Drive Hard - recenzja | FILM.ORG.PL

Drive Hard

Koszmarnie nudna komedia sensacyjna, której nic nie ratuje.




Droga bez powrotu




Krzysztof Walecki
08.06.2014


poster-drive-hard-e1392424439208Boli mnie bardzo, gdy widzę jak niegdyś dobrzy, a nawet genialni reżyserzy nie umieją spostrzec, że stracili talent. Kręcą nadal pozyskując dobrych aktorów, którzy najwyraźniej pamiętają ich najlepsze dzieła i wierzą, że zagrają w czymś równie udanym. Albo nie wierzą, nie ważne. Taki Dario Argento już od dobrej dekady nie nakręcił nic choćby przyzwoitego, ostatni film Johna Carpentera również nie należy do udanych, a teraz dołącza do nich Brian Trenchard-Smith, kultowy australijski twórca, lubujący się w  makabrycznej przemocy i b-klasowych dekoracjach. Nie tak utalentowany jak wyżej wymienieni panowie, lecz nie mniej znany w kręgach fanów VHS-owych klasyków – jego „Polowanie na indyki”, „Bandyci kontra BMX” czy „Dead-End Drive In” wspominam jako produkcje pełne pasji i wyobraźni, nawet jeżeli ograniczenia budżetowe i przywiązanie do stylistyki kina ozploitation już na starcie skreślały go w oczach wielu. 

Swoim najnowszym filmem „Drive Hard” udowadnia, że tamtego człowieka już nie ma.

Fabuła należy do tych nieskomplikowanych – były rajdowiec, obecnie instruktor jazdy, Peter Roberts staje się mimowolnym wspólnikiem Simona Kellera, gdy ten okrada bank, a następnie zmusza Robertsa do zostania jego kierowcą podczas ucieczki przed policją. Potem zmieniają samochód na jedno z tych klasycznych amerykańskich cacek z lat 70-tych i ruszają przed siebie, Bóg wie gdzie. Okazuje się, że Keller buchnął obligacje warte 9 mln. dolarów należące do swojego byłego pracodawcy, biznesmana-kryminalisty, za to, że ten wysłał go do ciupy na 5 lat. Teraz złodziej ucieka przed wymiarem sprawiedliwości oraz ludźmi wynajętymi przez niegodziwca mając swe jedyne wsparcie w mistrzu kierownicy, Robertsie.

John-Cusack-i-Thomas-Jane-w-superszybkim-filmie

„Drive Hard” to w zamierzeniu komedia sensacyjna, w której obok szybkich bryk i popisów kaskaderskich ważny jest też duet bohaterów, nawiązujący do najlepszych dokonań buddy movie. Nic z tego. Panowie przez większość filmu jadą polnymi drogami, na których żywej duszy nie widać, z zawrotną prędkością 50km/h, a gdy już dochodzi do jakiegoś pościgu to nakręcony jest on tak nieudolnie, że większe emocje budzi podróż furmanką w jasną księżycową noc. Nie ma co liczyć na popisy rodem z „Ronina” czy serii „Szybcy i wściekli”.

Co zaś się tyczy pary głównych bohaterów – z jednej strony Thomas Jane, który nie może się zdecydować, czy jego Roberts jest pechowym pantoflarzem i ofiarą małżeństwa czy pół-debilem, na co wskazuje jego zachowanie w wielu momentach i fryzura w stylu Harry’ego Dunne’a. Jest i John Cusack jako Keller. Ten ma łatwiej, bo przez cały film ukrywa się pod czapką z daszkiem i okularami, popalając nader często e-papierosa. W akcji go jednak nie zobaczymy – wystrzeli parę razy z pistoletów, lecz częściej będzie dawał życiowe rady kierowcy i opowiadał niestworzone historie o swojej byłej żonie. Obaj aktorzy czują się, jakby ktoś ich zmusił do udziału w tej produkcji, wypowiadając swoje kwestie beznamiętnie, i licząc na łatwą gażę. A patrząc na tani, wręcz telewizyjny wygląd „Drive Hard” mogę się domyślić, że nie były to duże pieniądze.

drive hard-0226-day 7 copy_

Intryga jest słaba, zagrożenie dla bohaterów nieodczuwalne, nawet finałowa konfrontacja woła o pomstę do nieba. Do tego nuda, której w kinie rozrywkowym nie znoszę. Dosłownie wszystko w tym filmie jest nieudolne. Patrząc na filmografię Trencharda-Smitha odnoszę wrażenie, że reżyser ten już dawno stracił pazur, ale dopiero teraz mogłem się o tym przekonać na własnej skórze. Już po powrocie z kina spojrzałem na tytuły jego ostatnich dokonań, wśród których są takie perełki jak „Rajski wirus”, „Widmo z głębin” oraz prawdziwy rarytas, „Aztecki tyranozaur”. W tym towarzystwie „Drive Hard” brzmi solidnie, ale po seansie aż trudno mi uwierzyć, aby film o dinozaurze był gorszy.

PS. W Warszawie „Drive Hard” jest grany tylko w dwóch kinach, po jednym seansie dziennie. W pierwszym kinie filmu nie wyświetlono, bo byłem jedynym zainteresowanym. W drugim, niestety, poza mną pojawił się inny widz, któremu szczerze współczuję i dedykuję tę recenzję.












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Rewolwerowe kołysanki Sergio Leone - ZA KILKA DOLARÓW WIĘCEJ

Następny tekst

Na skraju jutra



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE