search
REKLAMA
Nowości kinowe

ROZPRUCI NA ŚMIERĆ. Pornomuppety atakują

Jarosław Kowal

31 sierpnia 2018

REKLAMA

Po obejrzeniu pierwszego zwiastuna Rozprutych na śmierć pomyślałem, że nowy film Briana Hensona będzie albo mistrzostwem absurdu, albo typowym, amerykańskim gastrohumorem w nowych szatach. Liczyłem na to, że talent reżysera wielu przygód muppetów z powodzeniem można przetłumaczyć na język dorosłego widza, ale rezultat okazał się co najwyżej znośny.

Kiedy byłem dzieckiem, na Polonii 1 co rano można było zobaczyć przygody japońskiego wrestlera Tygrysiej Maski, który w wyjątkowo brutalnym anime demolował kolejnych przeciwników. Krew lała się na prawo i lewo, a jak już nawet ona nie wystarczała, dla podniesienia dramatyzmu zapaśnicy toczyli z ust pianę. Rodzice nie zwracali na to uwagi, w końcu to tylko “kreskówka”. Od tamtego czasu minęło ćwierć wieku, a historia wciąż się powtarza. W sieci krążą na przykład doniesienia o zaskoczonych i oburzonych opiekunach, którzy w popłochu opuszczali seanse Deadpoola z pociechami pod ręką, bo okazało się, że zamaskowany superbohater nie jest gwarantem typowo rodzinnej rozrywki… Poświęcam tej kwestii cały akapit, żebyście nie popełnili podobnego błędu przy Rozprutych na śmierć – tak, są tutaj kukiełki przypominające bohaterów Ulicy Sezamkowej, ale nie, nie chcecie, żeby wasze dziecko oglądało bezzębną kukiełkę-ćpuna, która próbuje wyłudzić kilka groszy na kolejną działkę w zamian za usługi seksualne.

Dziwacznością tej produkcji łatwo się zachłysnąć. Kontrast pomiędzy wpajanymi każdemu z nas właściwościami kukiełek a ich nędznym życiem w świecie ukazanym od kulis jest równie zaskakujący, co odkrycie, że dziecięca gwiazda kina familijnego dawno temu wydoroślała, ma problemy z alkoholem i właśnie trafiła do aresztu za drobną kradzież w monopolowym. Mniej więcej po kwadransie każdy będzie już jednak oswojony z tym niecodziennym konceptem, a wzrok skieruje się ku odkrywaniu wątków fabularnych. Można go wytężać, można szukać czegoś nieoczywistego między kadrami, ale nawet przy zapale niegasnącym aż do napisów końcowych, ostatecznie trzeba będzie uznać, że nie ma tu niczego więcej ponad śmielszą wariację na temat Kto wrobił królika Rogera?.

Wulgarność trailera bawi w rubaszny sposób, nie pozostawia złudzeń, że zatwardziali fani Larsa von Triera nie będą mieli czego tutaj szukać i wcale nie musi to skazywać filmu na porażkę. Mamy liczne przykłady autorstwa Lesliego Nielsena czy Mela Brooksa udowadniające, że w prostocie i szaleństwie jest metoda na poruszanie tłumów. Problem Rozprutych na śmierć polega natomiast na tym, że wulgarność obrano za cel, a nie za środek do opowiedzenia jakiejś historii, a w dodatku niemalże wszystkie żarty dotyczą wyłącznie życia seksualnego kukiełek. Nie gorszy mnie to w żaden sposób, ale przy takiej narracji Henson zaczyna przypominać stereotypowego studenta prawa znanego z memów, który aż puchnie i czerwienieje, kiedy przez kwadrans nie ma komu opowiedzieć, na jakim kierunku studiuje.

Pojedyncze, luźno połączone gagi na siłę złączono w całość, byleby tylko dobić do dziewięćdziesięciu minut, i chociaż podążanie za akcją nie jest ani bardzo męczące, ani irytujące, brakuje mu tego, co jest najważniejsze przy tego rodzaju produkcjach – walorów ludycznych. Daleko nie trzeba szukać – tydzień wcześniej premierę miał The Meg z Jasonem Stathamem, film reprezentujący absurd innego gatunku i kalibru, ale jednak absurd w bardzo prostej formie (to nie jest Widmo wolności Luisa Buñuela). Megalodon i jego pogromcy poradzili sobie znacznie lepiej, bo nikt na planie nie zapomniał, że kręci film dla publiczności, a nie dla siebie samego.

Szkoda Rozprutych na śmierć, mieli predyspozycje, żeby wyrosnąć na jedną z ciekawszych komedii tego roku, ale tylko w kilku momentach wywołują szczery uśmiech, w większości będzie to uśmiech politowania. Jestem natomiast ciekaw, jakie jeszcze “słodkie” stworzonka zostaną w przyszłości upodlone przez filmowców. Podejrzewam, że największe kontrowersje wzbudzi ten, kto nakręci film o kotkach, które nie będą urokliwie miauczeć i nie podskoczą na widok ogórka, tylko z premedytacją podejmą działania prowadzące ku zagładzie świata. Oby twórca takiego dzieła wykazał się większa fantazją niż twórcy Rozprutych.

REKLAMA