Krótkie spięcie

KULTURA KONTRA CENZURA. Michał Oleszczyk odchodzi z TVP Kultura

Autor: Szymon Skowroński
opublikowano

Jak można było przewidzieć, Kler, zamiast wydarzeniem artystycznym, stał się polityczną sensacją sezonu. „Wina” leży po obu stronach: reżysera, który lubi wsadzić kij w mrowisko i traktować kino jako broń obuchową (skierowaną przeciw… wszystkim?), oraz publiczności, która od sztuki wymaga jedynie komentarza, swego rodzaju publicystyki uprawianej za pomocą dosłownej warstwy filmowego scenariusza. Przy okazji festiwalu w Gdyni, podczas którego film otrzymał dwie nagrody, wróciła także dyskusja o obecności cenzury w polskich publicznych mediach, które chwilami już bez żadnej żenady i wstydu wykonują misję propagandową dla rządu. Otóż ostatni telewizyjny bastion przyzwoitości i poszanowania sztuki i kultury jako takich, TVP Kultura, stracił właśnie jednego ze swoich najważniejszych pracowników – krytyka filmowego Michała Oleszczyka. Dziennikarz zrezygnował ze współpracy ze stacją po tym, jak w relacji z imprezy zostały wycięte słowa Wojtka Smarzowskiego o prezesie TVP Jacku Kurskim.

Należy zauważyć, że Smarzowski nic strasznego nie powiedział. Zażartował sobie, że miał nadzieję odebrać nagrodę specjalną z rąk prezesa Kurskiego. TVP Kultura wycięła ten fragment, co w oczach Oleszczyka było ewidentnym przykładem cenzury.

Jako powód podałem mój sprzeciw wobec ocenzurowania wypowiedzi Wojciecha Smarzowskiego w retransmitowanej na antenie TVP Kultura gali zamknięcia festiwalu. To mój jedyny komentarz w tej sprawie. Jest ona dla mnie zamknięta.

Mamy więc jeden z najwyraźniejszych przykładów sprzeciwu wobec sytuacji, która dojrzewa od dłuższego czasu. To, że obecny rząd robi swoje „porządki” w instytucjach medialnych, nie dziwi już nikogo. To, że narracje w polskiej telewizji publicznej układane są skrupulatnie z wyselekcjonowanych fragmentów rzeczywistości, też nie jest nowością. Czy mamy do czynienia z cenzurą? Absolutnie i bezapelacyjnie. Nie powinniśmy bać się mówić o tym wprost: TVP używa cenzury. Tylko, czy to ma jakiekolwiek znaczenie? I czy ta cenzura w jakikolwiek sposób szkodzi wolności słowa? Nie wydaje mi się. Smarzowski za prywatne pieniądze inwestorów może nakręcić film, jaki tylko chce. Tylko jego inteligencja i sumienie sprawiają, że stara się robić kino wyważone, polifoniczne (choć tendencyjne). Kler nie obraża wiary w jej znaczeniu jednostkowym, indywidualnym. Godzi w głupotę, chciwość i grzechy ludzi, którzy akurat powinni być przykładem dla społeczeństwa. Dwudziestu, a nawet pięćdziesięciu księży odprawiających egzorcyzmy przed premierami i kilka przypadków wycofania filmów z lokalnych kin to raczej spektakl żenady i bezradności niż realna siła, która może nie pozwolić ludziom obejrzeć Kleru. Pomyślmy o setkach wartościowych produkcji traktujących o równie ważnych tematach, które nie doczekały się premiery kinowej w Polsce i w ogóle nie miały szansy na dotarcie do publiczności. Warto w tym momencie zwrócić uwagę na fakt, ze Polska jest jednym z niewielu krajów pretendujących do miana rozwiniętych społecznie, w których nie ma absolutnie żadnej kontroli wiekowej przy seansach kinowych. W praktyce, na Kler mogą pójść nawet siedmiolatki. Czy nie jest to, w pewien sposób, zwycięstwo nad ograniczeniami i kontrolą dostępu do dzieł kultury?

Statystyczny Polak do kina chodzi raz w roku. W 2018 ta statystyka zostanie w większości wypełniona seansami Kleru. Za kilka miesięcy film wyjdzie na DVD i będzie go można nabyć w każdym kiosku jako dodatek do gazety. Trafi też na Showmax, a potem – do sieci. Nie oszukujmy się, setki tysięcy ludzi obejrzy go za darmo, nielegalnie. Nieładnie, ale co zrobić. Nic, co ludzkie, nie jest nam obce, prawda? Potem kłótnie umilkną, coś innego zajmie Polaków na kilka dni. Może za jakiś czas pokaz w TV znów na chwilę wywoła chwilową burzę, która zakończy się jeszcze szybciej. No i gdzie ta cenzura? Jeśli kinomani z Ostrołęki (gdzie wycofano film z kin podobno po interwencji prezydenta miasta) naprawdę tak bardzo pragnęli zobaczyć film Smarzowskiego w kinach – to na pewno nie dalej niż 50 km od ich miasta będą mogli go zobaczyć w innym kinie. Że daleko? Cóż, takie życie.

Cenzura działa, owszem, ale ona działa na niekorzyść wyłącznie jednego podmiotu w tej sprawie – na niekorzyść TVP. Szansa na to, że stacja straci oglądalność po wycięciu kilku sekund z wypowiedzi Smarzowskiego, jest niewielka. Oczywiście, skaza na wizerunku stacji Kultura pozostanie na zawsze i decyzja pana Oleszczyka jest w najwyższym stopniu godna pochwały i naśladowania. Ale to naśladowanie się nie wydarzy. Za jakiś czas o tym zapomnimy – poza garstką kolegów po fachu i obserwatorów rzeczywistości nikt nie będzie pamiętał o tej szlachetnej postawie Oleszczyka (nie umniejsza to jej w żaden sposób!). Do czego dążę? Do tego mianowicie, że cenzura, którą uprawia TVP, jest bardzo, bardzo, bardzo, bardzo kiepskim, nieefektywnym i mizernym orężem walki z opinią publiczną. Nie ma cienia szansy, żeby w jakikolwiek sposób rząd, sterując telewizją, odciął ludzi od możliwości bycia poinformowanymi. W dzisiejszych czasach to, czy jesteśmy odpowiednio poinformowani, jest wyłącznie naszą decyzją i wyborem. I nie udawajmy, błagam, że cenzura w TVP wpływa na kogokolwiek poza ludźmi, którzy i bez niej uważają, że Kler jest obrazą polskiego narodu.

Ostatnio dodane