search
REKLAMA
Recenzje

WHAT IF…? Recenzja pierwszego serialu animowanego Marvela

W moim odczuciu What if…? to kolejna już w tym roku nieudana produkcja Marvel Studios.

Filip Pęziński

7 października 2021

REKLAMA

Po dwudziestu pięciu filmach i czterech serialach oczekuję od produkcji Marvel Studios jednej z trzech wartości dodanych: ciekawej historii, angażującego rozwinięcia znanych postaci lub intrygującego poszerzenia uniwersum. What if…?, pierwszy animowany serial Marvela, niestety nie zapewnia żadnego z trzech wyżej wymienionych punktów.

Właśnie dobiegła końca emisja serialu animowanego What it…?, produkcji bazującej na serii komiksów o tym samym tytule. Najnowsza odsłona Kinowego Uniwersum Marvela powtarza formułę znaną z wydawniczej historii i – odpowiadając na tytułowe pytanie („co jeśli?”) – przedstawia alternatywne historie znanych nam już postaci.

I tak w pierwszym sezonie dowiemy się kolejno, co by się wydarzyło, gdyby to Peggy Carter przyjęła formułę superżołnierza, T’Challa został porwany z Ziemi przez Yondu, oryginalni członkowie Avengers nie dożyli powstania grupy, Doktor Stephen Strange stracił w wypadku swoją ukochaną, słynni bohaterowie zostali zombie, Killmonger uratował Tony’ego Starka przed terrorystami, Thor był jedynakiem, a Ultron wygrał z Avengers.

Każdy odcinek otwiera niezwykle klimatyczny, przywodzący na myśl kultową Strefę mroku opening, w którym poznajemy granego przez Jeffreya Wrighta The Watchera, nieangażującego się w wydarzenia, ale opisującego je swoim głębokim głosem obserwatora, który przybliża widzom kolejne światy składające się na multiwersum Marvela.

Niestety obiecujące otwarcie nie przynosi satysfakcjonującego serialu. Zdecydowana większość odcinków przewrotnie jak na taką formułę cierpi na brak kreatywności po stronie twórców, którzy często opowiadają historie nie tylko nieangażujące, ale też szalenie wtórne względem filmów, nieraz odtwarzając niemal całe linie dialogowe, sceny czy nawet fabuły poszczególnych filmów Marvel Studios. Całości na pewno nie pomaga formuła skakania po alternatywnych, obcych nam światach i zamkniętych w ramach jednego odcinka opowieści. Dopiero dwuczęściowy finał sezonu przełamuje ten schemat, chociaż z połowicznym sukcesem; ostatni odcinek okazuje się bowiem pozbawioną niemal fabuły bijatyką.

Ostatecznie w pełni do gustu przypadł mi tylko odcinek o Doktorze Strange’u, który stawiał na ciekawe rozwiązania i był spójny z dotychczasowym wizerunkiem tej postaci oraz jej części uniwersum, a prawdziwe emocje wywołała obecność na ekranie postaci T’Challi. Powód był jednak niezależny od twórców serialu: po prostu w postać po raz ostatni wcielił się przedwcześnie zmarły w 2020 roku Chadwick Boseman.

Szukając z drugiej strony plusów pierwszej animacji Marvel Studios, na pewno docenić można ładną, w pełni udaną animację oraz dużą liczbę znanych aktorów, którzy powrócili do swoich filmowych ról (chociaż szkoda, że nie udało się zebrać wszystkich gwiazd i tak np. w serialu zobaczymy Spider-Mana, ale nie usłyszymy Toma Hollanda).

W moim odczuciu What if…? to kolejna już w tym roku – po The Falcon and the Winter Soldier, Czarnej Wdowie, Lokim i w jakimś stopniu Shang-Chi i legendzie dziesięciu pierścieni – nieudana produkcja Marvel Studios. Niewypałem w moim odczuciu okazał się sam pomysł wyjściowy, który ślizga się po uwielbianym przez widzów uniwersum i nieco przewrotnie, biorąc pod uwagę, że bierze na tapet tak mocno rozwijany w najnowszych tytułach studia motyw multiwersum, nie mówi nic nowego o tym świecie i jego bohaterach.

Już wiemy, że powstanie drugi sezon serialu, a ja nie mam najmniejszej ochoty go oglądać. Na ten moment projektu przeniesienia Kinowego Uniwersum Marvela na grunt niekinowy nie mogę uznać za udany. Trzymam jednak gorąco kciuki, żeby ten rok nie tylko dla Marvela na małym ekranie dobrze się rozpoczął (świetne WandaVision), ale też skończył. Zwiastun Hawkeye wygląda w końcu naprawdę obiecująco.

Filip Pęziński

Filip Pęziński

Wychowany na "Batmanie" Burtona, "RoboCopie" Verhoevena i "Komando" Lestera. Miłośnik filmów superbohaterskich, Gwiezdnych wojen i twórczości sióstr Wachowskich. Najlepszy film, jaki widział w życiu, to "Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj".

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA