Recenzje
DOBRY WOJAK SZWEJK. Antywojenny przekaz i fabuła przepełniona kpiną
Powieść i film zawsze będą aktualne, bo natura ludzka się przecież nie zmienia.
Autorem tekstu jest Piotr Żymełka.
Jaroslav Hašek zdążył przed śmiercią opublikować trzy z czterech tomów „Przygód dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej”. Brak zakończenia nie przeszkodził, by książka stała się jedną z najbardziej znanych czeskich powieści. Dodajmy, że zasłużenie, bo stanowi ona świetną antywojenną satyrę na monarchię austro-węgierską, a zarówno postać Józefa Szwejka, jak i sama wymowa dzieła nic nie straciły na aktualności, bo to przede wszystkim opowieść o ludziach postawionych w ekstremalnej sytuacji, którą jest tu wrzucenie bohaterów w tryby wojennej machiny.
Szwejk pojawił się kilkanaście lat przed wydaniem powieści jako bohater krótkich, humorystycznych opowiadań. Później Hašek znów po niego sięgnął i opublikował „Dobrego wojaka Szwejka w niewoli”, gdzie ponownie skupił się na wykpiwaniu monarchii w nieco jednak bardziej dosadny sposób niż poprzednio, bo nie wisiała już nad nim pięść cenzury. Pierwszy tom ostatecznej wersji dzieła Hašek wydał w 1923 roku. Powieść niemalże od razu spodobała się czytelnikom, ale jak to często bywa, krytycy kręcili nosami. W końcu jednak i oni dostrzegli geniusz autora i dziś nikt nie kwestionuje miejsca Szwejka w panteonie najważniejszych postaci literatury nie tylko czeskiej, ale i światowej. Na jego cześć nazwano nawet asteroidę!
Kino szybko sięgnęło po postać dobrego wojaka, bo na ekranie pojawił się on już w 1926 roku w niemym „Dobrym wojaku Szwejku” w reżyserii Karela Lamača. Z biegiem lat powstało wiele ekranizacji realizowanych również w innych krajach. Szwejk pojawiał się na deskach teatrów oraz w filmach animowanych (na przykład w wersji kukiełkowej z 1955 roku, którą zrealizował Jiří Trnka). W polskich produkcjach telewizyjnych wcielał się w niego Jerzy Stuhr. Ale najpopularniejszy, uznawany wręcz za kanoniczny, jest dyptyk Karela Steklego: „Dobry wojak Szwejk” (1957) oraz „Melduję posłusznie, że znowu tu jestem!” (1958).
Fabuła dość dokładnie podąża za powieścią i nie będę jej tu przytaczał. Dość napisać, że historia rozpoczyna się w 1914 roku, gdy Szwejk wdaje się w dyskusję z agentem policji i trafia najpierw do aresztu, potem do domu wariatów, a w końcu do wojska. Oczywiście wszystko jest podszyte zjadliwą ironią. W głównego bohatera wcielił się Rudolf Hrušínský i zrobił to tak dobrze, że nawet dzisiaj, myśląc o Szwejku, wielu ma przed oczami uśmiechniętą, pucułowatą twarz aktora.
Bohater zarówno powieści jaki filmu nigdy nie traci pogody ducha, zawsze ma dla każdego dobre słowo i raczy wszystkich wokół niezliczoną ilością anegdot. Występujące w nich postaci Hašek oparł na swoich znajomych oraz osobach, które w rzeczywistości spotkał, co skutkowało potem rozlicznymi listami od rozbawionych lub rozżalonych czytelników. Szwejk ze swoją nieodłączną fajką i nadmierną uprzejmością, szczególnie w stosunku do zwierzchników sprawia, że praktycznie wszyscy uważają go za idiotę. Ale reżyser oraz aktor (a wcześniej Hašek) tak sprytnie wykreowali tę postać, że bez trudu można dostrzec zupełnie inny wydźwięk działań i wypowiedzi bohatera.
To tak naprawdę piekielnie inteligentny facet, który szybko zrozumiał, że nie ma szans w starciu z bezduszną wojskową machiną oraz sztywnymi i bezwzględnymi przedstawicielami monarchii Austro-Węgier. Jedynym wyjściem, by zachować zdrowe zmysły było odgrywać przed światem skończonego głupka. A Hrušínskiemu wystarczy jedno zaledwie spojrzenie, by upewnić widza, że Szwejk ma więcej szarych komórek niż wszyscy jego adwersarze razem wzięci.
Fabuła jest przepełniona kpiną, która tylko wzmacnia antywojenny przekaz. Kolejni przełożeni bohatera to pełni wad, zadufani w sobie egoiści (na przykład tonący w alkoholu kapelan wojskowy przegrywający go w karty), a Szwejk doskonale obnaża ich słabości. Dzięki temu powieść i film zawsze będą aktualne, bo natura ludzka się przecież nie zmienia. Tak więc, gdy następnym razem ktoś was zdenerwuje, przypomnijcie sobie postać dobrego wojaka Szwejka i podejdźcie do sprawy z humorem. W końcu co innego nam pozostało?
