Connect with us

Publicystyka filmowa

RICHARD RAMIREZ: POLOWANIE NA SERYJNEGO MORDERCĘ. Czy rzeczywiście kontrowersyjny?

Kolejny jakościowy serial true crime od Netflixa

Published

on

RICHARD RAMIREZ: POLOWANIE NA SERYJNEGO MORDERCĘ. Czy rzeczywiście kontrowersyjny?

Mordował bez ładu i składu, bez określonego typu ofiary i jednego ustalonego sposobu działania. Najczęściej po prostu wkradał się do przypadkowych domów nocą, by gwałcić, torturować i zabijać kobiety, mężczyzn, dzieci. Jakby jego celem było po prostu samo zło, chaos w czystej postaci. Siał terror w Kalifornii, w 1984 i 1985 roku zabił w sumie czternaście osób, a drugie tyle napastował lub pobił: to liczba udowodnionych mu wykroczeń, których najprawdopodobniej było więcej. Gazety ochrzciły go mianem The Night Stalker – Nocny Prześladowca. Naprawdę nazywał się Richard Ramirez. To historię jego poszukiwania i ujęcia opowiada czteroodcinkowy miniserial Polowanie na seryjnego mordercę.

Advertisement

Policjant Gil Carillo

Tę produkcję true crime ogląda się nie jak dokument, ale jak świetną kryminalną fabułę lub thriller. W takiej konwencji bowiem postanowili opowiedzieć nam tę historię twórcy, rekonstruując nam krok po kroku wydarzenia z perspektywy policji i stopniowo, razem ze śledczymi, odsłaniając kolejne tajemnice seryjnego mordercy.

Możemy więc poczuć się, jakbyśmy razem z nimi uczestniczyli w pogoni za zwyrodnialcem. Świetne tempo produkcji pomagają utrzymać nie tylko dobre rozpisanie wątków, ale i dynamiczny, „niedokumentalny” montaż, mnogość wypowiadających się osób i ich perspektyw, liczne rekonstrukcje i autentyczne zdjęcia. Jednocześnie twórcom udało się uniknąć osaczenia widza natłokiem informacji. Może drażnią tylko momentami zbyt sensacyjny, nastawiony na szokowanie montaż oraz muzyka, która zanadto sugestywnie manipuluje emocjami – ale one również ostatecznie przyczyniają się do budowania napięcia i nerwowej, podszytej strachem atmosfery.

Kolejnym plusem opowiadania z perspektywy ścigających, nie ściganego, jest to, że osoba sprawcy schodzi na dalszy plan. Nie ma mowy o gloryfikacji mordercy. O Ramirezie dowiadujemy się tylko tego, co konieczne. Że był odludkiem o nieprzyjemnym zapachu i okropnie zepsutych zębach, ale miał pewną mroczną charyzmę, którą polubiły dziennikarskie flesze, kiedy już go ujęto; że w sądzie zachowywał się jak gwiazda rocka i że nie dożył własnego wyroku śmierci, ponieważ zdążył umrzeć na raka, nim go wykonano. Powody, dla których mógł zrobić to, co zrobił, są jedynie zasugerowane: traumatyczne dzieciństwo, narkotyki, chęć oddania czci szatanowi.

Advertisement

Bohaterami dokumentu są inne osoby: rodziny ofiar, świadkowie, policjanci. Ci wszyscy, na których życiu Ramirez odcisnął się bolesnym piętnem, i ci wszyscy, którzy przyczynili się do jego ujęcia. W uważnej kamerze twórców wszystkie ich indywidualne rysy zostały umiejętnie wyeksponowane, dzięki czemu zapadają w pamięć i nie zmieniają się w bezosobowy tłum. Niektórzy nas poruszają – jak kobieta, którą Ramirez zgwałcił, gdy miała zaledwie sześć lat, i która postanowiła zeznawać przeciwko niemu w sądzie, żeby już żadnej innej dziewczynce nie zrobił tego samego. Inni z miejsca budzą naszą sympatię – jak energiczna starsza pani, która fanki Ramireza wysyłające do jego celi swoje nagie zdjęcia i listy miłosne podsumowuje bezceremonialnymi słowami: „dla mnie to są najgłupsze baby na świecie”.

Advertisement

Ale być może najważniejszą przyczyną tego, że miniserial tak wciąga, jest osoba głównego bohatera, który budzi momentalną sympatię i zaciekawienie jego dalszymi krokami. Nie mam tu bynajmniej na myśli Ramireza, lecz skromnego, sympatycznego, meksykańskiego policjanta, Gila Carillo. To on ścigał oraz dorwał Nocnego Prześladowcę i to z jego perspektywy poznajemy wydarzenia. Kiedy bardzo doświadczony detektyw, Frank Salerno, wybrał go na swojego partnera w sprawie Ramireza, Carillo był dzielnicowym bez doświadczenia w tak poważnych przestępstwach. Wywiązał się jednak z zadania całkowicie, bo to dzięki zaangażowaniu i staranności jego i partnera Nocny Prześladowca został tak szybko ujęty i udało mu się udowodnić tak wiele zbrodni. A my po prostu lubimy tego dobrego, pucołowatego, oddanego pracy i rodzinie faceta.

Dokumenty true crime od Netflixa są powszechnie – i słusznie – uznawane za jedne z najlepszych oryginalnych produkcji streamingowego giganta. A jednak Polowanie na seryjnego mordercę od momentu premiery zdążyło już spotkać się z krytyką niektórych widzów oraz wzbudzić kontrowersje na Twitterze. Powód? Zbyt duża brutalność serialu oraz zbyt częste epatowanie autentycznymi zdjęciami z miejsc zbrodni. Korci mnie, żeby zapytać oburzonych, czego oczekiwali po dokumencie o jednym z najbardziej zdeprawowanych morderców Kalifornii. Komfortowej opowiastki, po której można spać spokojnie? Jak inaczej twórcy mieli unaocznić widzowi ogrom zła wyrządzonego przez Ramireza, jak choć częściowo dać odczuć cierpienie ofiar i ich rodzin? Patrzenie w oczy potwora nie jest przyjemne, nie powinno takie być, zmusza też do spojrzenia w głąb siebie i zastanowienia.

Advertisement

Twórcy nie unikają strasznego, czarnego wzroku Ramireza, ale zdecydowanie częściej pokazują nam dobre i szczere oczy policjanta Carillo: symbolu wszystkich tych uczciwych, normalnych ludzi, których mały świat próbują zniszczyć tacy jak Nocny Prześladowca.

Advertisement

Publikuje w "KINIE", Filmwebie, serwisie Film w Szkole i (oczywiście) na film.org.pl. Edukatorka filmowa w Zespole Edukacji Ferment Kolektiv. Lauretka II nagrody w Konkursie im. Krzysztofa Mętraka dla młodych krytyków filmowych oraz zwyciężczyni konkursu Krytyk Pisze Festiwalu Kamera Akcja.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *