Krótkie spięcie

JESSICA CHASTAIN wbija szpilę w GRĘ O TRON. „Gwałt to nie narzędzie!”

Autor: Michalina Peruga
opublikowano

Kontrowersje wokół Gry o tron, do której końca pozostały już tylko dwa odcinki, nie cichną – czy to ze względu na kubki ze Starbucksa pozostawione na biesiadnym stole, niedopatrzenia fabularne, czy też rozczarowujące decyzje twórców odnośnie do rozwoju postaci. Kontrowersje wzbudziła także jedna ze scen w ostatnim, czwartym odcinku, którą skrytykowała między innymi aktorka Jessica Chastain. Chodzi o nieco ponadminutową scenę, w której Sansa rozmawia z Ogarem. W dużym skrócie – Sandor Clegane mówi Starkównie, że gdyby parę sezonów wstecz zdecydowała się pójść z nim, mogłaby uniknąć krzywd, które ją spotkały ze strony Littlefingera i Ramsaya. Sansa kładzie wówczas swoją dłoń na dłoni Ogara i mówi: „Gdyby nie Littlefinger, Ramsay i cała reszta, przez całe życie pozostałabym ptaszyną”.

Chastain i wiele osób, które przeżyły przemoc seksualną, są zbulwersowani tym tekstem: „Gwałt to nie jest dobre narzędzie, aby uczynić postać silniejszą. Kobieta nie musi stać się ofiarą, aby rozkwitnąć. Mała ptaszyna zawsze była feniksem. Siłę zawdzięcza tylko samej sobie” – powiedziała. Czy to tylko przewrażliwienie aktorki, czy może faktycznie jest w tym jakaś racja?

Wydaje mi się, że Chastain zwraca uwagę na pewien wyświechtany filmowy trop – scenarzyści często i gęsto wykorzystują gwałt bohaterki jako pretekst do jej wewnętrznej przemiany z delikatnej, niewinnej i pozbawionej tożsamości w silną, twardą i niezależną, a często w maszynę do zabijania swoich oprawców. Znamy to doskonale z Kill Bill, na tym opiera się cały nurt filmów rape and revenge – gwałtu i zemsty (Pluję na twój grób z 1978 czy Zemsta z 2017). Ten trop działa także w drugą stronę – jak łatwo złamać i zmienić męskiego bohatera? Oczywiście pozwolić zgwałcić kobietę, którą kocha.

Filmowy gwałt to jedna z rzeczy, które szokują i oburzają wszystkich bez wyjątku, dlatego jest to prosty i niewymagający chwyt, aby zaangażować i poruszyć publiczność. Przeżyty gwałt często staje się jedynym wytłumaczeniem przemiany bohaterki, jej emocji, zachowań, a często także jedyną motywacją do działania. Przeciwko używaniu gwałtu jako jedynego sposobu na rozwój kobiecych postaci wypowiadała się jakiś czas temu Jodie Foster. W czasie swojej aktorskiej kariery dostawała setki scenariuszy, w których gwałt bohaterki był uniwersalnym wytrychem wyjaśniającym jej uczucia, emocje i działania. Używanie gwałtu jako jedynego wytłumaczenia przemiany osobowości bohaterki to filmowa droga na skróty. To po prostu leniwe scenariopisarstwo.

W tym kontekście trochę rozumiem oburzenie Chastain. Doświadczenie przemocy przez bohaterkę (czy bohatera) nie może być przedstawiane jako pozytywny impuls prowadzący do dobrej przemiany osobowości postaci. Z drugiej strony cała postać Sansy Stark jest zbudowana na tych gwałtach i cierpieniach. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że gdyby bohaterka nie trafiła do Królewskiej Przystani w pierwszym sezonie, a Starkowie nie zostaliby wyrżnięci w pień, Sansa byłaby teraz prawdopodobnie zupełnie inną osobą. Nie tylko ona, ale także Arya, Jon czy Bran. Trzeba jednak podkreślić, że to nie gwałt uczynił Sansę silną, lecz jej reakcja na ten gwałt, czyli sposób poradzenia sobie z traumą, a także determinacja w dążeniu do celu, siła charakteru, miłość do rodziny, tożsamość, poczucie przynależności do rodu Starków. To, kim jest teraz Sansa, zawdzięcza wyłącznie sobie. Wydaje mi się, że tę właśnie subtelną różnicę próbowała wypunktować Jessica Chastain twórcom serialu. Może dało się po prostu nieco zmienić kontrowersyjny dialog, żeby zachować sens i nie czynić z niego toksycznej myśli? Koniec końców wszystko sprowadza się do niuansów językowych i komunikacyjnych.

Ostatnio dodane