gniewu” – grzmią głosy wielu światłych. Nie sposób jest im uwierzyć w taki obraz Stwórcy. Ale czy zastanowiliście się choć raz, drodzy racjonaliści, czy chcielibyście żyć w świecie powszechnego rozkładu? Czy chcielibyście być jego częścią? Bo może i Bóg dał nam wolną wolę, ale to jeszcze nie znaczy, żebyśmy mogli tym przywilejem wycierać podłogę. Gdyby nasza cywilizacja doszła do momentu ostatecznego upadku; upadku wartości które przez wieki ją spajały, z mojego punktu widzenia zesłanie na nią kataklizmu nie byłoby jej mściwym unicestwieniem, a wybawieniem. Byłoby aktem łaski.

I w tym określonym kontekście i w tym określonym duchu, czytam nowy film amerykańskiego reżysera, i zachwycam się nim niczym pierwszym wiosennym kwiatem, będącym zapowiedzią pozimowego odrodzenia.

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • kriegaffe

    Bardzo fajnie się czyta te Twoje teksty Jakub, dzięki.

  • steppenwolf1982

    Mimo mojego olbrzymiego sceptycyzmu wobec tego filmu, udało Ci się mnie zainteresować ;)

  • Mefisto

    Znakomity tekst – nie miałem ochoty na ten film, ale teraz sam nie wiem czy nie iść.

  • Shymon

    Po pierwszej recenzji sobie odpuściłem, ale ten tekst (bardzo dobry jak mówią przedmówcy) chyba zmusi mnie do pójścia do kina.

  • Gargamel

    Ech, Mirki. Widzicie jak łatwo was zmanipulować :)

    • Andriej

      Teraz jak im Piwoń powiedział, co każdy dobry konserwatysta-katolik powinien myśleć, będą spamować na FilmWebie, IMDB etc. etc…

  • Andriej

    No tak, Piwoń nie mógł wprost przegapić takiej okazji na popełnienie kolejnego felietonu – bo recenzją to to nawet nie jest. Bełkot zaczynający się już od wzmianki o zagrożeniu islamem, kończy się na modnym wciskaniu bredni, jakoby to religia spajała naszą cywilizację, natomiast jej brak doprowadzi do rozkładu.
    Przecież nawet nie oceniłeś filmu – aktorstwa, efektów, scenariusza, wolisz zamiast tego snuć jakieś propagandowe bajdurzenie opierając się tylko na tym, że wreszcie w mainstreamowym filmie jest dużo bozi.
    Sorry, ale wbrew twoim po grafomańsku wyrażonym nadziejom ten film nie przyniesie żadnego odrodzenia, ba, zadziała wręcz zniechęcająco dla innych twórców chcących sięgnąć po tematykę religijną. Dlaczego? Bo jest najzwyczajniej w świecie gówniany. Jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości, niech zobaczy sobie autentyczną RECENZJĘ – https://www.youtube.com/watch?v=WrcY-mCNkwM&list=UUSc16oMxxlcJSb9SXkjwMjA(Uwaga, SPOILERY)

    • Jakub Piwoński

      Czekałem, aż znowu wynurzysz się z czeluści internetu, by dać wyraz swemu niezadowoleniu. I nie zawiodłem się. Wszak okazja do tego, by podważyć rzetelność mojej recenzji jest przecież wyborna. Martwi mnie tylko to, że najwyraźniej nie przeczytałeś jej w całości. A co do mojego przekonania, że „Noe” przetrze drogę innym wielkim produkcjom biblijnym – pozytywne recenzje USA oraz zarobione pieniądze po pierwszym weekendzie mówią same za siebie. Gdybym znał Cię osobiście, chętnie założyłbym się z Tobą o piwo. A tak, trudno.

      • Andriej

        Chciałeś powiedzieć niektóre recenzje, natomiast w box offisie Noah jest daleko za „Kapitanem Ameryką”, (LoL) wymowne, nieprawdaż? Chociaż w samych Stanach (gdzie chrześcijaństwo kwitnie – doprawdy?) obejrzało go sporo ludzi, większość wiernych jest zniesmaczona – w przeciwieństwie do ciebie widzą noego przerobionego na ekologa, wymowę przypowieści jako wypaczoną, nie podoba im się jako wojownik, jako koleś który chciał zabić nowo narodzone dziecko itd. Poświęcone temu były nawet artykuły w prasie (np. The Times), ale wmawiaj sobie co chcesz.
        Tę twoją laurkę przeczytałem uważnie w całości i wszystko co napisałem podtrzymuję – opinia opinią, ale m.in. przeinaczanie faktów (CGI), pomijanie ich(kiepskie aktorstwo), żeby podnieść ocenę recenzowanego dzieła to manipulacja godna głębokiego komunizmu.
        Gratuluję Piwoń, straciłeś wiarygodność jako recenzent, prędzej czy później się o tym przekonasz. Ciao

      • El_Cid

        Hej, nawet założyłem konto, żeby to napisać.
        Samej recenzji czepiać się nie będę. Wolę więcej analizowania, ale zdaje się, że to mój problem bo recenzja jest od opinii.

        Natomiast pierwszy i ostatni akapit, są cokolwiek irytujące w swoich tezach. Pytanie co Nietzsche miał na myśli, to długa rzecz. Mi wydawało się, że mówił to w odniesieniu do chrześcijaństwa, i faktu że sama idea boga była zdecydowanie mniej realna w jego czasie, niż na przykład w średniowieczu.

        Pójdźmy dalej:
        „Jednak gdy przyjrzymy się obliczu współczesnej kultury popularnej, będącej poniekąd zwierciadłem odbijającym nadzieje i pragnienia każdego z nas, da się zauważyć delikatny powiew tęsknoty.”

        I to jest jeden z fragmentów z którymi mam największy problem.
        W pewnej książce czytałem, o tendencji ludzi do kojarzenia wysokich cen z lepszą jakością. Teza ta została poparta co najmniej jednym przykładem. Tutaj mamy aż dwie, żadna nie jest ani wyjaśniona, ani poparta czymkolwiek. I jest to niezwykle drażniące.

        Ostatni akapit też jest ciekawy. Ilość odgórnych założeń jest porażająca; bóg oczywiście istnieje, rozkład moralny jest pojęciem tożsamym dla ludzi o dowolnych poglądach, wolna wola istnieje (też ciekawe założenie), a upadek cywilizacji jest równoznaczny z utratą jej początkowych wartości.

        Tak duża ilość twierdzeń niczym nie popartych i budowanych wyraźnie pod jeden światopogląd budzi we mnie dużą agresję i uważam to za nierzetelne co najmniej. Ponownie zaznaczam jednak, nie czepiam się samego rdzenia tekstu, a jedynie pierwszego (drugiego?) i ostatniego akapitu.

        • Jakub Piwoński

          Nie napisałem książki, tudzież naukowej rozprawy, w której wystosowując tezę, konieczne jest podparcie jej odpowiednim zapleczem merytorycznym. Napisałem recenzję, która będąc formą twórczości literackiej, pozwala mi obrać taki punkt widzenia w ocenie analizowanego przeze mnie dzieła, jaki uważam za najbardziej stosowny. I oczywiście nie muszę w swej ocenie powoływać się na powszechnie przyjęte kryteria, bo mogę zrobić to w formie skrajnie subiektywnej (dzięki czemu, recenzja przybiera znamiona felietonu, co nie jest błędem, a odmianą). Bo celem recenzji nie zawsze jest tylko OCENA danego dzieła artystycznego, ale także coś, co zwie się REFLEKSJĄ KRYTYCZNĄ, a która to polega na tym, iż za jej sprawą recenzent odnosi się do prądów w sztuce, filozofii, sytuacji społeczno-politycznych, w których recenzowane dzieło się – według niego – znalazło.

          Jak napisałem we wstępie tekstu, w przeżywaniu filmu ważny był dla mnie kontekst w jakim film ten się znalazł. Kontekst, jaki widoczny jest dla mnie, w moim postrzeganiu świata, determinowanym moim bagażem ideologicznym. Zdaje sobie sprawę z tego, iż kontekst ten może nie być widoczny dla drugiej osoby, ale w żaden sposób nie podważa to zasadności moich dociekań i rzetelności recenzji. Bo na czym niby ta rzetelność miałaby polegać? Na odnoszeniu się tylko do obiektywnie przyjętych faktów, czyli tego, że np. powietrze istnieje?

          Jeśli jednak chodzi o ostatni akapit, to zaczyna się on słowami „przy okazji rozpatrywania aktu zagłady”, więc nic nie zakładam z góry, tylko interpretuje na swój sposób to, co płynie z wiary w akt zagłady. Nigdzie nie napisałem, że „Bóg istnieje”, odnoszę się tylko do przesłań krzewionych przez konkretną biblijną przypowieść i wzbogacam je własnym, osobistym komentarzem. I dokładnie tak samo jest z resztą wyrażeń, o których wspominasz.

          • El_Cid

            Zaczynając od końca:
            Moja wina i to bardzo duża. Rzeczywiście tak jest, przepraszam za moja nieuwagę.

            W ogóle muszę znieść moje zarzuty. Ani to recenzja jakiej bym chciał (bo zbyt mało uargumentowanej analizy, popartej przykładami), ani nie zgadzam się z większością stawianych twierdzeń.
            Ale, jako tekst jest w sumie zgrabny i pewnie całkiem ciekawy dla ludzi o konkretnych poglądach. Do tego rzeczywiście jest spójny w swojej perspektywie, co jest ciekawą odmianą od zwykłych recenzji opartych o opinię. I co prawda dalej nie zgadzam się z praktycznie niczym z pierwszego akapitu, to mój odbiór tekstu się zmienił. Dziękuję za odpowiedź.

    • spasuj koleś, za takie wypowiedzi powinieneś dostać banana. Jeszcze raz zobaczę takie plucie, to na zawsze się pożegnamy.

      • Andriej

        Może lepiej naucz Piwonia jak założyć bloga, będzie miał biedak miejsce do dzielenia się swoim światopoglądem, nawet kaznodziejstwa. Chcesz banować ludzi za „nieprawomyślność”, to przy okazji zmień też nazwę serwisu.

        • Takie wypowiedzi to oznaka buractwa a nie troski o serwis. Nie jest to twój prywatny folwark, więc jeśli coś ci nie pasuje to z pewnością znajdziesz inne miejsce, gdzie będziesz mógł się wyżalić i opluć. Internety są pojemne. Pa.

          • Andriej

            „Wyżalić i opluć” – no tak, widzę że przejmujemy już retorykę „niepokornych”. Tak apropos buractwa… LoL

          • Kelevra

            Wybacz, ale rozumiem, że wszyscy mamy się pałować nad ‚felietonkiem’? (recenzja to to nie jest) Trollowania tu żadnego nie ma, Andriej (ktokolwiek to jest), przedstawił co go boli w ‚recenzji’ i tyle. Towarzystwo wzajemnej adoracji tutaj funkcjonuje, czy jak?

          • nie można kulturalnie dyskutować, z szacunkiem dla autora, cokolwiek by on napisał? Wejść w dyskusję z argumentami, a nie ujadać? Naprawdę to takie trudne: nie obrażać? Czy w internetach inaczej już nie można? Nikt nie zmusza do zachwytu nad tekstem i nie banuje, bo się komuś nie spodobało. Nigdy tak nie było i nie będzie. Ale dla chamstwa nie ma tu miejsca, a jak ci się retoryka Andrieja podoba to muszę cię zmartwić – dla tego typu komentatorów nie mam tolerancji i chętnie rozdaję banany. Tym bardziej, że zachodził za skórę nie od dzisiaj.

  • zen

    Prośba do redakcji. Weźcie zbanujcie tego trolla Andrieja, to jakiś niepoczytalny kolo.

  • Lizergamid

    O filmie wypowiem się jak obejrzę, natomiast autora recenzji prosiłbym na przyszłość o nieprzemycanie w tekście własnych idei światopoglądowych, bo wygląda to bardzo amatorsko i nie ma zbyt wiele wspólnego ze zdrowym, subiektywnym spojrzeniem na film. Akapit o akcie zagłady całkowicie zbędny i psuje mocno obraz całości.

  • Konrad Kluza

    Nareszcie dobrze napisana i rzetelna recenzja, która nie krzywdzi najnowszego filmu Darrena Aronofsky’ego. Na „Noego…” warto się wybrać z kilku powodów.
    Po pierwsze, biblijny patriarcha to też człowiek (wierzący, wątpiący itd.) i tak też pokazuje Noego Aronofsky.
    Po drugie Russell Crowe po raz kolejny pokazuje klasę, tworząc niejednoznaczną w ocenie postać, gdyż Noe potrafi być zarówno opiekuńczym ojcem, jak i apodyktycznym tyranem. Budzi sympatię, a za chwilę jest odpychający. Tu właśnie pojawia się refleksja, że może Bóg wybrał Nowego nie dla tego, że jest on dobrym człowiekiem (co w ogóle oznacza „dobry”?), ale dlatego, że wykona on powierzone mu zadanie, czyli nie wpuści na arkę ludzi, nawet tych najbardziej niewinnych (kobiety, dzieci).
    W „Księdze Rodzaju” historia Noego podana jest bardzo zdawkowo (przykładowo: kto tak naprawdę pomógł Noemu zbudować arkę, przecież nie zrobił tego sam), dlatego też Aronofsky dodaje cegiełkę od siebie i ma do tego w zupełności prawo. Łączy wątki biblijne z Koranem, inne zaś pomysłowo rozwija, jak np. motyw biblijnych „Olbrzymów” zamieszkujących Ziemię, kim oni właściwe są? Krytycy zarzucają filmowi zbyt dalekie odejście od tekstu źródłowego, a mnie się wydaje, że wielu spośród nich po prostu nie widziało filmu albo nawet nie chciało go zrozumieć.
    Reasumując: „Noe: Wybrany przez Boga” to kino refleksyjne nie pozbawione hollywodzkiego rozmachu, a jednocześnie dowód na to, że można połączyć ambitną treść i efektowną formę w zgrabną całość.

    Zapraszam do lektury i komentarza mojej recenzji z filmu:
    http://www.filmnews.com.pl/recenzje/film/noe_wybrany_przez_boga

  • Henryk Szalony

    Właśnie znalazłam w HD bez limitów na: …

  • Józek

    Jeszcze żaden tekst na kmf nie spodobał mi się tak bardzo jak ten.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

#172 - Gandalf

Następny tekst

#173 - Clint Eastwood



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE