Publicystyka filmowa
„Współczesne Z ARCHIWUM X” w 8 odcinkach chce odebrać koronę Mulderowi i Scully
Nikolaj Coster-Waldau i Sosie Bacon zagrają dwoje sceptyków, którzy mają rozwikłać paranormalne nagrania w serialu MGM+. The Black Tapes.
Najlepsze paranormalne śledztwa zaczynają się od sporu o to, co właściwie uznać za dowód. Dla jednego nagranie będzie świadectwem spotkania z czymś niewytłumaczalnym, dla drugiego kolejnym oszustwem do zdemaskowania. Z podobnych nieporozumień wyrósł podcast The Black Tapes, który trafia teraz na ekran, więc porównanie do Z Archiwum X nasuwa się niemal odruchowo. Ośmioodcinkowe zamówienie budzi apetyt na następców Muldera i Scully, a zarazem każe zapytać, jak z paranormalnej zagadki zrobić opowieść o ludziach, do których będziemy chcieli wracać.
The Black Tapes – z podcastu do telewizji
W słuchawkach można bać się czegoś, czego nigdy nie zobaczymy, ale na ekranie trzeba zdecydować, ile pokazać. Nad adaptacją pracują autorzy podcastu, Terry Miles i Paul Bae, oraz John Rogers, współscenarzysta, który zarazem poprowadzi serial jako shorunner. MGM+ zamówiło osiem odcinków w październiku 2026 roku, a produkcja w Vancouver ma ruszyć w styczniu 2027. Skoro nad przeróbką czuwają twórcy pierwowzoru, można liczyć, że zachowają niepokój nagranych rozmów.

Pierwowzór udaje reporterskie dochodzenie: od 2015 roku dziennikarka Alex Reagan bada niewyjaśnione sprawy razem z doktorem Richardem Strandem, który odrzuca paranormalne wyjaśnienia. Wywiady i montaż sprawiają, że słuchamy ich jak bohaterów dokumentu. Już w czerwcu 2015 jeden ze słuchaczy porównał audycję do współczesnego, radiowego Z Archiwum X połączonego z reporterskim podcastem Serial. Paul Bae wskazał z kolei Serial i Welcome to Night Vale jako ważny kontekst, w którym powstawał podcast.
Kto komu ma uwierzyć
Podobieństwo do serialu Chrisa Cartera widać przede wszystkim w tym, jak oba tytuły łączą pojedyncze zagadki z większą intrygą. W podcaście bohaterowie zajmują się nawiedzeniem rodziny i niebezpiecznym nagraniem The Unsound, a kolejne dochodzenia prowadzą do rozleglejszego spisku. W Z Archiwum X już pilot prowadzi agentów tropem domniemanych uprowadzeń, a obok mitologii dostajemy całą serię spraw związanych z seryjnymi morderstwami, choćby takimi, jak ta z odcinka Squeeze. W obu opowieściach można więc zainteresować się konkretnym przypadkiem, zanim zacznie się szukać połączeń między nimi.

Spór o dowody toczy się jednak w innych warunkach. Mulder wierzy, Scully domaga się racjonalnych wyjaśnień, a mimo różnicy przekonań jako agenci FBI prowadzą skutecznie wspólne śledztwa. W podcaście sprawy poznajemy przez reporterskie wywiady i montaż, toteż przysłuchujemy się samemu dochodzeniu do wniosków. Alex zarzuca Strandowi, że jest zamknięty na możliwości, a on jej, że dostrzega wzorce w przypadkowych zdarzeniach. Reporterka pyta więc także o sposób myślenia rozmówcy, a ten podważa założenia jej śledztwa.
Na ekranie Alex Regan zagra Sosie Bacon, a bohaterka będzie fizyczką, która przystępuje do śledztwa z zamiarem demaskowania zjawisk. Partnerować jej będzie Nikolaj Coster-Waldau jako doktor Richard Strand. Dostajemy zatem dwoje ludzi, którzy na początku mają powody, by szukać racjonalnych odpowiedzi, a to pozwala adaptacji odejść od prostego podziału na wiarę i sceptycyzm. Dwoje sceptyków może przecież zupełnie inaczej zareagować na to samo odkrycie: jedno mogłoby zakwestionować własne przekonania, a drugie dalej szukałoby błędu w nagraniu.

Osiem odcinków na zdobycie zaufania
Niewątpliwa przewaga Z Archiwum X bierze się z czasu spędzonego z bohaterami. Serial, dostępny obecnie w Polsce na Disney+ rozrósł się do 218 odcinków w jedenastu sezonach, a zaufanie między agentami rosło z każdą kolejną sprawą. Mogliśmy porównywać ich reakcje i patrzeć, kiedy partner staje się ważniejszy od własnej racji. Przy ośmiu odcinkach decyzje dramaturgiczne trzeba podejmować szybciej. Nowy duet musi przekonać do siebie w kilku spotkaniach, podczas gdy dawna telewizja pozwalała znajomości rosnąć także przy sprawach niezwiązanych z główną intrygą.
Krótszy sezon daje za to szansę, by mocniej powiązać każde odkrycie z zachowaniem obojga bohaterów. Na ekranie fizyczka i demaskator będą potrzebowali własnego sposobu sprawdzania dowodów, a adaptacja ma okazję pokazać sam moment, w którym któreś z nich traci pewność. W tym upatrywałbym jej przewagi nad próbą kopiowania znanego duetu. Najtrudniejsze zadanie czeka aktorów wtedy, gdy wyjaśnienie już padnie, a druga osoba wciąż będzie na nich patrzeć tak, jakby coś się nie zgadzało.

