Publicystyka filmowa
LEGION. Zabawa dopiero się zaczyna…
Czy można skakać po gatunkowych kliszach, jednocześnie tworząc coś zupełnie wymykającego się schematom? Można, jeszcze jak!
Za nami finał pierwszego sezonu serialu Legion. Osiem ocierających się o miano majstersztyku odcinków musi nam wystarczyć przynajmniej na najbliższe dziesięć miesięcy, ale nie ma co płakać. Noah Hawley już myśli, jak zabawi się z naszą psychiką w przyszłym roku.
Legion od samego początku był projektem bardzo eksperymentalnym. Sama postać nie jest jakoś szczególnie rozpoznawalna, choć na łamy komiksów o X-Menach trafiła już w połowie lat osiemdziesiątych, a jej autorami są Chris Claremont i Bill Sienkiewicz – jeden z najbardziej uznanych duetów w branży. Bohater o niejasnym stanie psychiki był najprawdopodobniej nieco zbyt trudny, by ot tak wskoczyć do jego wielowymiarowego świata; w pewnym sensie wyprzedził on swoją epokę, ponieważ „mroczne czasy” w dziejach komiksu przyszły dopiero rok później i za sprawą Powrotu Mrocznego Rycerza oraz Watchmen na dobre zmieniły postrzeganie tego gatunku. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło! Paradoksalnie, umiarkowana popularność Davida Hallera była jednym z głównych elementów, które zaważyły na sukcesie serialu!
Historia, jaką podziwialiśmy przez ostatnie osiem tygodni, niemal w całości wyszła spod ręki jednego człowieka i choć w kręceniu Legionu udział brało w sumie sześciu reżyserów, na zaszczytne miano twórcy tego szalonego widowiska zasługuje przede wszystkim Noah Hawley. Autor serialu Fargo sam wyreżyserował jedynie Rozdział 1, ale wszystko, co w tym czasie zobaczyliśmy, jest jego dziełem. Nawet większość występujących w serialu postaci została stworzona jedynie na jego użytek, nie mając podłoża w oryginalnej historii Davida Hallera.
https://www.youtube.com/watch?v=PLOQWdFEqOk
W normalnych warunkach brak związku z fabułą zostałby odebrany jako swego rodzaju gwałt na cudzej twórczości, jednak w tym przypadku wszyscy są zgodni – Legion jest mistrzostwem. Pozornie prosta, prowadzona wręcz schematycznie opowieść zaczyna się w murach Szpitala Psychiatrycznego Clockworks, pełnego prawdziwych indywiduów, wśród których znajduje się nasz główny bohater. W międzyczasie zaczyna się nim interesować tajemnicza Dywizja 3. David jest wówczas święcie przekonany, że jego stan to tylko i wyłącznie kwestia zaburzeń psychicznych.
Hallerowi towarzyszy jego przyjaciółka – Lenny – a wśród chorych poznaje cierpiącą na hafefobię Syd, z którą łączy go dziwaczne uczucie. Podczas gdy unikająca dotyku dziewczyna opuszcza szpital, David postanawia pocałować ją na pożegnanie – i tak odkrywamy, że jego wybranka jest mutantką posiadającą moc porównywalną ze znaną z serii X-Men Rogue. Postaci zamieniają się miejscami, co krzyżuje plany Dywizji 3, której zadaniem jest rozprawianie się z jednostkami będącymi anomaliami. Ostatecznie udaje im się schwytać Davida, jednak z odsieczą przybywa jego ukochana wraz z grupą innych szczególnie uzdolnionych postaci pod dowództwem niejakiej Melanie Bird. Mamy więc jasny podział na dobrych i złych, ale to dopiero początek.
W dalszej części sezonu jest tylko ciekawiej, a konflikt ludzie–mutanci schodzi na nieco dalszy plan, ponieważ znacznie większe zagrożenie czyha w głowie Davida. Każdy kolejny odcinek wyróżnia się specyficznymi elementami, pozornie niespójnymi, jednak tworzącymi pełen obraz tego, co dzieje się w głowie głównego bohatera. Noah Hawley stopniował napięcie, serwując nam coraz bardziej zwariowane podteksty, niejako rozmywając wrażenie, że mamy do czynienia z komiksową adaptacją. Mimo całej otoczki gatunkowe klisze są bowiem jedynie środkiem do celu, jakim jest stworzenie czegoś zupełnie niepowtarzalnego.
Przesycenie absurdem, niepewność tego, co jest prawdą, a co fikcją, oraz dobór towarzyszącej temu muzyki to podstawowe elementy, które dają poczucie, że pierwszy sezon Legionu jest dziełem niemal doskonałym. Balansowanie na granicy między światem rzeczywistym a projekcjami umysłów dwóch potężnych mutantów jest tu tylko pretekstem do stworzenia dzieła, które będzie w stanie zaskoczyć widza nawet i po siódmym sezonie, na przykład wysyłając nas z powrotem do Clockworks, gdzie chory psychicznie David po prostu siedzi wgapiony w ścianę!
Kulminacyjnym momentem i bezsprzecznie najdoskonalszą odsłoną pierwszego sezonu był Rozdział 7. Na jego tle można odnieść wrażenie, jak gdyby finałowy odcinek został spartaczony… jednak to też celowa zagrywka Hawleya. Podczas obserwowania wewnętrznej potyczki Davida i czyhającej gdzieś w powietrzu walki z Dywizją 3, zagapiliśmy się nieco i odruchowo podzieliliśmy świat na dobrych i złych, tymczasem finał wyraźnie pokazuje, jak wiele odcieni ma każda z historii. Może to podwaliny pod wrzucenie Hallera na znany z komiksów tor? Jak dotąd jest on postacią pozytywną, a jego zaburzenia osobowości nie ujawniły jeszcze swojej mocy. Tylko czekać, aż w końcu wejdzie w buty antybohatera!
Tyle o fabule, nie można jednak zapomnieć o świetnie wykreowanych postaciach z Lenny Busker na czele. Pierwsze skrzypce gra tu Aubrey Plaza, którą od czasu kultowego Parks And Recreation widywaliśmy (niestety) raczej w głupkowatych komediach. Tymczasem rola Lenny jest jak na razie najdoskonalszym wcieleniem tej aktorki. W gruncie rzeczy odtwórcy większości postaci zasługują tu na pochwały, jednak popisy Plazy przyćmiły ich wszystkich razem wziętych. Nawet wyluzowanego, zatrzymanego mentalnie w latach sześćdziesiątych Olivera Birda (Jemaine Clement).
Historia, choć pełna nagłych i niespodziewanych zwrotów akcji oraz nieoczekiwanych zmian w układzie sił, zdaje się nawet nieuszczknięta, a jej oderwanie od komiksowej rzeczywistości pozwala głównodowodzącemu fabułą Hawleyowi na rozwój w dowolnym kierunku. Co więc czeka nas w przyszłym roku?
Twórca już zapowiedział, że chciałby powrotu Legionu w lutym 2018 roku, jednak obecnie skupia się na pracy nad trzecim sezonem Fargo. To, co wiemy na pewno, to zmiana lokalizacji (w końcowej scenie Oliver i Lenny podążają „gdzieś, gdzie jest ciepło”, a Hawley już potwierdził, że produkcja przenosi się do Kalifornii) oraz rozszerzenie sezonu do dziesięciu odcinków. Nie wiadomo natomiast, czy historia ponownie skupi się na potyczkach (z tym że już nie wewnętrznych) między Davidem a Shadow Kingiem, czy może pojawią się inni oponenci.
Jeśli jednak poczekaliście na scenę po napisach ostatniego odcinka, wiecie, że i tak już niejasne dalsze losy bohaterów skomplikowano jeszcze bardziej, niejako wracając do punktu wyjścia. Innymi słowy: twórcy zafundowali nam ciekawy twist oraz wielki, zasługujący na fanowską nienawiść cliffhanger. Chapeau bas.
Dlaczego niemal doskonały Legion otrzymał „tylko” 9/10? To nie kwestia wad czy niedociągnięć serialu, a raczej ostrożności: a jeśli 2. sezon okaże się jeszcze lepszy? Zresztą co tu dużo mówić: to po prostu trzeba zobaczyć!
korekta: Kornelia Farynowska
