Connect with us

Publicystyka filmowa

KURTYNA W GÓRĘ. Najciekawsze filmy w stylistyce teatralnej

KURTYNA W GÓRĘ to zachwycająca podróż po filmach z teatralnym zacięciem, które łączą sceniczne rozwiązania z kinowym przepychem.

Published

on

KURTYNA W GÓRĘ. Najciekawsze filmy w stylistyce teatralnej

Adaptacje sztuk teatralnych to częste zjawisko w kinie, nawet jeśli czasem przybierające mocno niespodziewane rezultaty. Jednak powstają również filmy, które swoje sceniczne korzenie lub inne naleciałości objawiają w sposób mniej oczywisty niż poprzez ograniczenie liczby bohaterów i miejsc akcji, podziału na akty oraz wybitnie szekspirowskie monologi, którymi przerzucają się postaci. Podobne koneksje da się zawrzeć w stylistyce dziesiątej muzy na wiele różnych sposobów. Poniżej kilka najciekawszych przykładów filmów, które niekoniecznie mają swój rodowód na scenie zbudowanej z desek, a mimo to pozostają wierne teatralnej stylistyce.

Advertisement

 

Anna Karenina (2012)

N-ta z rzędu ekranizacja prozy Lwa Tołstoja wyróżnia się właśnie swoją formą, która przepięknie łączy kinowy przepych z odgórnie narzuconymi przez reżysera scenicznymi rozwiązaniami – typu przesuwane dekoracje czy idąca w górę kurtyna – oraz ograniczeniami przestrzeni. Tutaj praktycznie każda sekwencja rozgrywa się na jednej i tej samej powierzchni – od wymyślnych tańców przez wyścigi konne i stację kolejową, a na wizycie w… teatrze skończywszy. A wszystko to niezwykle żywe (wszak jest nawet kwitnąca łąka i lodowisko!), diablo pomysłowe i sprawiające, że w tej klasycznej opowieści można wręcz zatonąć na nowo.

Advertisement

 

Birdman

Tytuł nader oczywisty z uwagi na to, że głównym bohaterem jest starzejący się aktor, a fabuła nie wychodzi właściwie poza obręb teatru, w którym wystawia on swoją ambitną sztukę. Rozmachu jednakże nie brakuje, a obecny jest on nie tylko w wytrawnych, długaśnych ujęciach kamery, w których rzadko kiedy dopatrzeć można się cięć, ale i w iście widowiskowych sekwencjach, w których przebrzmiała gwiazda przypomina sobie swoje lata chwały na dużym ekranie. Teatralne wnętrza, kameralne momenty i niekończące się monologi rzucane w pustkę ładnie kontrastują zatem z efektami specjalnymi i czysto kinowymi scenami akcji, w których znajdziemy nawet wybuchy. Czyni to z produkcji Alejandra Gonzáleza Iñárritu jeden z najbardziej atrakcyjnych filmów zakorzenionych w teatralnej stylistyce.

Advertisement

 

Closet Land

Ten zapomniany thriller psychologiczny to perfekcyjny przykład czysto teatralnego materiału nakręconego na filmowej taśmie. Dwójka aktorów i pomieszczenie, w którym dochodzi do niewygodnego przesłuchania, stanowi tylko jeden z elementów o tym świadczących. Reszty dopełnia wizualna otoczka, w której pełno ciasnych zbliżeń na posągowe wręcz niekiedy twarze postaci, oraz osobliwa scenografia, na którą składają się między innymi greckie kolumny i nietypowa posadzka. Nie powinno zatem dziwić, że scenariusz szybko przerobiono na sztukę. Jak na ironię, liczne adaptacje sceniczne tego materiału posiadają o wiele bardziej filmowy wystrój, nierzadko rażący wręcz skostniałym standardem dziesiątej muzy w danej materii.

Advertisement

 

Grand Budapest Hotel

Niezwykle kolorowy film Wesa Andersona wyróżnia się nie tylko kwadratowym formatem obrazu, ale też – a może: przede wszystkim – licznym wykorzystaniem miniaturowych makiet rodem z dziecięcego teatrzyku. Umowne bywają także poszczególne elementy scenografii i rekwizyty, które w starciu z wartką akcją, barwnymi, mocno odrealnionymi niekiedy postaciami oraz iście teatralną manierą wypowiadania dialogów tworzą jednocześnie wybuchową mieszankę wrażeń, jak i mocno osobliwe, wielce urocze doznanie. Nie tyle sztuczne, co pięknie odrealnione – niczym z zamierzchłych czasów, do których wszak odnosi się podszyta nostalgią fabuła.

Advertisement
Moulin Rouge!

ZBRODNIE I KARY. Filmy z motywem pedofilii

Właściwie większość produkcji Baza Luhrmanna charakteryzuje się rewiowym (a więc nie stricte teatralnym) posmakiem o pewnej nienaturalności wizualnej. Opus magnum w temacie pozostaje jednak historia z 2001 roku, spajająca pełne przepychu kinowe sztuczki z ciasnymi wnętrzami tytułowego kabaretu i wodewilowymi numerami – przeróbkami współczesnych, popkulturowych hitów.

Mało tego! W tym powstającym bez mała siedem lat dziele znajdziemy także operowe odniesienia. Reżyser nie ukrywał zresztą, że inspirował się zarówno Giuseppem Verdim, Szekspirem, jak i grecką tragedią, co czyni z jego filmu tytuł na wskroś wyjątkowy stylistycznie, nawet jeśli ostatecznie mocno kiczowaty w formie. Rzecz jasna sukces finansowy pociągnął za sobą także sceniczne wersje.

Advertisement

 

Ostatnia audycja

De facto ostatni film Roberta Altmana to złożony z epizodów hołd dla radiowego show, w trakcie nagrywania którego poszczególni artyści wykonują swoje numery na specjalnej scenie – autentycznym obiekcie grupy A Prairie Home Companion (oryginalny tytuł filmu), gdzie naprawdę wykonano wszystko na żywca. Nie tylko w tej kwestii jest to jednak produkcja mocno trącąca teatrem. Kiedy zaglądamy chociażby za kulisy, czuć wyraźnie szekspirowskiego ducha. Zresztą przez ekran przewija się kilka „tajemniczych” postaci, które wydają się żywcem wyjęte ze sztuk angielskiego dramaturga (ale też i na przykład z kina noir).

Advertisement

Ten specyficzny, kameralny film – czy też raczej fabularyzowany zapis audycji – do samego końca zaciera więc granicę między światem kina, a sceny. Podobnie zresztą jak wcześniejsze dzieło reżysera – osadzone w środowisku baletowym The Company.

 

Advertisement
Terminator 2: Dzień sądu

Być albo nie być… No dobra, żartowałem.

 

Advertisement
Dogville i Manderlay

Minimalizm pełną gębą – i to w dwóch odsłonach. Rozrysowane kredą na ulicy „lokacje”, sprowadzone do absolutnego minimum rekwizyty i elementy scenografii, równie „biedne” kostiumy, jak i cała otoczka wizualna. Tym właśnie charakteryzuje się powstały w całości w studiu dyptyk Larsa von Triera. Reżyser dodatkowo podzielił swoje długaśne fabuły na rozdziały, zrezygnował ze ścieżki dźwiękowej i dodał wprowadzającego w ten świat narratora. Aktorom przygotował z kolei bardzo wdzięczny, „czysty” materiał do grania, jaki na co dzień znaleźć można praktycznie tylko na deskach teatru, do którego eksperymentów sprowadził nawet grę światłem i dźwiękiem.

Tym samym jego filmy są przykładami bodaj najbardziej teatralnych przedsięwzięć w historii dziesiątej muzy. Co ciekawe, to projekt wciąż nie ukończony, gdyż zwieńczeniem całości ma być od dawna zapowiadane, gorąco wyczekiwane Washington.

Advertisement

A publika proszona jest oczywiście o pozostawienie komentarzy przed wyjściem…

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *