search
REKLAMA
Seriale TV

FEAR THE WALKING DEAD – SEZON 6. Recenzja pierwszego odcinka nowego sezonu

Mikołaj Lewalski

10 października 2020

REKLAMA

Trudno w to uwierzyć, ale spin-off The Walking Dead liczy już ponad pięć lat; w tym czasie zdążył on uśmiercić kilku głównych bohaterów, wprowadzić całą galerię nowych postaci (w tym znajome twarze z oryginalnego serialu) i przeprowadzić niejeden eksperyment z formą i tonacją całości. Groza towarzysząca początkom serialu już dawno ustąpiła miejsca podszytej tajemnicą przygodzie, a perypetie bohaterów trudno określić mianem przyziemnego postapo. Od przynajmniej dwóch sezonów znajdujemy się zdecydowanie bliżej Mad Maxa Fallouta niż Drogi, co zapewne znajdzie zarówno zwolenników, jak i krytyków. Otwarcie szóstego sezonu zdaje się jednak wskazywać na dokonanie delikatnej korekty kursu; tym razem twórcy nie zaserwowali nam bombastycznych przygód ze spadającymi z nieba samolotami, niszczycielskimi huraganami czy napromieniowanymi zombie. Zamiast tego uraczono nas względnie kameralną historią, która skutecznie trzyma w napięciu i przypomina bardziej klasyczne wydanie zombie-seriali tworzonych przez AMC.


Choć ostatnie sceny piątego sezonu sprawiały wrażenie pożegnania postaci Morgana, chyba nikogo nie zaskoczy fakt, że rannemu bohaterowi udało się ujść z życiem – wszak niedopowiedziana śmierć poza kadrem rzadko kiedy okazuje się faktyczną śmiercią. Nie znaczy to jednak, że sytuacja Morgana jest choćby odrobinę lepsza niż beznadziejna; znajdujący się na granicy życia i śmierci mężczyzna ma przed sobą jedną z najtrudniejszych prób, jakie kiedykolwiek przed nim postawiono. Ciężko ranny, zdezorientowany i pozbawiony nadziei na przyszłość dla siebie i swoich porwanych przyjaciół, tuła się bez większego celu i dopiero napotkanie obcego mężczyzny daje mu szansę na wyrwanie się z pesymistycznego marazmu. Odzyskanie dawnej determinacji dość szybko staje się koniecznością, na trop Morgana trafia bowiem tajemniczy łowca nagród. Potężny i wyposażony w topór mężczyzna budzi więcej grozy niż krwiożercze zombie, a rozwój tego wątku obfituje w zgrabnie budowane napięcie i niemałe zaskoczenia.


Bardzo dobrą decyzją twórców było skoncentrowanie się wyłącznie na losach Morgana i postaci związanych z jego obecną sytuacją; brak przeplatających się wątków pozwala widzowi poczuć osamotnienie bohatera i towarzyszyć mu w frustrującej niewiedzy na temat sytuacji jego kompanów. Dzięki temu dramatyzm tułaczki rannego mężczyzny i jego wewnętrzna wędrówka wybrzmiewają z należytą intensywnością. Po absurdalnych wydarzeniach z piątego sezonu miłą odmianą jest też bardziej przyziemny charakter konfrontacji z nieumarłymi i sytuacji, w które pakują się bohaterowie. Z drugiej strony, poza postacią łowcy nagród zabrakło tu jakiegoś unikalnego pomysłu, a całość wydaje się dość odtwórcza w stosunku do tego, co mogliśmy zobaczyć w obu serialach o żywych trupach. Interesujący okazuje się za to zwrot w kierunku westernowych klimatów, z którymi romansowały już poprzednie sezony; estetyka tego odcinka wydaje się zapowiadać jeszcze silniejsze powinowactwo z estetyką Dzikiego Zachodu.

Wolniejsze tempo narracji i większy nacisk na budowanie atmosfery i napięcia służą temu odcinkowi, czyniąc go lepszym niż otwarcie piątego sezonu. Kompetentnie nakręcona akcja, spora dawka brutalności i kapitalna muzyka podnoszą poziom adrenaliny, a w spokojniejszych momentach Leslie James dostaje niejedną okazję, by zademonstrować swój kunszt aktorski. Szkoda, że nie zdecydowano się na lepsze wykorzystanie motywu “zapachu śmierci”, który towarzyszy Morganowi, w dość jasny sposób symbolizując jego wewnętrzny stan. Byłby to jeden z tych wspomnianych wcześniej unikalnych pomysłów, których zabrakło mi w tym odcinku – sam łowca nagród to trochę za mało. Mimo to, otwarcie szóstej serii intryguje i pozwala na pewną dozę optymizmu odnośnie ciągu dalszego. Sytuacja bohaterów, konflikt z nową antagonistką, westernowy setting – jest tu niemały potencjał na porządną postapokaliptyczną rozrywkę.

Pierwszy odcinek 6. sezonu Fear the Walking Dead będzie można obejrzeć na AMC Polska w nocy z 11 na 12 października o 3:00, a także 12 października o godzinie 22:00.

Avatar

Mikołaj Lewalski

REKLAMA