Connect with us

Publicystyka filmowa

Najlepsze filmy roku według redakcji film.org.pl

ZŁOTE KRABY 2017 to przegląd najlepszych filmów roku, gdzie emocje i sztuka spotykają się w kinowej wojnie o planetę małp.

Published

on

Najlepsze filmy roku według redakcji film.org.pl

Wiemy już, kto wygrał w kategorii najlepszy serial, aktor, aktorka i tak dalej (WYNIKI ZNAJDZIECIE TUTAJ). Pora na Złote Kraby dla najlepszego filmu. Jaki tytuł zwyciężył w naszym głosowaniu? Zaczynamy od miejsca 10.

Advertisement

=10. Wojna o planetę małp

Hobbit: Pustkowie Smauga

Geneza planety małp z 2011 roku zaskoczyła pozytywnie chyba wszystkich, sześć lat później Matt Reeves Wojną o planetę małp w doskonały sposób kończy tę trylogię i udowadnia, że kino wysokobudżetowe wciąż może aspirować do rangi sztuki. Jest w tym filmie scena, która w moim sercu definiuje całość. Jedna z małp, która zdradziła głównego bohatera, mówi, że nie potrzebuje pomocy, sama się uratuje. Wtedy Cezar pyta, czy zostało coś do ratowania. Wojna o planetę małp to historia o woli życia, okrucieństwie, przetrwaniu, wolności, rodzinie, przyjaźni.

To historia o wojnie, ale nie tej z czołgami w roli głównej. To historia o wojnie, która toczy się w nas. [Filip Pęziński] [RECENZJA]

Advertisement

 

=10. To

W 2017 roku nie tylko niskobudżetowe horrory były w formie. To okazało się najlepszym mainstreamowym filmem grozy od czasu Krzyku, a przy okazji jest to jedna z nielicznych udanych adaptacji prozy Stephena Kinga od wielu, wielu lat. Przeniesienie czasu akcji do lat 80. i zapożyczenie atmosfery od Stranger Things wyszły filmowi na dobre, w końcu dostaliśmy także antagonistę na miarę klasyków pokroju Michaela Myersa czy Jasona Voorheesa i nawet jump scare’y są tu stosowane subtelnie i z rozwagą. Parafrazując, reżyserów było wielu, ale żaden z nich nie śmiał zagrać przy Andrésie Muschiettim. [Jarosław Kowal] [RECENZJA]

Advertisement

 

=10. A Ghost Story

Kontemplacyjna, niemal oniryczna opowieść o transcendentnym charakterze, która pokazuje, jak krótkie jest nasze życie i jak szybko wszystko przemija – nawet to, o czym mówi się, że jest wieczne. Miłość, tęsknota, pamięć, egzystencja – A Ghost Story unaocznia niemożliwy do ogarnięcia ludzkim rozumem ogrom abstrakcji, jaką jest czas, i udowadnia, że nasze życie jest tylko jego mikroskopijnym odcinkiem. Dodatkowo przedstawia też poruszającą i smutną, a jednocześnie pouczającą historię miłości dwojga ludzi, ich planów i rozczarowań, trudności i przezwyciężania tychże. Kino doskonale niespieszne, będące niemalże duchowym przeżyciem. [Dawid Konieczka] [RECENZJA]

Advertisement

 

=10. Zło we mnie

Spośród wszystkich arthouse’owych horrorów (zwanych także posthorrorami), które trafiły na polskie ekrany w ubiegłym roku, ten jest moim zdecydowanym faworytem. Oz Perkins zbudował napięcie po mistrzowsku, bez rozdrabniania na banalne jump scare’y i nieistotne wątki. Wszystkie siły zmierzają ku finałowi, który zgodnie z oczekiwaniami okazuje się wielki i – jak przystało na przedsięwzięcie o artystycznych zapędach – pozbawiony jednoznacznej konkluzji.

Advertisement

Zło we mnie nie straszy tym, co możemy zobaczyć, ale tym, co przeczuwamy, a przecież nie ma niczego bardziej przerażającego od rozbudzonej wyobraźni. [Jarosław Kowal] [RECENZJA]

 

Advertisement

=7. Czerwony żółw

Historia Robinsona Crusoe, który zechciał zmienić swoje życie i pozostał na wyspie. Mimo iż dzieło Michaëla Dudoka de Wita narodziło się z kooperacji francuskiego Wild Bunch oraz legendarnego studia Ghibli, nie nosi widocznych znamion japońskiej szkoły Księżniczki Mononoke czy Ruchomego zamku Hauru.

Jest to cicha, minimalistyczna opowieść paraboliczna o rozbitku, którego więzienie stało się od dawna oczekiwanym domem. Animacja jest skąpana w słodkiej melancholii, odwołując się do silnej więzi piękna ze smutkiem. Skromne, ale piękne obrazy skrywają w sobie niejeden sens i niejedno pozwalają odkryć. Film czysty i lekki, ponieważ nie pada w nim ani jedno słowo. Sprawia to wrażenie nieskazitelności. Jakby cała otoczka słów była tu całkowicie zbędna. Czerwony żółw jest jak baśń dla dorosłych, która każdego obdarza innym zestawem wrażeń. Jak terapia. Elegancka, dopracowana i uspokajająca. [Maja Budka] [RECENZJA]

Advertisement

 

=7. Zabicie świętego jelenia

Skubani

Najnowszy obraz Yorgosa Lanthimosa wykręca wnętrzności już od (dosłownie) pierwszego ujęcia. Grek ponownie pokazuje postępującą mechanizację ludzkich relacji, sztuczność zachowań i zanikające w błyskawicznym tempie poczucie większego sensu czy wyższego porządku, a Zabicie świętego jelenia jest kolejnym niezapomnianym punktem jego filmografii.

Advertisement

Wysmakowane, monochromatyczne kadry i prawie nieznośna muzyka tylko dopełniają obrazu przerażającej bezradności wobec beznamiętnego świata. [Dawid Konieczka] [RECENZJA]

 

Advertisement

=7. Coco

Coco jest filmem artystycznie spełnionym. Posiadającym kilkupiętrową linię fabularną i wypchanym po brzegi inscenizacyjnymi pomysłami. Produkcją zrealizowaną z wizualnym rozmachem i niespotykaną plastyką obrazu. Animacja Pixara przekonuje poważnym, często dostojnym klimatem, dodatkowo zostawiając widzowi sporo miejsca na zadumę.

Twórcy pytają w niej bowiem o kwestie ostateczne, o to, co dzieje się po życiu, starają się również określić, czym są międzypokoleniowe więzi. To tematyka znana i bliska każdemu. Coco zwieńczone jest wyciskającym łzy finałem. Będącym zapewne jednym z najczulszych zakończeń w dorobku Pixara. To kino, wobec którego trudno być obojętnym. [Maciej Niedźwiedzki] [RECENZJA]

Advertisement

 

6. Dunkierka

Dla wielu widzów Dunkierka Christophera Nolana to jedynie zręczne ćwiczenie formalne, techniczny popis twórcy, który już swoimi wcześniejszymi filmami przyzwyczaił nas do realizacyjnej perfekcji. Dodatkowo jego najnowsze dzieło może sprawiać wrażenie nieprzychylnego widzowi, który zamiast śledzić losy jednego bohatera w wojennej zawierusze, zmuszony jest obserwować trzy idące obok siebie wątki, w pewnym momencie przeplatające się lub nakładające, z postaciami zdefiniowanymi jedynie przez swoje ograniczone położenie.

Advertisement

Nolan wymaga od nas większego skupienia i uwagi niż w przypadku swoich ostatnich superprodukcji, ale i satysfakcja jest potężna – Dunkierka chwyta za gardło od pierwszej sceny i nie puszcza do samego końca, dostarczając wrażeń, jakie mało który film w 2017 roku mógł zagwarantować.

Historia ewakuacji kilkuset tysięcy alianckich żołnierzy z francuskiej plaży unika typowego dla kina wojennego patosu na rzecz precyzji w budowaniu obrazu z góry przegranej walki. Z jednej strony klaustrofobiczna wręcz (choć, paradoksalnie, na otwartej przestrzeni) niemożność ucieczki i atmosfera zaszczucia przez niewidzialnego wroga, z drugiej świadomość tego, że pomoc jest w drodze, ale przez Nolanowską zabawę z czasem trudno nawet widzom ocenić, jak szybko kuter Marka Rylance’a bądź spitfire Toma Hardy’ego dotrą do potrzebujących pomocy żołnierzy. I czy w ogóle dotrą.

Advertisement

Reżyserska maestria twórcy trylogii o Batmanie służy jednak czemuś więcej niż prezentacji swych nieprzeciętnych umiejętności w nowym dlań gatunku. Dunkierka w ekscytujący, acz nierzadko bolesny sposób ukazuje, jak porażka całej armii została przekuta w zwycięstwo, przypadkowa śmierć w heroiczną, tchórzostwo jest tu nagrodzone życiem, a za prawdziwe bohaterstwo płaci się wysoką cenę. W gruncie rzeczy Nolan wraca do przewrotności swych wcześniejszych filmów, których bohaterowie ujawniali swe najgorsze oblicze, szukając usprawiedliwienia w sytuacji, w jakiej się znaleźli. Wojna jest tu tą samą mgłą, w której zgubił się Al Pacino w Bezsenności, bądź utratą pamięci krótkotrwałej przez Guya Pearce’a w Memento. Dla ocalonych z Dunkierki historia była po prostu bardziej łaskawa. [Krzysztof Walecki] [RECENZJA]

5. Uciekaj

Paląc papierosa z Bogartem i Gardner

W swoim finansowo skromnym debiucie Jordan Peele odważył się straszyć widzów tym, czego być może jako członkowie hiperpoprawnego politycznie społeczeństwa, bezustannie dyskutującego o Innych, boją się najbardziej: oskarżenia o rasizm, który nie wynika z wrogości… a zazdrości. Oglądanie Uciekaj! w naszym zakątku świata jest doświadczeniem odświeżającym, bo początkowe poczucie zagrożenia i tajemnicy przypisane klasycznemu horrorowi stopniano wzbogacane jest elementami komedii i ewoluuje w stronę satyry społecznej.

Advertisement

Natomiast dla postniewolniczej Ameryki, gdzie problemy rasowe oraz klasowe wciąż stanowią punkty zapalne, Uciekaj to film niebywale odważny, igrający z odbiorcami znajdującymi się pod dwóch stronach barykady. Jednak ani na moment reżyser nie porzuca swojej początkowej wizji, by poprzez drobne dziwności, elementy potencjalnie niepasujące do siebie, a czasem ocierające się o scenariuszową śmieszność (nim dojdzie do finału) mówić o pochodzeniu oraz kolorze skóry więcej niż wszystkie zaangażowane tytuły razem wzięte, zarazem bez szarżowania tymi tematami. Peele nie boi się odważnego spuentowania swojej historii i dzięki temu tak trudno porównać Uciekaj! do czegokolwiek innego. [Karolina Dzieniszewska]

Jeśli miarą najlepszego filmu roku jest to, w jak dużym stopniu potrafił zaskoczyć – nie tyle zwrotami akcji, co odwagą i oryginalnością – to tak, horror niegdysiejszego komedianta wypełnił tę rolę z nawiązką. Długo nie mogłem otrząsnąć się po seansie i z pewnością nieraz do Uciekaj! wrócę, by te emocje powtórzyć. Film igrający z konwencją, niedający się szufladkować, będący bardzo inteligentnym, socjologicznym komentarzem. Ręce same składają się do oklasków. [Jakub Piwoński] [RECENZJA]

Advertisement

 

4. The Square

Kontrowersje wokół Złotej Palmy w Cannes nie tylko przysporzyły temu filmowi licznej publiczności, ale przede wszystkim prowokowały niepewność, czy przypadkiem sami z siebie się nie śmiejemy, marząc po kryjomu o tytułowym magicznym kwadracie, tej wyklejonej na posadzce strefie komfortu. Östlund żongluje scenkami z życia codziennego, począwszy od ulicznych epizodów, przez uroki bycia singlem, na świecie sztuki współczesnej i PR-u ledwie poprzestając, a jego spostrzeżenia są tym bardziej trafne, iż ubrane w szaty komedii.

Advertisement

The Square nie jest obciążone przesadnym dramatyzmem, jednak niekiedy śmiech grzęźnie w gardle, a granice tolerancji tego świata zaczynają trzeszczeć w szwach. Reżyser pozostaje wierny swojemu stylowi obserwacji, chociaż jest to spojrzenie gorzkiego ironisty, jak nikt inny znającego się na aktualnych snobizmach i małostkach. [Karolina Dzieniszewska]

Zasłużona Złota Palma. Film pełen niezwykle celnych spostrzeżeń nie tylko na temat sztuki współczesnej, która staje się punktem wyjścia dla opowieści o szwedzkim społeczeństwie i zupełnie międzynarodowych relacjach międzyludzkich. The Square zaludnia galeria osobliwości: pyszałkowaty dyrektor galerii sztuki, samozwańczy mistrzowie marketingu, kiepska dziennikarka o niskiej samoocenie i jeszcze kilka innych indywiduów. Östlund znowu celnie i słodko-gorzko opowiada o kondycji ludzkości. [Dawid Myśliwiec] [RECENZJA]

Advertisement

 

3. La La Land

Być może jest to najbardziej kontrowersyjny film tego roku, który nie tylko dzielił publiczność w czasie Oscarów, ale stał się także obiektem małych, towarzyskich wojen, kiedy to jedni wychodzili z kin w trakcie seansów z niesmakiem, podczas gdy inni oglądali La La Land nawet kilka razy, w międzyczasie żyjąc w rytmie jego soundtracku.

Advertisement

Ostatecznie okazało się nieważnym, czy jest to musical czy nie (według procentowych obliczeń stosunku wykorzystywanej muzyki do całości trwania filmu), czy aktorzy w ogóle potrafią śpiewać/stepować i czy Chazelle nie postradał zmysłów, „znęcając się” nad swoim operatorem. La La Land to na pewno hołd dla kina, popis reżyserskiej wirtuozerii, niezwykłej wrażliwości na obraz, kolor, rytm opowiadania, a także bardzo prywatne wyznanie wiary w film jako specyficznego stanu życia i środka oddziaływania na innych (bo cóż gorszego mogło się Chazelle’owi zdarzyć od tak niewiarygodnego debiutu?).

Jest w jego dziele jakaś podskórna dziecięca cząstka każdego z marzycieli, którzy jako dzieci śnili o wielkiej sławie; jest wiele z pierwszej, intensywnej miłości, która wówczas wydaje się tą ostateczną… a jednak ewoluuje i wygasa; wreszcie, jest najbardziej czułe „co by było gdyby”, na jakie bohaterowie sobie zasłużyli. La La Land to jednak nie naiwna bajka – jego siłą pozostaje gorzki posmak przemijania, dorastania i płacenia za spełnione oczekiwania, a także niejednoznaczność, ta mistyczna cząstka „czegoś”, która dotychczas poruszyła i wzruszyła tylu widzów. [Karolina Dzieniszewska]

Advertisement

Brawurowy musical, który porwał do tańca cały świat, musiał się znaleźć na podium. Damien Chazelle nie pozostawia swojej opowieści o marzycielach, uciekających w świat snów i fantazji, przesłodzonej ani sztucznej. Jest to w końcu film o gorzkim przebudzaniu się z amerykańskiego snu. La La Land urzeka jednak swą gracją i powabem. Wirującą kamerą, soczystą paletą barw, magiczną scenografią, eleganckimi kostiumami, dopracowaną choreografią, ale przede wszystkim – muzyką. Wszystkie te elementy współgrają tu ze sobą jak najlepsza orkiestra jazzowa – pięknie się dopełniają, jednak każdy ukradkiem stara się porwać film tylko dla siebie. [Maja Budka] [RECENZJA]

 

Advertisement

2. Manchester by the Sea

O czym przede wszystkim jest Manchester by the Sea? W największym skrócie, podsumowując jednym słowem – to film o cierpieniu. O tym, jak wiele ma odcieni, jak bardzo potrafi drążyć i przeszywać, jak bardzo jest niejednoznaczne, indywidualne, przeżywane przez pryzmat doświadczeń każdej jednostki.

Ból można próbować tłumić, można spychać go do podświadomości. Nigdy jednak nie da się przewidzieć momentu, w którym powróci na powierzchnię i dorwie się do głosu – i jakie mogą być tego efekty. Nie ma odkupienia bez oczyszczenia. A oczyszczenie to proces dojmująco przykry, zwłaszcza jeżeli musi sięgnąć głęboko w przeszłość i postawić nas w obliczu takich prawd o nas samych, których wolelibyśmy nie znać. To film, który wciąga powoli, mobilizując koncentrację, zachęcając do skupienia i nieoczekiwanie angażuje stuprocentowo, wygrywając z wirtuozerią na emocjach. Ciche, kameralne, subtelne, wspaniałe kino. [Karolina Chymkowska]

Advertisement

W moim odczuciu to właśnie Manchester by the Sea najbardziej zasługiwało na oscarowy triumf, bowiem jest filmem tak dalece angażującym widza emocjonalnie, że jeszcze długo nie pozwala mu zapomnieć o wstrząsie, jakiego doznaje się podczas seansu. To nie są złe emocje, to emocje przenikające do wnętrza ludzkiej duszy, wstrząsające, pierwotne, inwazyjne. Emocje, których nikomu nie życzylibyśmy przeżywać w rzeczywistości, ale które czynią nas lepszymi ludźmi, gdy doświadczamy ich w kinie. Każda żywa istota powinna obejrzeć ten film. [Dawid Myśliwiec] [RECENZJA]

1. Blade Runner 2049

Największe pozytywne zaskoczenie (ostatnich lat?). Taka konstatacja nasuwa się pierwsza, bo porównanie z filmem Ridleya Scotta przychodzi naturalnie, wszak to typowy sequel, na barkach którego spoczywa cały ciężar pierwowzoru i spodziewane – nie bez przyczyny – utyskiwania na profanację oryginału. Film z 1981 roku to rasowy kultowiec, najlepszy film lat 80.

Advertisement

, ideał, do którego odwołuje się nader często patrząc na współczesne kino science fiction. To wielkie brzemię, nie ma co do tego wątpliwości – wiedział o tym Ridley Scott, był świadomy Dennis Villeneuve i wszyscy zaangażowani w ten z dawna wyczekiwany projekt.

Ile trzeba mieć w sobie kreatywności i pokory, żeby stworzyć taki film jak Blade Runner 2049! Jak wielki szacunek trzeba mieć do wizji Ridleya Scotta, aby zachować jej ducha, ale w żadnym momencie nie żerować na charakterystycznym stylu! To wciąż podobna treść oscylująca wokół podstawowego zagadnienia humanizmu – co to znaczy być człowiekiem? Czy sam fakt posiadania skóry, krwi, mięśni, nerwów czyni nas bardziej ludzkimi od czegoś, co tego nie ma, a ewidentnie czuje, analizuje i dostosowuje się, czyli zachowuje się jak… człowiek? Pytania proste i cholernie ważne w kontekście wyzwań stojących za rozwojem sztucznej inteligencji.

Advertisement

Villeneuve je zadaje w bardzo subtelny sposób – odważnie powiem, że zdecydowanie ciekawiej i ambitniej, niż to zrobił Scott – unikając jednoznaczności, jednorożców, tanich i łzawych zagrywek pod publiczkę. W tym aspekcie uczeń zdecydowanie przerósł mistrza.

No i forma. Nie było piękniejszego filmu w tym roku, a od czasu ostatniego Mad Maxa filmu tak podporządkowanego jakiejś WIZJI świata przedstawionego. Nie było filmu z taką liczbą niesamowitych, pojedynczych scen miażdżących klimatem i emocjonalnością. Nie było też drugiego takiego filmu, co do którego przyszłej kultowości jestem pewien. Kryje w sobie tyle dobra, które chce się odkrywać, tyle zachwytu, że chce się stale do niego powracać. [Rafał Oświeciński]

Advertisement

Po Denisie Villeneuve spodziewałem się bardzo dobrego i stonowanego filmu, ale nie miałem pojęcia, że obejrzę coś, co w moich oczach przebije nawet pierwowzór! Obawy sceptyków nie sprawdziły się – nie dostaliśmy przestylizowanego akcyjniaka, który ignorowałby swoją spuściznę na rzecz przystępności dla masowego odbiorcy. Blade Runner 2049 to niemal trzygodzinne arcydzieło, które daje sobie czas na satysfakcjonujące rozwinięcie wątków i postaci. Tutaj akcja nie pędzi na złamanie karku, a widz ma szansę zanurzyć się w gęstym klimacie dystopijnej przyszłości.

Villeneuve i Roger Deakins zaprezentowali nam powalającą wizualnie wizję świata, który rozwinął się w interesujący sposób przez te trzydzieści lat dzielące wydarzenia obu dzieł. Przez zdecydowaną większość filmu (podczas każdego z trzech seansów) wpatrywałem się w ekran jak oniemiały i z fascynacją chłonąłem niesamowite obrazy i dźwięki.

Advertisement

Nowy Blade Runner nie jest jednak tylko piękną wydmuszką – śledztwo, które prowadzi K (fantastyczna i zniuansowana postać bezbłędnie zagrana przez oszczędnego w ekspresji Ryana Goslinga), fantastycznie kontynuuje wątki i pomysły z pierwowzoru Ridleya Scotta, a w samej fabule nie brakuje kilku zaskoczeń i prawdziwie miażdżących scen. Jakby tego było mało, żaden filmowy wątek miłosny, jaki miałem okazję widzieć w minionym roku, nie zaangażował mnie emocjonalnie tak jak ten, który ukazano nam w tym dziele.

Ten film zachwycił mnie i oczarował; poszczególne sceny, kadry i fragmenty ścieżki dźwiękowej trwale wryły mi się w pamięć i nie ma dnia, w którym bym o nich nie pomyślał. Z niecierpliwością czekam na premierę wydania Blu-ray, a tymczasem cieszę się, że większość redakcji podziela przynajmniej część moich odczuć, w efekcie czego to właśnie Blade Runner 2049 zdobył zasłużone pierwsze miejsce w naszym rankingu najlepszych filmów 2017 roku. [Mikołaj Lewalski] [RECENZJA]

Advertisement

 

CZĘŚĆ PIERWSZA – SERIALE, AKTORZY, KATEGORIE TECHNICZNE

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *