Publicystyka filmowa
Te seria SCI-FI to MAD MAX i DEADPOOL na czerech kołach… i BEZ TRZYMANKI
To brutalna, momentami nie za mądra, ale zaskakująco miodna jazda z odpiętymi wrotkami – dokładnie taka, jakiej należało oczekiwać po Twisted Metal.
Nie każda gra nadaje się na serial i nie każda musi też udawać, że jest czymś więcej, niż naprawdę jest. Serial bierze z konsolowego pierwowzoru to, co najważniejsze – uzbrojone samochody, groteskowych kierowców, czarny humor i radość z demolowania wszystkiego na drodze. Pierwszy sezon jeszcze szukał właściwego tonu, drugi… znalazł i docisnął gaz do dechy. Twisted Metal.
Serial zadebiutował 27 lipca 2023 roku na Peacock (w Polsce znajdziecie go na HBO Max). Stworzyli go Rhett Reese i Paul Wernick, scenarzyści Deadpoola i Zombieland, a showrunnerem został Michael Jonathan Smith. Główne role grają Anthony Mackie – którego przedstawiać nie trzeba (Marvel!) – jako John Doe i Stephanie Beatriz (znana z Brooklyn 9-9) jako Quiet. Sweet Toothowi głosu użycza Will Arnett, a fizycznie gra go Joe Seanoa, znany jako Samoa Joe. Powstały dwa sezony i 22 odcinki. Serial już otrzymał zamówienie na trzeci sezon. W 2026 roku potwierdzono także udział Marka Hamilla jako Pope’a Charliego Kane’a.

Postapokalipsa na czterech kołach
Akcja rozgrywa się w zniszczonej Ameryce, podzielonej między zamknięte miasta i niebezpieczne pustkowia. John Doe jest kurierem, który dostaje szansę na życie w bezpiecznym New San Francisco, jeśli dostarczy tajemniczą przesyłkę. Wyrusza w drogę z Quiet, bezwzględną złodziejką samochodów.
Podróż prowadzi pośród gangów, fanatyków i morderców, co idealnie pozwala budować relacje między bohaterami. Pierwszy sezon jednak bardziej przypominał postapokaliptyczną komedię drogi niż serial o samochodowych pojedynkach. Drugi zmienił proporcje – John i Quiet trafiają w sam środek organizowanego przez Calypso turnieju, w którym kierowcy walczą o spełnienie jednego życzenia. Pojawiają się Axel i Mr. Grimm, a świat zaczyna być coraz mocniej podporządkowany temu, co definiowało gry: samochodom, broni i widowiskowej destrukcji.

Twisted Metal, czyli hiperprzemoc i czarny humor
Twisted Metal działa najlepiej wtedy, gdy przestaje traktować siebie poważnie. Przemoc jest tu przerysowana do poziomu kreskówki: eksplozje, rozjeżdżanie przeciwników i makabryczne egzekucje często służą przede wszystkim jako puenta żartu. Najlepszym przykładem pozostaje Sweet Tooth – psychopatyczny klaun prowadzący ciężarówkę z lodami.
Ton dodatkowo wzmacnia muzyka. Brutalne sceny są zestawiane z przebojami kojarzonymi z latami 90. i 2000., dzięki czemu masakra nabiera niemal komiksowego charakteru. Dla jednych będzie to zaleta, dla innych – wada, ale krytycy i widownia zareagowali bardzo dobrze, szczególnie na odnalezienie się serialu w sezonie drugim, który dostał odpowiednio 92 i 82% pozytywów na Rotten Tomatoes.

Zamiast kolejnej historii drogi dostaliśmy w nim więcej turnieju, pojedynków i postaci znanych z gier. Calypso, Axel, Mr. Grimm i kolejne elementy gamingowej mitologii sprawiły, że adaptacja przestała próbować ukrywać swoją absurdalność i odstrzelenie. Serial nadal potrafi gubić się w nadmiarze wątków i żartów, ale druga seria znacznie lepiej rozumie jego naturę i to, że wcale nie musi być The Last of Us, wystarczy, że jest Twisted Metal.
Trzeci sezon jest już zamówiony, więc John Doe i Quiet powrócą. Szczegóły fabuły nie zostały jeszcze ujawnione, ale po drugim sezonie kierunek wydaje się oczywisty: więcej kierowców, samochodów, broni i absurdalnej mitologii. Twisted Metal potrzebował czasu, żeby znaleźć własny rytm, ale drugi sezon wcisnął gaz do podłogi i wreszcie dał widzom to, czego oczekiwali od adaptacji tej konkretnej gry, więc nadzieje na sezon trzeci są duże. To brutalna, momentami – nie ukrywajmy – nie za mądra, ale zaskakująco miodna jazda z odpiętymi wrotkami – dokładnie taka, jakiej należało oczekiwać po Twisted Metal.

