Connect with us

Felietony - Cykle

Uważaj, bo FILM ZEPSUJESZ! Kiedy strach przed SPOILERAMI zmienia się w PARANOJĘ

UWAŻAJ, BO FILM ZEPSUJESZ! pokazuje, jak strach przed spoilerami może przerodzić się w niezdrową paranoję. Odkryj, jak to wpłynęło na widzów.

Published

on

Uważaj, bo FILM ZEPSUJESZ! Kiedy strach przed SPOILERAMI zmienia się w PARANOJĘ

Nie ma chyba wątpliwości, że wielbiciele filmu dużo zyskują na wszechobecnej dziś błyskawicznej i masowej komunikacji, przede wszystkim opartej na internecie. Dzięki globalnemu usieciowieniu możemy cieszyć się premierami najgorętszych widowisk kinowych praktycznie w tym samym momencie co uprzywilejowani niegdyś widzowie amerykańscy czy brytyjscy. Tak samo jak dzięki ogólnie dostępnym platformom streamingowym otrzymujemy premierowe odcinki seriali (a także niektóre filmy) właściwie równocześnie z widzami na całym świecie (no, może prawie na całym). Jednak to, co eksperci nazywają epoką komunikacji, ma też swoje gorsze strony i nie chodzi mi w tym momencie o społeczno-ekonomiczne bolączki związane z procesami globalizacyjnymi.

Advertisement

Mam na myśli zagrożenie być może o wiele mniej poważne, ale za to niezwykle irytujące: błyskawiczne i niemalże nieograniczone przesyłanie i rozpowszechnianie informacji w światowej sieci naraża bowiem nas – fanów, widzów – na plagę psującą nierzadko odbiór wyczekiwanych dzieł, której na imię spoiler.

Spoiler twój wróg

Funkcjonujące potocznie jako anglicyzm określenie „spoiler” (od ang. spoil – psuć) to po prostu zdradzenie informacji na temat filmu lub serialu powodujące, że osoba, która jeszcze danego obrazu nie widziała, będzie miała zepsute pierwsze wrażenie. Najczęściej dotyczy to rzecz jasna fabuły – klasycznym spoilerem jest zatem anegdotyczne wyjawienie tego, „kto zabił”, w odniesieniu do powieści kryminalnych. Zdradzenie kluczowych szczegółów fabuły, czy jest to tożsamość mordercy, nagły zwrot akcji, śmierć któregoś z bohaterów, czy też w ogóle rozwiązanie ekscytującej historii, jest niewątpliwie czymś, co potrafi mocno zirytować i faktycznie wpłynąć negatywnie na wyczekiwany seans.

Advertisement

W końcu angażującą intrygę będziemy śledzić z nieco mniejszym zapałem, jeśli z góry wiemy, że bohater straci w finale głowę, lub odwrotnie – zdecydowanie słabiej odczujemy napięcie dramatycznej walki z niebezpiecznym antagonistą, jeśli wiemy dokładnie, w jaki sposób i przez kogo zostanie pokonany. Jest to bolesne zwłaszcza wtedy, gdy na dany film lub sezon serialu czekamy przez długie miesiące, nakręcając w sobie (bądź dając nakręcać marketingowcom) pełne ekscytacji napięcie wynikające z nieświadomości tego, co się stanie.

Ktoś mógłby powiedzieć, że jasne, spoilery są przykre, ale przecież raczej łatwo nie zaglądać do analiz fabuły kinowych czy serialowych nowości lub uprzedzać znajomych, że jeszcze nie widziało się danego dzieła i nie chce się poznać jego fabuły. Częściowo jest to prawda. Problem jednak w tym, że w tej współczesnej „erze komunikacji” spoiler może czaić się w zasadzie wszędzie, a szczególnie w mediach społecznościowych. Na ewentualny spoiler możemy się więc natknąć, przeglądając zdjęcia lub wpisy obserwowanych osób bądź naszych znajomych czy też zdjęcia, komentarze lub memy na fanpage’u; możemy na niego natrafić także w niemal każdej wypowiedzi w internecie, nawet jeśli nie jest zamieszczona w miejscu związanym z tematem (tak było np.

Advertisement

ostatnio, gdy w wątkach dotyczących serialu Gra o tron i filmu Avengers. Koniec gry pojawiały się krzyżowo spoilery tej drugiej produkcji). Czasem spoilerami mogą być też niestety recenzje, choć etyka publicystyczna nakazywałaby nie zamieszczać w omówieniach drażliwych szczegółów fabuły lub przynajmniej ostrzegać przed ich obecnością w tekście. W takiej sytuacji łatwo jest mieć poczucie osaczenia niechcianymi informacjami i nieustannego zagrożenia ze strony mniej lub bardziej świadomie spoilerujących.

Sam doświadczyłem tego dosyć niedawno, gdy zupełnie nie myśląc akurat o tej kwestii, wszedłem nieopatrznie w dzień premiery popularnego serialu na pewien portal i z miejsca „dostałem” dwoma nagłówkami, w których pojawiały się spoilery odcinka, którego nie zdążyłem jeszcze obejrzeć. Jasne, że mogłem to przewidzieć i nie wchodzić na portal lub też zawczasu „odlajkować” potencjalnie niebezpieczne profile (co zazwyczaj robię). Poniekąd zatem to moja wina. Problem jednak w tym, że po pierwsze, jak wspomniałem, spoilery mogą znajdować się nie tylko w miejscu powiązanym tematycznie z danym filmem czy daną serią.

Advertisement

Po drugie zaś, dla większości z nas, niezależnie od stopnia zaangażowania w świat filmu i miłości do niego, jest on tylko (lub aż, w zależności od punktu widzenia) rozrywką i w związku z tym trudno przez kilka dni lub nawet tygodni podporządkowywać absolutnie całą aktywność temu, by przypadkiem nie trafić na spoiler. Ryzyko nigdy nie zostanie wyeliminowane do końca, a my, próbując ochronić czystość swojego doświadczenia odbioru wyczekiwanego dzieła, musimy nauczyć się żyć w niebezpiecznym świecie pełnym spoilerów.

Jeszcze ostrożność czy już fobia?

To jednak w moim odczuciu tylko jedna strona medalu. Od jakiegoś czasu obserwuję pewne zjawisko związane ze spoilerami, które wydaje mi momentami równie drażniące jak one same. Chodzi mi o paranoiczny lęk przed poznaniem niechcianych informacji na temat oczekiwanego filmu, a czasem nawet wręcz każdego, którego się nie widziało. Częściowo rozumiem ten mechanizm obronny w sytuacji, kiedy naprawdę łatwo jest popsuć sobie pierwsze wrażenie znajomością rozwoju akcji. Jednak obserwując czasem przesadzony lament związany z samą możliwością zdradzenia fabuły lub alergiczne reakcje nawet na z założenia „bezpieczne” recenzje, zaczynam się zastanawiać, o co niektórym odbiorcom tak naprawdę chodzi.

Advertisement

Jeśli profilaktycznie i programowo nie czyta się recenzji, by uniknąć spoilera, nawet w przypadku filmu, którego premiera już dawno się odbyła, lub filmu, w którym nie o plot twisty i samą intrygę chodzi, coś zaczyna być chyba nie tak z priorytetami filmowymi.

SPOILER: Pod koniec „Czasu Apokalipsy” Willard dociera do Kurtza

W kontekście tej fobii przed spoilerami, którą czasem obserwuję w swoim (tym „namacalnym” i „wirtualnym”) otoczeniu, zasadne wydaje mi się pytanie o to, na czym tak naprawdę opiera się odbiór dzieła filmowego. Oczywiście, fabuła i narracja to niesłychanie ważne komponenty kina – ale czy do tego stopnia, że znajomość pewnych elementów naprawdę pozbawi nas przyjemności oglądania? Nawet przyjemności czerpanej z samej narracji, jeśli została sprawnie skonstruowana? W wyżej przywołanej sytuacji owszem, zirytowałem się niechcianą wiedzą, ale nie odebrała mi ona ostatecznie satysfakcji z seansu, który potraktowałem jako całościowe doznanie.

Znałem fragment historii, ale nie całość, więc finalnie nie miałem wrażenia, że coś zostało mi „zepsute. To trochę tak, jakbym obraził się na film, bo wiem, kto i jak w nim zagra (przecież znani aktorzy mają rozpoznawalne maniery), albo się zdenerwował, bo ze zwiastunów i z promocyjnych fotosów dowiedziałem się, jaka jest tonacja barwna zdjęć. Jeśli poznamy niechcący integralną część fabuły, odpada zaledwie jeden z elementów odbioru, a pozostaje cała reszta, np. to, jak doszło do „zaspoilerowanego” zdarzenia. Film to dużo więcej niż opowieść i warto o tym pamiętać, czekając na kolejne premiery.

Advertisement

Patrząc na to z tej perspektywy, nie sądzę, by spoilery, nawet jeśli są drażniące, uzasadniały agresywne reakcje, w skrajnych formach objawiające się personalnym atakiem na zdradzającego treść, a nawet zaniechaniem oglądania (!) interesującego nas filmu – bo po co, skoro znamy „twist”. Po co oglądać Lśnienie, skoro wiemy, że Jack oszaleje? Pytanie chyba retoryczne. Może jestem znieczulony, bo często oglądam filmy, znając wcześniej elementy ich fabuły i kluczowe zwroty akcji (co w przypadku wielu klasyków jest po prostu nieuniknione), ale myślę, że szkodliwość spoilerów bywa czasem przesadnie udramatyczniana, jakby odbierały one wartość przekazowi narracji i niemalże niweczyły walory formalne danego dzieła.

Przecież nie tylko o nieświadomość i odkrywanie historii chodzi, ale też o zdolność scenariusza do zaangażowania widza – dlatego najlepiej opowiedziane historie czytamy i oglądamy wiele razy. Czy spoilery są złe? Tylko do pewnego stopnia – nie ma sensu utożsamiać całej przyjemności z seansu z nieświadomością tego, jak historia się rozwinie. A jeśli jest to jedyna zaleta danego filmu – cóż, nie najlepiej to świadczy o jego jakości.

Advertisement

Każdy udział Seana Beana w filmie można potraktować jako potencjalny spoiler.

Nie chcę przez to powiedzieć, że unikanie spoilerów jest niezasadne i powinniśmy pławić się w szczegółach opowieści przed seansem. Jednak ważne wydaje mi się dostrzeganie pewnej granicy w przywiązaniu do elementu zaskoczenia, tak by uniki przed spoilerami nie zasłoniły nam samej przyjemności oglądania.

Bo co z tego, że nie będziemy znać historii, jeśli wprawimy się w stan nerwowego podskakiwania, ilekroć usłyszymy lub zobaczymy coś, co może okazać się spoilerem? Parafrazując pewną popularną ostatnio kwestię, można powiedzieć, że najważniejsze są równowaga i dostrzeganie tego, iż na samej treści filmy się nie kończą – chodzi także o jej „opakowanie”. Dlatego przy zabezpieczaniu się przed niechcianą znajomością fabuły nie popadajmy w spoilerową psychozę, bo to może być paradoksalnie gorsze od samych spoilerów i rzeczywiście odebrać nam satysfakcję płynącą z obcowania z dziełem filmowym.

Advertisement

Antropolog, krytyk, praktyk kultury filmowej. Entuzjasta kina społecznego, czarnego humoru i horrorów. W wolnych chwilach namawia znajomych do oglądania siedmiogodzinnych filmów o węgierskiej wsi.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *