Connect with us

Publicystyka filmowa

KINO W FILMACH, czyli FILMY W KINIE

KINO W FILMACH, czyli FILMY W KINIE to fascynująca podróż w świat metafilmu, gdzie rzeczywistość przeplata się z fikcją w kreatywny sposób.

Published

on

KINO W FILMACH, czyli FILMY W KINIE

Dziesiąta muza potrafi być samoświadoma. Filmowcy często zaglądają za jej kulisy, nie tylko po to, aby wyśmiać show-biznes. Zdarza się więc, że na dużym ekranie przychodzi nam oglądać film w filmie, a bohaterowie dosłownie wchodzą razem z nami do przybytku zwanego kinem. Ma to różne oblicza – czasem jedynie żartobliwe, zamykające się w jednej, mało znaczącej scenie; innym razem to ważna, wręcz kluczowa dla całej fabuły sekwencja.

Advertisement

Poniżej najciekawsze przykłady takich zabiegów. Dla większej wygody i klarowności pozbawione tytułów bezpośrednio powiązanych ze środowiskiem filmowym (jak Artysta, La La Land czy Wybuch) bądź też w całości zależnych od budynku kina (Bohater ostatniej akcji, Cinema Paradiso, Majestic, Purpurowa róża z Kairu i rodzima Ucieczka z kina „Wolność”). Oczywiście zachęcam do podawania własnych typów w komentarzach. Uwaga: wyświetlamy niewielkie spoilery!

12 małp (Twelve Monkeys, 1995)

W tym fantastycznym arcydziele Terry’ego Gilliama nasi bohaterowie uciekają przed policją, chwili oddechu szukając właśnie w kinie, gdzie skryci w ciemnościach, przy marginalnej obecności innych widzów, mogą dokonać koniecznych w swoim wyglądzie zmian.

Advertisement

Traf chce, że akurat leci tam maraton filmów Alfreda Hitchcocka, więc mogą pooglądać sobie słynną Psychozę lub Zawrót głowy. Biorąc pod uwagę, że reżyser żongluje napięciem w podobnym do mistrza stylu, a jego film nosi wszelkie znamiona inspiracji jego dziełami, jest to z całą pewnością świadomy dobór repertuaru.

1941 (1979)

W zwariowanej komedii Stevena Spielberga całe Los Angeles zostaje wywrócone do góry nogami w następstwie rosnącej paniki przed inwazją Japończyków i powtórką z Pearl Harbor. Całe? Nie! Jedno jedyne miejsce, zamieszkałe przez nieugiętych Gal… ekhm, zajęte przez amerykańską armię, pozostaje oazą spokoju. Jest nim oczywiście potężne kino Los Angeles Theatre, w którym generał Stilwell radośnie ogląda sobie… Dumbo. W starciu z animacją Disneya ostatecznie przegrywa, w wiadomej scenie roniąc łzę.

Advertisement
Amarcord (1973)

W tej nostalgicznej podróży Federico Felliniego do czasów młodości kino stanowi dla bohaterów tło do miłosnych igraszek. To właśnie tam, w Cinema Fulgor, na seansie czarno-białego dramatu wojennego Braterstwo krwi z Garym Cooperem, Titta postanawia obmacać ciało starszej od siebie Gradisci. W rażącej pustką sali slogan „mroczny przedmiot pożądania” nabiera nowego znaczenia.

Bękarty wojny (Inglourious Basterds, 2009)

U Quentina Tarantino kino służy za efektowną kulminację misji tytułowych bohaterów. Pod afiszem skromnego francuskiego Le Gamaar, w trakcie oficjalnej premiery propagandowego (i całkowicie fikcyjnego) dziełka o tytule Duma narodu (Stolz der Nation), dokonują na nazistach prawdziwej rzezi, zabijając praktycznie wszystkich najważniejszych dowódców niemieckiej armii i wysadzając w powietrze cały budynek. Ich zaangażowanie jest tak duże, że nie wszyscy pamiętają o tym, aby ujść z życiem. Wszak fraza „umarł w kinie” brzmi lepiej niż „umarł w butach”.

Advertisement
Blob – zabójca z kosmosu /Plazma (The Blob, 1958 i 1988)

W obu wersjach ataku tej kosmicznej galarety na małomiasteczkową społeczność agresywny obcy nie waha się zajrzeć także do lokalnego kina, gdzie znajduje najwięcej chodzącego pożywienia z całej okolicy. Akurat trwają tam bowiem wieczorne pokazy filmów grozy – w oryginale jest nim Dementia z 1955 roku, a w remake’u zmyślony slasher Garden Tool Massacre, będący niejako parodią popularnych wśród młodzieży lat osiemdziesiątych serii o wymyślnych mordercach nastolatków. W obu produkcjach potwór radośnie rozpoczyna więc własną rzeź na niczego niespodziewających się widzach.

Bracie, gdzie jesteś? (O Brother, Where Art Thou?, 2000)
i
Tajne przez poufne
(Burn After Reading, 2008)

Także bracia Coen zaglądają czasem do kina, za każdym razem z innych powodów. W mniej popularnej w Polsce opowieści osadzonej na głębokim południu USA ich poszukiwani przez policję bohaterowie zachodzą do kina w ramach odpoczynku od nękających ich problemów. Nie mają jednak szczęścia, gdyż na seans komedii z 1933 roku Myrt i Marge, w której pojawia się legendarna grupa komików The Three Stooges, wbija także konwój więzienny, w którym znajduje się… ich niedawny towarzysz niedoli. Zakuty w kajdany kompan potajemnie przekazuje im dobrą radę, której ostatecznie nie słuchają.

Advertisement

Tymczasem w szpiegowskiej komedii omyłek – również z George’em Clooneyem na sali – kino stanowi dla Lindy Litzke część randkowego rytuału. Wyłowionych w internetowym serwisie potencjalnych przyszłych partnerów za każdym razem zabiera na ten sam film – fikcyjną komedyjkę romantyczną z Dermotem Mulroneyem, Coming Up Daisy, na której cała publika zrywa boki ze śmiechu, a Linda ukradkiem obserwuje reakcję swojego kandydata. No, a potem wiadomo, seks (choć już nie w kinie). Można i tak.

Demony (Dèmoni, 1985) i Udręka (Angustia, 1987)

Mały wyjątek od zawartej we wstępie reguły, bowiem w obu tych filmach to właśnie kino jest głównym (acz nie jedynym) miejscem akcji. W tym pierwszym przypadku do nowo otwartego, trącącego gotykiem lokalu Metropol na specjalny pokaz zwabiają ludzi tytułowe, wygłodniałe demony, które swoim ofiarom puszczają dla niepoznaki wyjątkowo krwawy (zmyślony przez twórców na poczekaniu) horror, w trakcie którego ludzie naprawdę będą musieli walczyć o przetrwanie.

Advertisement

Podobna sytuacja ma miejsce w Angustii – z tą różnicą, że tutaj publiczność zwykłego kina terroryzuje pojedynczy zabójca, a czyni to w trakcie seansu fikcyjnego horroru o jakże dosadnej nazwie Mamuśka (The Mommy), w którym to również ktoś zaczyna… zabijać ludzi w kinie. Drugie dno? A może prawdziwy trzeci wymiar? Na pewno ciekawa alternatywa, co potwierdzają dwa sequele Demonów, w których to lokacje uległy zmianie i klimacik… zabito.

Diner (1982)

W tym kultowym za oceanem filmie Barry’ego Levinsona w gwiazdorskiej obsadzie kino stanowi po prostu jedną z wielu codziennych rozrywek dla grupy młodych ludzi, jak i miejsce, w którym dochodzi do bodaj najzabawniejszej sceny. Żeby nie psuć puenty, napiszę tylko tyle, że tuż przed seansem romantycznego (i praktycznie nieznanego nad Wisłą) A Summer Place Mickey Rourke zakłada się z kolegami (Steve Guttenberg, Daniel Stern, Kevin Bacon, Tim Daly) o to, że podczas randki jego dziewczyna weźmie do ręki jego wacka. Zadanie o tyle karkołomne, że mamy rok 1959, sala pęka w szwach, a dziewczę pochodzi z dobrego domu…

Advertisement
Donnie Darko (2001)

Kolejna kultowa pozycja, w której kino jest tym razem miejscem jednej z kluczowych scen filmu. To tutaj, na podwójnym seansie halloweenowym w kinie Aero, tuż po tym, jak Gretchen zasypia, oglądając Martwe zło, Donny’emu ponownie objawia się królik Frank (z jakichś przyczyn cała sala jest pusta).

Tym razem pokazuje naszemu tytułowemu bohaterowi swoje prawdziwe oblicze, a także wyziewający ze środka kinowego ekranu portal. Klimat tej sekwencji jest niesamowity i wiele zawdzięcza właśnie miejscu akcji – nic dziwnego, że stała się jednym ze znaków rozpoznawczych całej produkcji.

Advertisement
Dracula (Bram Stoker’s Dracula, 1992)
i
Wywiad z wampirem
(Interview with the Vampire, 1994)

Nawet wampiry chadzają do kina. U Francisa Forda Coppoli sam hrabia Dracula ma okazję obserwować początki kinematografu. To właśnie w namiocie prezentującym wczesne eksperymenty filmowe – w tym całkiem odważne jak na ten okres sceny erotyczne (!) – staje twarzą w twarz ze swoją miłością, piękną Miną, i wypowiada słynne słowa: „I have crossed oceans of time to find you”. Jego dalsze zapędy przerywa jednak… wilk.

Za prawdziwego kinomana można natomiast uznać krwiopijcę Louisa de Pointe du Laca, dla którego kino stanowi w widowisku Neila Jordana przede wszystkim nieoczekiwane spełnienie marzenia o ponownym zobaczeniu wschodu słońca bez tragicznych w skutkach konsekwencji. Czyni to zresztą dosłownie, gdyż ogląda między innymi Wschód słońca z 1927 roku oraz Tequila Sunrise z Melem Gibsonem. Ale także Supermana z Christopherem Reeve, Don Juana, Przeminęło z wiatrem czy też. .. Nosferatu – symfonię grozy. Można tylko domniemywać, ile zabawy miał na tym ostatnim.

Advertisement

Epidemia (Outbreak, 1995)

I przykład, po którym może się odechcieć chadzania do multipleksów. Oto jeden z techników, który wcześniej przypadkowo zbił próbkę ze śmiertelnym wirusem Motaba, nieświadomy zagrożenia, wybiera się z dziewczyną do kina na seans No i co, doktorku? z Barbrą Streisand. Wirus mutuje i dzięki swojemu nosicielowi, który radośnie kaszle i prycha na lewo i prawo, zaczyna rozprzestrzeniać się niczym grypa, przetrzebiając pół miasteczka Cedar Creek.

Femme Fatale (2002)

Brian De Palma połączył przyjemne z pożytecznym, kręcąc swój mało ambitny kryminał w trakcie festiwalu w Cannes w 2001 roku, wydatnie korzystając ze wszystkich przywilejów. Nie odtworzył jednak, jak początkowo planował, premiery Mulholland Drive Davida Lyncha – zamiast tego słynna sekwencja kradzieży diamentowego stroju, połączona z seksualnymi igraszkami dwóch kobiet, ma miejsce w trakcie uroczystego seansu Wschód – Zachód Régisa Wargniera, z udziałem samego reżysera i jego gwiazd.

Advertisement

Ostatecznie zostaje on przerwany, kiedy złodzieje wyłączają prąd w całym budynku. Ekipa mogła sobie na to pozwolić, gdyż był to film dwa lata starszy i tym samym nie startował faktycznie w konkursie o Palmę, tę Złotą.

Gangster Squad: Pogromcy mafii (Gangster Squad, 2013)

Ta scena mogła przejść do historii kina. Tymczasem przeszła jedynie do historii – z powodu wycięcia jej na krótko przed premierą filmu. Wszystko przez autentyczne wydarzenia, które wstrząsnęły Ameryką w lecie 2012 roku – w kinie w miejscowości Aurora uzbrojony mężczyzna zabił w trakcie seansu Mroczny rycerz powstaje tuzin osób i ranił wielokrotnie więcej przypadkowych widzów.

Advertisement

KRÓTKOFILMÓWKA. Wes Anderson, Tim Burton, bracia Coen. Krótkie metraże słynnych reżyserów #1

Analogicznie miała przedstawiać się scena w gangsterskim dramacie Rubena Fleischera – z tą różnicą, że rozgrywała się podczas projekcji Rzeki Czerwonej w słynnym kinie Grauman’s Chinese Theatre, w Los Angeles A.D. 1949. Strzelając na oślep zza ekranu, czterech drabów miało efektownie przebić się przez białą płachtę, usiłując zabić jednego z głównych bohaterów. Fragmenty tej sceny można było podziwiać w pierwszym zwiastunie filmu – po incydencie w Aurorze także wycofanym z obiegu.

Gremliny 1 i 2 (Gremlins, 1984/Gremlins 2: The New Batch, 1990)

I coś mniej posępnego w wymowie. W obu częściach hitu Joe Dantego zaglądamy na kinową salę. W pierwszej części jest to naturalnym następstwem opanowania przez krwiożercze stwory całego miasteczka – po stratowaniu wszystkich innych budynków Gremliny tłumnie stawiają się na seansie disneyowskiej Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków, której seans sprawia im wyraźną radochę.

Advertisement

W sequelu kino stanowi natomiast niespodziewany, zabawny przerywnik. Po tym, jak tytułowe potworki niszczą taśmę ze swoim własnym filmem, o pomoc poproszony zostaje wrestler Hulk Hogan, który relaksuje się, oglądając Volleyball Holiday – czarno-białą produkcję sprzed lat o zabarwieniu erotycznym. Wkurzony, nakazuje Gremlinom wznowić główny film. Co ciekawe, na potrzeby rynku wideo stworzono wariację tej rozbrajającej scenki, w której spalony film zastąpiono efektem zepsutego odtwarzacza, a zamiast Hogana na ekranie pojawiają się zmodyfikowane fragmenty filmów z Johnem Waynem i Królikiem Bugsem (patrz filmik poniżej).

Advertisement

A skoro już przy twórczości Dantego jesteśmy, to nie sposób nie wspomnieć także o niezbyt popularnym w Polsce Przedstawieniu (Matinee; 1993). Tytuł oryginalny pochodzi z francuskiego i w amerykańskiej kulturze oznacza dosłownie popołudniową projekcję, często będącą główną atrakcją dnia.

I rzeczywiście, lwia część akcji odbywa się w trakcie seansu horroru Mrówkoczłek! (Mant!) – fikcyjnego dziełka klasy B, który jest jednocześnie interaktywnym eksperymentem z publicznością (wymykającym się nieco spod kontroli) oraz swoistym hołdem dla starych hitów gatunku, takich jak Tarantula, One!, Mucha z 1958 roku, Zabójcza modliszka czy Beginning of the End (1957). Fragmentarycznie wykorzystano także klipy z kultowej Bestii z głębokości 20.000 sążni, natomiast całość to naprawdę kapitalna zabawa kinem jako takim.

Advertisement
Krzyk 2 (Scream 2, 1997)
i
Oszukać przeznaczenie 4 (The Final Destination, 2009)

O tym, że kino może dla niektórych okazać się grobem, przekonywał już jeden z wcześniej przytoczonych przykładów. W tych dwóch seriach grozy budynek kina sprowadzono jednak bezpośrednio do zobrazowania konkretnych zabójstw.

W prologu tego pierwszego, bohaterowie wybierają się do kina Rialto na seans Ciosu (Stab)fikcyjnego slashera, który powstał na bazie wydarzeń z części pierwszej. Atmosfera jest tu naprawdę przerażająca, gdyż co drugi widz ma na sobie charakterystyczną maskę mordercy i biega z gumowym nożem w ręku. Jak nietrudno przewidzieć, kończy się to oczywistą, krwawą tragedią. Jest to zresztą naturalne następstwo oryginału, w którym duży nacisk położono na deski teatru, gdzie również dochodziło do iście dantejskich scen. W kolejnych odsłonach cyklu przeniesiono się z kolei już bezpośrednio na plan, za kulisy dziesiątej muzy.

Advertisement

Przeznaczenia nie udało się oszukać również w tej drugiej produkcji, która idzie z duchem czasu i zabiera nas na moment na projekcję 3D. Rzecz jasna zdobycze techniki wychodzą jednej z bohaterek dosłownie bokiem – Janet ginie w niezbyt przyjemnych okolicznościach, przebita stalowym prętem, który bynajmniej nie był jeszcze jednym wylatującym z ekranu trikiem. W tej sytuacji znamiennym okazuje się już tytuł filmu, na jaki się wybrała – Długi pocałunek na dobranoc

Leon zawodowiec (Léon, 1994)

Były już wampiry, potwory i zabójcze wirusy, to czemu i nie płatni mordercy? Jak udowadnia film Luca Bessona, przynajmniej niektórzy z nich lubią czasem wybrać się incognito na seanse w środku tygodnia. A cóż jest lepszego w przerwie pomiędzy zabijaniem od pełnych życia i uśmiechów musicali? To ulubiony repertuar Leona, który z iście dziecięcą fascynacją ogląda hity z Genem Kellym – Deszczowa piosenka i Zawsze jest piękna pogoda – niejako dziwiąc się przy tym, że nikt oprócz niego na (w większości i tak pustej) sali nie objawia podobnego entuzjazmu.

Advertisement
Miasteczko South Park (South Park: Bigger, Longer & Uncut, 1999)

W pełnometrażowej kontynuacji tej obrazoburczej serii animowanej budynek kina stanowi dla czterech nieletnich bohaterów o dużych oczkach główny cel ich młodego życia i jednocześnie późniejsze źródło problemów wszelakich.

To tam znajduje się prawdziwy Święty Graal, czyli przeznaczone jedynie dla widzów dorosłych Dupy ognia (Asses of Fire) od kanadyjskich zgrywusów Terrance’a i Phillipa. Gdy podstępem udaje się im go w końcu obejrzeć, ich psychika ulega gwałtownej przemianie, w rezultacie czego pod (względnie) spokojnym miasteczkiem dosłownie otwierają się bramy piekieł.

Advertisement
Noc komety (Night of the Comet, 1984)

Główna bohaterka filmu pracuje (no, przynajmniej udaje, że pracuje) w lokalnym kinie o nazwie El Rey, w którym, tak jak i w całej okolicy, panuje iście świąteczna atmosfera z okazji nadlatującej tytułowej komety. W sali leci specjalnie przygotowany nocny maraton, jednak nie mamy okazji zobaczyć, co dokładnie grają, bo nasza heroina zaszywa się w projektorni wraz ze swoim chłopakiem. Nad ranem okazuje się, że solidna, stalowo-betonowa konstrukcja dosłownie ocaliła jej życie. Rzadki to przykład tak mocno pozytywnego, iście zbawiennego wizerunku tego miejsca dla mas.

Odlot (Up, 2009)

Kinu sporo zawdzięcza również Carl Fredricksen, wszak to w nim po raz pierwszy poznaje smak prawdziwej przygody – podczas oglądania fikcyjnych kronik filmowych o wielkim podróżniku i odkrywcy Charlesie F. Muntzu. Mały Carl z pochwały godną konsekwencją śledzi wyczyny swojego mistrza, marząc o tym, by w przyszłości móc uczestniczyć w podobnych perypetiach. W prostej linii seanse te prowadzą go do najwspanialszej przygody życia – miłości.

Advertisement
Opętanie (Stir of Echoes, 1999)

Dość osobliwym miejscem w tym horrorze kino staje się dla Kevina Bacona. Tam bowiem trafia, będąc zahipnotyzowanym na imprezie – do starego, ogromnego, pomalowanego na czarno budynku (w rzeczywistości wykorzystany przez ekipę chicagowski moloch o nazwie Rialto mieni się kolorami), gdzie na bielutkim ekranie ukazują mu się wielkie litery tworzące słowo SEN. A to z kolei staje się zaczątkiem jego niepokojących wizji. Aby je rozwikłać, wraca ponownie na przerażająco pustą salę, której atmosfera z czasem jedynie gęstnieje, robiąc się niezwykle sugestywna…

Płonące siodła (Blazing Saddles, 1974)

Chyba żadna inna komedia autorstwa Mela Brooksa nie osiąga równie abstrakcyjnego, zaskakującego wymiaru, jak właśnie ta. W finale swego dzieła, którego akcja toczy się na Dzikim Zachodzie, Brooks niezwykle zgrabnie burzy czwartą ścianę, sadzając swoich bohaterów w kinie właśnie – i to na premierze… Płonących siodeł.

Advertisement

Wcześniej burzy ją także dosłownie, dość nieoczekiwanie przenosząc się z obowiązkową bójką na sąsiedni plan zdjęciowy jakiegoś numeru wodewilowego, a nawet poza studio Warnera, gdzie jeden z bohaterów woła taksówkę i nakazuje kierowcy „wywieźć się z tego filmu”. Bezcenne.

Pokuta (Atonement, 2007)

Wojna to koszmar, który trzeba odreagować. Można to zrobić również w kinie, gdzie trafia zdewastowany zarówno psychicznie, jak i fizycznie bohater Jamesa McAvoya. Błądząc po przypominającej swoiste piekło Dunkierce, w końcu dostaje się za olbrzymi ekran, na którym wyświetlani są Ludzie za mgłą – dramat kryminalny z wątkiem romantycznym, gdzie Jean Gabin gra. .. dezertera. W tej niezwykłej atmosferze, zwieńczonej ekranowym pocałunkiem, nie wytrzymuje i rozkleja się. Moment równie piękny, jak reszta filmu – jednego i drugiego.

Advertisement
Prawdziwy romans (True Romance, 1993)

Randka w kinie to oczywiście na maksa wyświechtany motyw także w prawdziwym życiu. Trzeba jednak przyznać, że początek romansu pomiędzy Clarencem i Alabamą jest niezwykle uroczy. Duża w tym zasługa japońskiej klasyki kina akcji, jakim wspólnie się delektują – Powrót ulicznego wojownika, w którym wykorzystano także fragmenty oryginału, czyli Ulicznego wojownika. Potem na afiszu widać jeszcze tytuł kolejnego sequela: Siostra ulicznego wojownika. Pobudzają one wyobraźnię i żołądki naszej pary, gdyż ta przed wejściem do przybytku próbuje odegrać niektóre ciosy, a następnie wybiera się na ciasto.

Coś zresztą musi być w tych produkcjach z Kraju Kwitnącej Wiśni, gdyż także w młodszym o rok Bodyguardzie Kevin Costner zaoferował Whitney Houston podobny seans – tym razem Siedmiu samurajów. I również w tym wypadku doświadczenie to scementowało związek.

Advertisement
Skazani na Shawshank (The Shawshank Redemption, 1994)
i
Zielona mila (The Green Mile, 1999)

Kolejny dubel – tym razem autorstwa Franka Darabonta, który nie żałuje swoim skazanym odrobiny zapomnienia. Co prawda w żadnym z jego więzień nie mamy do czynienia z budynkiem kina jako takim, co po prostu specjalną salą do wyświetlania filmów, ale nie zmienia to faktu, że oba dużo im zawdzięczają.

W Shawshank, w trakcie projekcji Gildy, Andy Dufresne zamawia u Reda plakat z Ritą Hayworth – i to nie tylko dlatego, że film zna już na pamięć – co bezpośrednio prowadzi do wiadomego finału. To również tam, acz już w mieszczącej się obok projektorni, zmuszony jest stoczyć nierówną walkę – jedną z wielu – z napastującą go grupą Sióstr.

Advertisement

Tymczasem na Zielonej mili seans Panów w cylindrach z Fredem Astairem i Ginger Rogers to proste spełnienie życzenia skazanego na krzesło elektryczne Johna Coffeya, który nigdy wcześniej (ani w sumie nigdy później) nie miał okazji oglądać ruchomego obrazu. Dobroduszny gigant jest pod tak wielkim wrażeniem, że aż przyrównuje tańczących na ekranie aktorów do aniołów. Zatem w kinie jest tu jak w życiu – radości mieszają się z nieszczęściami.

Twister (1997)

Kino samochodowe to właściwie temat na całą odrębną listę, gdyż pojawia się w filmach amerykańskich niezwykle często, nawet jeśli tylko na dalekim tle. Mogliśmy natrafić na nie chociażby w oscarowej Tajemnicy Brokeback Mountain oraz trzeciej części Powrotu do przyszłości, gdzie służy po prostu za miejsce, w którym można odpowiednio rozpędzić wehikuł czasu. Trudno jednak o lepszy przykład aniżeli katastroficzny film Jana de Bonta, w którym w oryginalny sposób złożono hołd majstersztykowi kina grozy, jakim jest Lśnienie Kubricka.

Advertisement

To właśnie podczas plenerowej projekcji tego dzieła dochodzi do kolejnego ataku tornada, które bezlitośnie rozrywa olbrzymi ekran akurat w najbardziej charakterystycznej scenie roztrzaskiwania drzwi przez Jacka Torrance’a. Here’s windy!

W paszczy szaleństwa (In the Mouth of Madness, 1994)

W horrorze Johna Carpentera Sam Neill wychodzi w pewnym momencie z psychiatryka, w którym doszło do niezłej masakry. Gdy tak idzie po mieście, wygląda na to, że w międzyczasie cały świat opanowała jakaś apokalipsa, gdyż ulice są wyludnione. W końcu wchodzi do kina, w którym grają… W paszczy szaleństwa z Johnem Trentem (czyli nim). Bierze popcorn do łapki, siada w pustym kinie i ogląda film ze swoim udziałem. Po chwili zaczyna się histerycznie śmiać z tego, co widzi na ekranie. Niepokojące.

Advertisement
Wrogowie publiczni (Public Enemies, 2009)

Stawkę wieńczy opowieść Michaela Manna o życiu i rozbojach Johna Dillingera. Jak dowiadujemy się z niej oraz z kilku wcześniejszych filmów mu poświęconych, słynny gangster lubił gościć w kinie, co potwierdza chociażby humorystyczna sekwencja, w której siedząc na sali pełnej porządnych obywateli, natrafia na dużym ekranie na własny list gończy.

Zamordowany został zresztą tuż przed wejściem do budynku kina Biograph w Chicago. Wydarzenia przedstawione w finale filmu Manna nie są co prawda stuprocentowo zgodne z rzeczywistością, ale w jednym reżyser się nie pomylił – ostatnim filmem, jaki Dillinger obejrzał, był… dramat gangsterski Wielki gracz (Manhattan Melodrama) z Clarkiem Gable i Myrną Loy. Przynajmniej odszedł usatysfakcjonowany.

Advertisement

Na koniec warto też trochę uwagi poświęcić Martinowi Scorsesemu, który często zabiera swoich widzów do kina.

Raz czyni to, opowiadając o jego pionierach – jak w Aviatorze (2004), w którym obserwujemy kręcenie przez Howarda Hughesa Aniołów piekieł (a następnie zamyka się on samotnie w prywatnej sali kinowej na bardzo długi czas) lub w Hugo i jego wynalazku (2011), gdzie wraz z hołdem dla Georges’a Mélièsa twórca przypomina nam (i swoim małoletnim bohaterom) filmy z początków kina.

Advertisement

Innym razem słynny reżyser wykorzystuje salę kinową jako zmyślne tło dla wydarzeń kompletnie niezwiązanych z przemysłem filmowym. Tak dzieje się w Infiltracji (2006), w której na seansie pornosa o tytule Debbie Does Dallas: The Revenge spotykają się ze sobą potajemnie antagoniści, nieświadomi faktu, że śledzi ich „ten dobry”. Erotykami na dużym ekranie raczył się także tytułowy Taksówkarz (1976), w którym Robert De Niro ćwiczy swoją cierpliwość podczas takich klasyków gatunku, jak Ur kärlekens språk (aka Swedish Marriage Manual, co luźno tłumaczyć można na Językiem miłości) i Sexual Freedom in Denmark (Swoboda seksualna w Danii).

THE END

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *