Connect with us

Zestawienie

REDAKCYJNE TOP 5. Osobiste listy najlepszych filmów 2018 roku

W REDAKCYJNYM TOP 5 wewnętrzne typy na najlepsze filmy 2018 roku zaskoczą niejednego kinomana. Odkryj osobiste wybory redaktorów!

Published

on

REDAKCYJNE TOP 5. Osobiste listy najlepszych filmów 2018 roku

Poznaliście już wyniki Złotych Krabów 2018 – wiadomo, które filmy w naszym wewnętrznym głosowaniu zdobyły największą liczbę głosów. Teraz możecie poznać ulubione produkcje poszczególnych członków redakcji. Czyje wybory są najbardziej zbliżone do waszych? Który redaktor najbardziej was zaskoczył swoim top 5? Dajcie znać w komentarzu!

Advertisement

Maciej Niedźwiedzki

roma

1. Roma

Wnikliwie o jednostkach, wyczerpująco o rodzinie, celnie o społecznych i klasowych napięciach ewoluujących w otwarte miejskie konflikty. W Romie tak samo ważna jest perspektywa totalna (niejedna sekwencja ujęta jest w planie panoramicznym), co detal (bańki mydlane, psie odchody, pranie). Alfonso Cuarón każdy kadr nasącza znaczeniem i dramaturgiczną wagą. Przepiękne i ponadczasowe kino.

2. Nić widmo

Wystudiowane i wymierzone co do milimetra kino od Paula Thomasa Andersona. Tym razem bez inscenizacyjnej szarży znanej z Boogie Nights, Magnolii czy Aż poleje się krew, ale z niespotykaną psychologiczną i emocjonalną głębią. Pozornie spokojny film, od środka rozsadzany przez toksyczność relacji, w które wplątani są jego bohaterowie.

Advertisement

3. Niemiłość

Wybitnie niewygodne kino. Mocujące się z widzem i wysysające emocje, choć traktujące o świecie całkowicie z nich wyzbytych. Liczne obrazy z filmu Zwiagincewa na bardzo długo pozostały w mojej pamięci. Za każdym razem wzmagają one poczucie dyskomfortu i niedowierzania (czy człowiek może być do tego stopnia zły?). Przejmująca, zrobiona z miłości do kina opowieść o ludziach, którzy nie potrafią kochać.

4. Lady Bird

Małe (przez kameralność wydarzeń i skromność realizacyjną), ale ważne kino. Bezbłędnie zagrane i w każdym dialogu trafiające w punkt. Piękny pean na cześć przyjaźni, wnikliwa opowieść o dorastaniu i ambitna diagnoza rodzinnych relacji. Film bez fałszywej nutki i o ogromnych pokładach empatii. Takiego kina nigdy za wiele.

Advertisement

5. Ja, Godard

Modernistyczne kino o czołowym moderniście kina. Michel Hazanavicius kreatywnie podchodzi do osobistej i filmowej biografii Godarda. Twórca Artysty co chwila miesza oba porządki. Powstaje z tego fascynujący, znajdujący się gdzieś na przecięciu faktów i fikcji, portret jednego z największych gigantów X muzy. Wspaniałe, dalekie od banału, nowoczesne kino biograficzne.

Gracja Grzegorczyk

1. Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Moje tegoroczne największe zaskoczenie przed ubiegłoroczną ceremonią oscarową, czyli film, o którym nie słyszałam zbyt wiele aż do ostatniego momentu przed ogłoszeniem nominacji. Świetna historia, rewelacyjne dialogi, wybitne aktorstwo zasługujące na wszelkie możliwe nagrody, a co najważniejsze – scenariusz, kompletny od samego początku do końca. Nie ma bowiem w tym filmie nawet pół sceny, która okazałaby się zbędna w kontekście całego dzieła.

Advertisement

2. Druga strona wiatru 

Orson Welles geniuszem kina był, jest i pewnie jeszcze długo będzie. Jego ostatni pośmiertny obraz to arcydzieło kompletne pod każdym względem, przepełnione osobistymi animozjami, rozgoryczeniem, ale i radością, jaką niesie ze sobą tworzenie filmów.

3. Śmierć Stalina

Co prawda mamy tu do czynienia z produkcją na podstawie komiksu, jednak wydarzeniom przedstawionym w filmie niedaleko jest do prawdy historycznej. Z jednej strony widz się śmieje, ale z drugiej strony po jego placach przebiegają ciarki grozy. Śmierć wodza to dla bohaterów tylko pretekst do kolejnych rozgrywek politycznych, a co za tym idzie, do popisów ze strony aktorów. To produkcja nie tylko świetnie zagrana, ale i napisania, a co najważniejsze wyważona pod względem elementów komediowych.

Advertisement

4. Tamte dni, tamte noce

Scenarzysta filmu udowodnił, że ze sztampowego i wyegzaltowanego do granic możliwości romansidła możliwe jest stworzenie niezwykłego scenariusza, a reżyser wykreował dzieło tak piękne, subtelne i niesamowite, że wielokrotnie wracałam do filmu, by móc nacieszyć się wyjątkowymi, ciepłymi ujęciami oraz jakże piękną historią. Do tego genialny soundtrack, którego słucham nałogowo do dzisiaj, i wybitne wręcz kreacje aktorskie, jakże ludzkie i nieprzesadzone.

5. Nić widmo

Żaden tegoroczny film mnie tak nie zdenerwował i nie wykończył psychicznie jak Nić widmo… I w dodatku nie udało się to żadnemu filmowi od czasu Amadeusza Miloša FormanaFilm oscyluje na granicy obscenicznego wręcz artyzmu i perwersji, przy okazji zanurzając się w ludzkie pragnienia. I do dzisiaj nie rozstrzygnęłam czy skupia się na kwestii człowieczeństwa ukrytego pod płaszczykiem geniuszu czy wyłącznie zwykłej fanaberii?

Advertisement

Wyróżnienia: 

Disaster Artist – moja miłość do Tommy’ego Wiseau nie zna granic.

Wyspa psów – Wes Anderson po raz kolejny udowadnia, że jest genialnym reżyserem.

Advertisement

Jurassic World: Upadłe królestwo – pełnoprawny klimatyczny horror z raptorami w tle.

Katarzyna Kebernik

Kadr z filmu "Mandy"

1. Mandy

Najbardziej ekstremalna jazda roku. Dzieło immersyjne, kompletne, oddziałujące na wielu poziomach i na wszystkie zmysły. Dla mnie bezkonkurencyjnie i bezapelacyjnie najlepszy film made in 2018. Soundtrack Jóhannssona – klękajcie narody.

Advertisement

2. Nić widmo

Anderson nigdy mnie nie zawodzi. Piękny, wysmakowany film, pełnokrwiści bohaterowie, wiarygodne uczucie, dbałość o detal, niepowtarzalny klimat, Greenwood w tle. No i kulisy dawnego haute couture, coś, co musiało skraść serce fanki mody.

3. Mała doboszka

O tym, jak wielkie wrażenie zrobił na mnie miniserial Parka, pisałam już szczegółowo w recenzji, do której odsyłam zainteresowanych. Po prostu nie mogę się nacieszyć z tego, że ktoś w XXI wieku zrealizował klasyczny, staroszkolny, pierwszorzędny dramat szpiegowski w typie Dnia Szakala.

Advertisement

4. Pierwszy człowiek

Za scenę lądowania na Księżycu – kocham kino między innymi dlatego, że pozwala mi docierać do miejsc na co dzień niedostępnych. Damien Chazelle spełnił moje dziecięce marzenie o podróży w kosmos, a do tego podarował intrygujący portret zwykłego-niezwykłego człowieka oraz ciekawe spojrzenie na program Apollo.

5. Upgrade

Kolejna na mojej miniliście rzecz, którą przespali polscy dystrybutorzy. Wstyd, bo to prawdziwe cacko: refleksja na temat sztucznej inteligencji opakowana w estetyczną formę i napędzona wciągającą akcją. Rozrywka z przesłaniem i zwycięzca roku w kategorii „fajny film”.

Advertisement

Tomasz Raczkowski

1. Nigdy cię tu nie było

Transowy i intensywny film Lynne Ramsay obezwładnił mnie, zabrał w niezwykłą podróż i pozostawił w oszołomieniu. Ważniejsza niż słowa i szkieletowa fabuła jest tu audiowizualna harmonia, która daje ujście kłębiącym się w tej opowieści emocjom. Nigdy cię tu nie było to błyskotliwie zrealizowane kino sensacyjne, z wirtuozersko zmęczonym i zamkniętym w sobie Joaquinem Phoenixem oraz przemyślaną konstrukcją, a przy tym pełen napięcia egzystencjalny dramat, niepokojący na najgłębszym poziomie i poruszający emocjonalnie w sposób niemal niezauważalny pośród eksplozji przemocy. Znakomite kino.

2. Sweet Country

Antywestern Wawricka Thorntona to kolejny niezwykle poruszający film, wykorzystujący brawurowo gatunkowe środki, który przyszło mi obejrzeć w ubiegłym roku. Historia Aborygena oskarżonego o zabójstwo białego pracodawcy jest z jednej strony genialnym, trzymającym w napięciu dramatem rozpisanym na wiarygodnych i skomplikowanych bohaterów, z drugiej zaś to porażający głos w sprawie historycznej krzywdy wyrządzonej australijskim autochtonom przez kolonizatorów. Thornton wspina się tu na wyżyny narracyjnej maestrii i tworzy film, który pozostaje w głowie na bardzo długo.

Advertisement

3. Człowiek, który zabił Don Kichota

Długo wyczekiwany projekt-widmo Terry’ego Gilliama nie zawiódł moich oczekiwań. Nie jest to być może najlepsze dokonanie członka grupy Monty Pythona, ale można je uznać za swoiste reżyserskie tour de force, w którym kumuluje on charakterystyczne dla swojej filmografii motywy i z właściwą sobie zręcznością tworzy fantastyczną współczesną baśń o potędze, ale i ambiwalencji wyobraźni.

Okraszony świetnymi rolami Jonathana Pryce’a oraz Adama Drivera film to triumf Gilliama. Samo powstanie tego dzieła dowodzi siły sprawczej pasji, która go przepełnia. I za tę pozytywną energię z miejsca go pokochałem.

Advertisement

4. Climax

Można wiele powiedzieć o kinie Gaspara Noé, ale jedno nie ulega wątpliwości – to wybitny inscenizator, który opanował do perfekcji wizualną oraz dźwiękową oprawę swoich filmów. Climax to bezpretensjonalny wykwit formalnego geniuszu twórcy Love, brawurowy odjazd i pierwszorzędne doznanie estetyczne. Nie szkodzi, że fabuła jest pretekstowa, przesłanie trąci banałem, a Noé bezwstydnie tka swój film z kinofilskich cytatów – niesamowita harmonia ruchu, wibrującej muzyki i seksualnej energii czyni z Climaxu ekstatyczne arcydzieło zrodzone z nieskrępowanej zmysłowej mocy.

5. Thelma

Film Joachima Triera to dowód na to, że możliwe jest stworzenie filmu zachowującego charakterystyczny skandynawski chłód i równocześnie ekstrawaganckiego formalnie. Thelma to fascynująca opowieść o przebudzeniu duchowym oraz cielesnym dojrzewającej dziewczyny, genialnie rozpięta pomiędzy skrupulatną konstrukcją psychologiczną a podszytą grozą fantastycznością. Przewrotny film Triera swobodnie łączy konwencje, myli tropy, straszy i intryguje. A przy tym porywa estetycznie, łącząc w idealnej równowadze dyscyplinę narracyjną i filmowe odloty.

Advertisement

Jacek Lubiński

Bez opisów, które popełniłem już przy okazji kilku innych podsumowań.

1. Wyspa psów

2. Pierwszy człowiek

3Gentleman z rewolwerem

4.
Advertisement

Tully

5. Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Wyróżnienia z Cannes: KafarnaumGirl i Łaskotki.

Jan Tracz

Saoirse Ronan

1. Lady Bird

Wspaniały, porywający film i chyba największe dokonanie Grety Gerwig. Typowy bunt młodzieży w nietypowym wydaniu; Saoirse Ronan brawurowo zachwyca swoim kunsztem aktorskim, a towarzysząca jej Laurie Metcalf piorunuje matczynym zróżnicowaniem. Kompletnie trafne spostrzeżenia, masa podjętych problemów, a młodzieńcza niesforność mnie jeszcze nigdy tak nie zachwyciła. Wracam co pół roku, ciągle coś w nim odkrywam.

2. Roma

Rozbrajające widowisko, nie ma ani jednej fałszywej sekundy, dobitny i przy tym po prostu wybitny do samego końca. Powiązanie okropnych wydarzeń historycznych z możliwie najpodlejszymi życiowymi przypadkami nakazuje bohaterom redefiniować rodzinne więzy i naprawić utracone relacje z bliskimi (nawet je spotęgować). Uczuciowe kino wkomponowane w piękną meksykańską otoczkę. Cuarón ukradnie wam kawałek serca i wsadzi do swojego filmu. Nie odzyskacie go, ale Roma zapełni tę pustkę w trymiga. Zasłużone Globy.

Advertisement

3. Tamte dni, tamte noce

Każdy element jest dla mnie tutaj idealny – duet Chalamet/Hammer, idylla wakacyjna, urocza atmosfera ckliwego uczucia, zdjęcia z ręki mistrza Guadagnino (udało mu się rozbudować i polepszyć efekt uzyskany w Nienasyconych) i, rzecz jasna, wyborne piosenki od Sufjana Stevensa. To widowisko warte uwagi i każdej uronionej łzy, a ostatnie dwadzieścia minut działa intensywniej niż szpitalna scena z Romy.

4. Kraina wielkiego nieba

Nie chciałem poznać tej historii, przypomina mi o całej nienawiści, która nas otacza. Skupienie się Paula Dano wyłącznie na jednym głównym wątku zaabsorbowało moją całą uwagę, oglądałem w ferworze te emocjonalne wulkany. Zjawiskowo nakręcony, aż strach pomyśleć, że jest to jedynie debiut. Brak fal pomiędzy Gyllenhaalem a Mulligan sugeruje dążenie do katastrofy tak jak w tragedii greckiej. O kompromisach i rodzinnym piekle.

Advertisement

5. Czarne bractwo. BlacKkKlansman

Angażujący od pierwszych minut, bystry do potęgi setnej, ale i mający na siebie pomysł. Reżyserski apel Lee nadaje błysku całości, doszlifowanej pod każdym kątem. Gdyby nie Cuarón, życzyłbym jakiejkolwiek nagrody za reżyserię Spike’owi. Lekka konwencja łamana na mocniejsze sceny i znakomity soundtrack dodawały tej żywiołowości, której dawno na ekranie nie widziałem.

Wyróżnienia:

Tajemnice Silver Lake – za popkulturową ucztę, masę nawiązań i enigmatyczny scenariusz

Advertisement

Nić widmo – za erotyczną subtelność, wykwintne i zjawiskowe przedstawienie relacji

Ballada o Busterze Scruggsie – za efektywność, za ciągły śmiech, a następnie płacz

Advertisement

Krzysztof Walecki

Nie było w 2018 roku tego jednego filmu, po którego obejrzeniu uznałbym go za najlepszy. A może było ich aż pięć? Trudno powiedzieć. Stąd też moje TOP 5 tym razem wyjątkowo bez numeracji, choć kolejność nieprzypadkowa, bo ułożona chronologicznie – od najwcześniej do najpóźniej obejrzanego.

Tamte dni, tamte noce

Kino niewymuszone i nienapuszone, choć akcja rozgrywa się wśród ludzi niezwykle wykształconych, którzy sztuką oddychają, a relaks utożsamiają z lekturą średniowiecznych dzieł w oryginale oraz archeologicznymi odkryciami. Doskonałość ciał antycznych posągów zostaje jednak zastąpiona opaloną i umięśnioną sylwetką Armiego Hammera, który zaczyna być obiektem pożądania dla adepta sztuk pięknych, Timothée Chalameta.

Advertisement

Luca Guadagnino kreuje wspaniałą letnią atmosferę, z jednej strony jeszcze bardziej beztroską niż w Nienasyconych, odrzucając cynizm i grę pozorów tamtej opowieści, z drugiej pełną doniosłości, jakiej wymaga historia rodzącego się uczucia, szczerego i spełnionego. Finał musi być tym bardziej bolesny, ale wcale nie gorzki – miłość zostaje w człowieku, zwłaszcza takim, który za ojca ma Michaela Stuhlbarga.

Nić widmo

Najlepsza czarna komedia romantyczna roku. Jest więc Daniel Day-Lewis, wspaniały projektant mody, człowiek, który chodzi w bajecznie kolorowych podkolanówkach, ma poukładane aż do przesady życie, jest geniuszem, ale też osobą mającą huśtawki nastrojów. Poznaje kobietę ładną, dobrą, w gruncie rzeczy nudną, która jednak wie, jak zatrzymać go przy sobie. Paul Thomas Anderson udaje, że kręci wysmakowany melodramat, choć im bliżej finału, tym wyraźniej widać prześmiewczą, trochę szaloną, a przy tym niepozbawioną dobrotliwości naturę reżysera. Wszystko to zaś skąpane w przytłumionych barwach i muzyce tworzącej swą własną narrację, które zamieniają Nić widmo w miejscami bajkową, a miejscami oniryczną historię dziwnego związku.

Advertisement

Zimna wojna

Podoba mi się u Pawła Pawlikowskiego umiejętność opowiadania o wielkich rzeczach za pomocą skromnej formy. Jak bowiem inaczej nazwać miłość Zuli i Wiktora, jak nie wielką? Zimna wojna obejmuje kilkanaście lat z życia pary kochanków, akcja przeskakuje z jednego kraju do drugiego i rozgrywa się na tle historycznych przemian, jakie dotknęły nie tylko Polskę, a mimo to reżyser kondensuje to wszystko, zamykając swój film w niecałych 90 minutach.

Dla jednych zarzut, dla mnie dowód na to, że nie trzeba epickości wielkiego kina ani otwartości serialowego medium, aby uderzyć w widza prawdziwością i złożonością relacji dwójki ludzi, którzy byli skazani na miłość. Muzyka i piosenki wydają się tu jednym z głównych bohaterów filmu, spojrzenie Tomasza Kota wyraża więcej niż wszystkie wypowiedziane przez niego kwestie, ale to Joanna Kulig robi największe wrażenie, jako tragiczna, niemożliwa do ujarzmienia i gotowa na każde poświęcenie Zula.

Advertisement

Tajemnice Silver Lake

Spora niespodzianka, bo jeszcze w trakcie seansu nie sądziłem, że film Davida Roberta Mitchella (Coś za mną chodzi) zrobi na mnie takie wrażenie. Głównym bohaterem jest tu leniwiec Andrew Garfield, który zamienia się w detektywa amatora po tym, jak jego urodziwa sąsiadka nagle znika. Później mamy prawdziwy kalejdoskop motywów z klasycznego kina Hollywood, które przenikają się, ale nigdy na tyle, aby zamienić fabułę w jeden wielki cytat, pastisz bądź hołd.

Mitchell zaskakująco ucieka od bałwochwalstwa, ukazując popkulturę jako przestrzeń pozbawioną sensu, zwłaszcza dla tych, którzy go szukają. Film ma mocno epizodyczną narrację, jak również atmosferę złego (i coraz gorszego) snu – odkrywanie kolejnych tajemnic może wpędzić w niemałą depresję. Z czym zostajemy po tym wszystkim? Po pierwsze z przerażającą wizją starca zamkniętego w swym Xanadu, który stoi za każdą piosenką twojego życia i śmieje ci się w twarz. Po drugie z melancholijnym poczuciem, że srebrny ekran daje nam przede wszystkim możliwość pożegnania się z obiektami naszego pożądania.

Advertisement

Roma

Mały wielki film Alfonsa Cuaróna, niesilący się na metafory, niezabierający się za ważkie tematy, w końcu pozbawiony potrzeby nawiązania do dzisiejszej rzeczywistości pozaekranowej. Wehikuł czasu, trochę jak Zimna wojna – oba obrazy zabierają widza do przeszłości, przyglądając się zwyczajnym ludziom na tle trudnej historii ojczyzn ich twórców. Meksyk jest tu tętniącym życiem miejscem, podobnie jak dom rodziny, u której pracuje służąca Cleo, ale i tu, i tam wdzierają się chaos oraz agresja.

Główna bohaterka przygląda się tym przemianom w milczeniu, a sama będąc w ciąży, zmuszona jest czekać na ciąg dalszy, bez możliwości jakiegokolwiek działania. Cuarón zaś, jak to Cuarón – czaruje obrazem, przez czerń i biel zrównuje plan pierwszy z dalszym, dokonuje fascynujących wyborów, co chce pokazać w kadrze, a czego nie.

Advertisement

Rafał Oświeciński

1. Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Perfekcja celuloidowa, spotykana rzadko, warta więc docenienia.

Genialny scenariusz, wyśmienita reżyseria, bezbłędne główne role, doskonały drugi plan, świetna muzyka, znakomite zdjęcia. Zachwyt od pierwszych ujęć do ostatnich scen. Wybitne dialogi, ale równie dużo ciszy, milczenia, wymownych spojrzeń – ani jednej fałszywej nuty, przesady, sztuczności. Dużo tragedii, ale bez krzyku, bez epatowania dramatem, jakby cały wkurw Frances McDormand trzymała na smyczy i tylko co jakiś czas go wypuszczała na żer, czemu można kibicować. W tym filmie każdy wypełnia egzystencjalną pustkę w sposób, jaki uważa za słuszny – to nie tyle egoizm, co próba nadania sensu porażkom, chorobie, stracie, samotności.

Na ile działa oczyszczająco wszystko to, co się dzieje – trudno powiedzieć, bo to jeden z tych filmów nie wypełnionych receptami, ale za to kupą niuansów. Sam finał – boziu, jakie to wybitne zakończenie! Trzyma za serducho, za mózg. Sam Rockwell – wart wszystkich nagród świata.

Advertisement

2. Tamte dni, tamte noce

Jak ta kurtka Jessego w Przed wschodem słońca, jak to ich słuchanie winylu, jak to spojrzenie Liv Tyler w Ukrytym pięknie – są na świecie filmy definiujące ten moment dojrzewania, po którym nic nie jest takie samo. Najbardziej sensualny film ostatnich lat, który skupia się na krótkich i niewiele znaczących momentach życia: widzeniu ciał, słuchaniu ich oddechu, dotyku skóry, smaku owocu, węchu gruczołów. Cudowne. A te Włochy, bello. I te brzoskwinie.

3. Nić widmo

Najbardziej elegancki z dotychczasowych filmów Andersona. Film uszyty na miarę: oszczędny pod względem formy, choć z perfekcyjnie dobranymi dodatkami; trzymający na wodzy emocje, choć ewidentnie budzący podekscytowanie. Anderson po mistrzowsku rozgrywa relacje między bohaterami, dodaje rzadko widzianej głębi, nadaje ich intencjom sporo nieoczywistości. Odegrane to tak, że czapki z głów – D. D.-L. to wiadomo, ale Vicky Krieps jest hipnotyzująca!

Advertisement

4. Lady Bird

Inna skala doświadczeń i nastroju niż Tamte dni, tamte noce, które również o tym okresie opowiada, ale równie udanie uderzająca w serducho. Najbardziej naturalny, nieprzegięty i prawdziwy obraz dojrzewania i związanego z nim buntu, jaki widziałem (a przynajmniej od czasu Boyhood). Nie chodzi wyłącznie o naturalizm sytuacji, ale o wydźwięk humanistyczny: aspiracje, definiowanie szczęścia, uznanie porażki, zauważenie błędów.

Niesamowite, jak Gerwig uchwyciła tych kilka momentów na styku mentalnego dziecięctwa i wymarzonej dorosłości, bez nachalnej dydaktyki, choć przy użyciu typowego jankeskiego hajskulu (przyjaźnie, szkolne bitches, wzruszający przeciętniacy i nieobliczalni przystojniacy).

Advertisement

5. Kler

Może nie tyle najlepszy (bo jednak w moim topie widzę lepsze filmy), ale chciałbym wyróżnić film najbardziej zaskakujący, idący pod prąd osobistym przewidywaniom. Smarzowski stworzył bowiem niebanalny obraz ludzkich patologii, które jednak nie są immanentną cechą Kościoła (jak chcieliby krytykanci Kleru, którzy filmu nawet nie widzieli), a wynikają ze słabości, braku empatii, zniecierpliwienia i bezmyślności istoty, jaką jest człowiek. Pomijając oczywistą symbolikę, zabawę w proste skojarzenia i przyglądanie się egzystencjalnym chorobom księży – jest to wartościowy obraz, odpowiednio rozkładający akcenty, niepodważający dogmatów lub istnienia instytucji. I przy okazji – kapitalnie zagrany przez bezbłędnych Gajosa, Więckiewicza i Braciaka.

Radosław Pisula

1. Tajemnice Silver Lake

Zmanierowany milenials zarzuca kwas i, mając za plecami całą filmografię Hitchcocka, rozwiązuje teorie spiskowe w oparach neo-noir oraz popkultury. Dziwne, zaskakujące, pokręcone, pyszne. Nie jest to może najlepszy film tego roku pod każdym względem (a w kilku momentach potrafi się rozejść jak pasztetowa na słońcu), ale wsiąknąłem w niego na całego i jako jeden z niewielu nadal za mną chodzi – David Robert Mitchell niby wystawia tutaj laurkę dla Hollywood, ale przy tym bawi się oczekiwaniami widzów i ma niezłą bekę z hipsteriady.

Advertisement

Chociaż nie robi tego prostacko, a odczarowuje pewne rzeczy, ukrywając je jednak pod innymi zaklęciami. To piękny pochód pytań bez odpowiedzi w czasach, gdy mamy więcej odpowiedzi niż jest tych pytań zadawanych (bo pyski się nam nie zamykają). Dziwaczne dziecko Lyncha i Wesa Andersona podane w narkotycznym tempie i przy dźwiękach znanych szlagierów, które są tutaj brutalnie obdarte ze swojej mitologii. Kryminał, gdzie rzeczy dzieją się przypadkiem, ale są intencjonalne, a łączone przez bohatera wątki są co rusz detonowane przez brawurową zabawę w kino. Jasne, na koniec ta intensywność robi się trochę męcząca, ale oblepiająca uwagę intryga trzyma za łeb do samego finału. Piękne zwycięstwo autorskiej energii. Dziwaczne cholerstwo – chcę wracać i spacerować po tym pokręconym świecie. Albo nie chcę, bo to koszmar. Ale nie, jednak chcę.

2. Spider-Man: Uniwersum

Krok milowy na polu animacji, narracyjna perfekcja, bezbłędny hołd dla mitologii Spider-Mana i takie wprowadzenie Milesa Moralesa na salony, że dzisiejsze dzieciaki dostają „swojego” Spideya stąd do nieskończoności. A mój Parker to nieogolony stary grzyb z brzuchem, który nadal się podnosi i nie odpuszcza. Przepiękny most pomiędzy „starym” i „nowym”. Nie ma co strzępić pyska – to perła, nie tylko tego roku.

Advertisement

Absolutnie czysta rozrywka i pełna miłości renarracja może i najważniejszego trykociarskiego mitu XX wieku, gdzie wszystko idealnie do siebie pasuje – muzyka, animacja, pozbawiona infantylizmu fabuła, uczciwie traktująca każdego widza, znakomicie scharakteryzowani bohaterowie i hektolitry celuloidowej radochy oraz emocji. To jest kino, dla takich produkcji rozbuchali je bracia Lumière (prywatnie fani Spider-Mana).

3. Anihilacja

Kocham ten film miłością pełną. I nie będę się nawet silił na jakąś recenzję, bo to całkowicie moja „czuciówka”, film do doznawania, poznawania, powracania. Kolory, kwasowy temat przewodni (bo to zjazd po LSD w najlepszy sposób ufilmowiony). I te biologiczne rozważania na temat mieszania się DNA, cronenbergowskiego przeobrażania mięsa – to moja muzyka. Alex Garland to cholerny wirtuoz współczesnego SF i jak tylko pojawi się zapowiedź jego kolejnego filmu, to wszystkie dane o tym projekcie tatuuję sobie na lędźwiach.

Advertisement

4. Tamte dni, tamte noce

Na początku aż tak mnie nie złapał, myślałem, że wyżej wstawię równie znakomitą Nić widmo Andersona (jest w tej piątce duchem – pięknie popieprzona, popieprzenie piękna. Płynąłem w tej artystycznej psychozie, jakby od tego zależało olimpijskie złoto), ale po roku zauważyłem, że ten senny i szczery romans nadal siedzi mi w głowie, nadal plumka ta muzyka, nadal tkwią sielankowe widoki. Piękna i prosta historia o skomplikowanych sprawach sercowych; wycinek z życia, który dla bohaterów jest wiecznością. Z wyczuciem, klasycznie. James Ivory zamienił kulejący tekst powieści w kapitalny skrypt, gdzie nie ma zbędnej linijki dialogu.

5. Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Napisany i zagrany wybitnie, będę wracał – chociaż McDonagh ma momenty, że wymsknie mu się o jeden śmieszek za dużo. Ale to nadal typ, który jak rozpisze dialog, to człowiek ma ochotę wysłać go mailem do swojego serca. Aktorzy stają tutaj na głowie, historia trzyma się twardo tematu, nie ma łatwych rozwiązań.

Advertisement

Karol Barzowski

W tym roku mogliśmy oglądać na ekranach sporo dobrych lub bardzo dobrych produkcji, ale tylko jedna mnie naprawdę zachwyciła, złapała za serce, sprawiła, że nie mogłem przestać o niej myśleć. Na drugim miejscu ex aequo mogłoby znaleźć się u mnie i 15 tytułów – każdy z tych filmów doceniam za co innego, żaden jednak nie zbliżył się do numeru 1. Dlatego u mnie bez miejsc 2-5.

1. Tamte dni, tamte noce

Rewelacyjny film o dojrzewaniu, miłości, odkrywaniu namiętności. Choć oglądałem go pewnego bardzo zimnego styczniowego dnia, podczas seansu czułem na twarzy ciepło, słońce, dałem się ponieść tej beztroskiej atmosferze włoskiego lata. Dzięki Luce Guadagninowi przeniosłem się do swoich lat młodości, do czasów pierwszych poważniejszych uczuć. Młodziak Timothée Chalamet zagrał wybitnie, a to, co zrobił w ostatniej scenie, rozłożyło mnie na łopatki. Pamiętam, że długo nie mogłem dojść do siebie.

Suspiria

Najpiękniejszy wizualnie film ubiegłego roku, prawdziwie hipnotyczne, niepokojące doświadczenie. Luca Guadagnino znowu trafił do mnie, choć już w zupełnie inny sposób niż w Tamtych dniach, tamtych nocach. To nie jest idealna produkcja, ale jej klimat sprawia, że się w nią po prostu wsiąka. No i okazuje się, że Dakota Johnson jednak potrafi grać – i to jak!

Advertisement

Spider-Man Uniwersum

Nie wiem zbyt wiele o komiksach Marvela, hollywoodzkie ekranizacje oglądam nieregularnie, a już na pewno nie czekam na nie z wypiekami na twarzy. Na Spider-Man Uniwersum wybrałem się trochę z obowiązku, a z kina wyszedłem miło zaskoczony i naładowany pozytywną energią. Ten film powinien być definicją rozrywki na poziomie.

Jestem najlepsza. Ja, Tonya

W odróżnieniu od większości widzów ja akurat znałem historię Tonyi Harding i dziwiłem się, dlaczego Hollywood nie sięgnęło po nią wcześniej. Nie spodziewałem się jednak, że może wyjść z tego aż tak dobry film – wymykający się schematom, bezkompromisowy, wciągający niczym najlepszy thriller. No i te role aktorskie… Największe zaszczyty spotkały grającą na drugim planie Allison Janney, ale cała obsada spisała się tu na medal.

Advertisement

Kształt wody

Długo czekałem, aż Hollywood wyprodukuje melodramat, który z jednej strony będzie miał w sobie najlepsze cechy gatunku, a z drugiej – nie będzie odgrzewanym kotletem. Kształt wody to pozycja świeża, oryginalna, może chwilami aż za bardzo zbliżająca się do granicy, ale jednocześnie przejmująca, taka, która wzrusza i nie pozostawia obojętnym. Aktorstwo z pierwszej ligi i dopieszczona w najmniejszym szczególe strona techniczna dopełniły dzieła. Ta wyjątkowa baśń o wykluczonych urzekła mnie.

POZOSTAŁE WYNIKI ZŁOTYCH KRABÓW:

NAJLEPSZE FILMY 2018 ROKU

Advertisement

NAJLEPSZE SERIALE, AKTORZY I KATEGORIE TECHNICZNE

Advertisement

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *