CO JEST GRANE, DAVIS? - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Co jest grane, Davis?

Bracia wierzą w człowieka, ale w swoich sądach są bezlitośni.




Facet z kotem




Miłosz Drewniak
01.03.2014


MV5BMjAxNjcyNDQxM15BMl5BanBnXkFtZTgwNzU2NDA0MDE@._V1_SX640_SY720_

Najnowszy film braci Coen jest kwintesencją ich stylu. Znajdziemy w nim wszystko to, za co braci kochamy i przez co z niecierpliwością liczymy dni, dzielące nas od premiery ich kolejnych obrazów.

Inside Llewyn Davis jest dziełem niezwykłym, bo prostym i poczciwym, a jednocześnie tajemniczym i hipnotyzującym – wręcz onirycznym i wcale nie tak łatwym w odbiorze, jakby to się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Założę się, że niejeden widz poczuje, że powinien wrócić do Davisa jak najszybciej, gdy już wyjdzie z kina i zorientuje się, że to wcale nie jest takie proste. To tylko bracia używają prostego języka, by móc powiedzieć o czymś naprawdę skomplikowanym.

Film opowiada historię Llewyna Davisa (Oscar Isaac) – muzyka folkowego, który włóczy się po kraju bez żadnego konkretnego celu (i bez środków do życia). Jego praca sprowadza się do grania w podrzędnych lokalach, a życie osobiste do nocowania na kanapach życzliwych znajomych i opłacania zarobionymi w pocie czoła pieniędzmi kolejnych aborcji swoich kolejnych sympatii. W skrócie – Llewyn Davis nie jest kimś, kogo nazwalibyśmy „porządnym człowiekiem”.

Jednak kino braci Coen wierzy w człowieka. Zawsze wierzyło w jego wrodzoną umiejętność czynienia dobra. Typowym bohaterem coenowskim jest zwykły przeciętniak, przytłoczony przez fabułę i wbrew własnej woli wplątany w jej groteskowe meandry, przy czym bardzo często jest w swoim świecie zagubiony. Przyczyną takiego zagubienia są grzechy, których się dopuszcza. Bracia Coen wierzą w człowieka, ale w swoich sądach są bezlitośni. Swoim postacią dają szansę. Pełnią wobec nich rolę surowego ojca, dlatego nigdy nie uchylają się od wymierzenia kary.

Inside-Llewyn-Davis

Llewyn Davis jest właśnie taką zagubioną, zblazowaną owieczką. Jest zgorzkniały i z zazdrością patrzy na postacie typowych dla filmów braci Coen sympatycznych poczciwców (świetni Justin Timberlake i Stark Sands jako Jim Berkey i Troy Nelson), którzy osiągają sukces w branży muzycznej dzięki duchowej prostocie i szczerości. Takiej właśnie szczerości brakuje głównemu bohaterowi. Jego liryczna twórczość przeczy naturze bydlaka i „złego człowieka”, jak sam siebie określa w pewnym momencie. „Twój wujek jest złym człowiekiem, Danny” – mówi do swojego siostrzeńca. „Ok” – odpowiada chłopiec, pałaszując płatki kukurydziane.

Nie zawiedziemy się również osławionym czarnym humorem spod znaku Ethana i Joela Coenów, którym bracia raczą nas sowicie, a także całą gamą charakterystycznych i groteskowych postaci, z których słyną ich dzieła. Brawa dla starego współpracownika Coenów – Johna Goodmana, który wcielił się w rolę Rolanda Turnera, ekscentrycznego muzyka-narkomana, który towarzyszy Davisowi w drodze do Chicago. Mamy też postać milczka, który nasuwa skojarzenia z występem Petera Stormare’a w Fargo – kierowcę Johnny’ego Five’a (Garrett Hedlund), w którym jest coś niepokojącego. Właściwie nikt w obsadzie nie rozczarowuje. Carey Mulligan doskonale odegrała rolę Jean – ostatniej ofiary Davisa i jego plemników. Scena ich kłótni i wściekłych wiązanek dziewczyny pod adresem głównego bohatera z całą pewnością zapisze się w pamięci każdego widza. W filmie roi się od postaci epizodycznych, które zwrócą na siebie naszą uwagę i nie pozwolą o sobie zapomnieć mimo krótkich występów (świetny pracownik związku marynarzy ze swoją fikuśną brodą, agent Llewyna i jego żona, Danny i jego jedno jedyne ujęcie przy śniadaniu, Bud Grossman i wielu, wielu innych).

john-goodman-inside-llewyn-davis

Najbardziej enigmatycznym elementem Inside Llewyn Davis jest kot, który towarzyszy głównemu bohaterowi w jego ciągłej tułaczce. Krytyka zakochała się w futrzaku, bo – jak stwierdził  Peter Travers na łamach „Rolling Stone” – „bezwstydnie kradnie każdą scenę”. Od czasu premiery w sieci pojawiło się mnóstwo teorii i spekulacji na temat kota Ulissesa i jego znaczenia dla fabuły. Najbardziej interesująca wydaje się ta, jakoby Llewyn Davis miał być kotem i vice versa. Ulisses stanowi lustrzane odbicie bohatera i jest symbolem jego wygnańczego trybu życia. Co ciekawe, walijskie imię Llewyn oznacza wielkiego kota. Natomiast w jednej ze scen, gdy Davis usiłuje wytłumaczyć telefonistce, że ma kota Gorfeina, telefonistka pyta zdezorientowana: „Pan jest kotem?”. Tak czy inaczej, zwierzak jest niezwykle ciekawym narzędziem narracyjnym, otwartym na analizy i interpretacje. Jedno jest pewne – zarówno jego znaczenie w filmie, jak i dumna „kotowatość” zwierzaka wytwarzają w obrazie braci Coen niezwykłą aurę tajemniczości, ogarniającą nas ilekroć Ulisses pojawi się na ekranie.

llewyn

Folkowego klimatu dodają filmowi pieśni w wykonaniu Oscara Isaaca, Justine’a Timberlake’a i wielu innych artystów. Wczuwamy się w niepowtarzalną atmosferę filmu już na samym początku, gdyż Co jest grane, Davis? otwiera scena, w której Llewyn występuje przed publicznością z fantastycznym utworem Hang Me, Oh Hang Me. Hipnotyzujący jest również kawałek, który w innej scenie wykonuje zespołowo z Timberlakiem i Adamem Driverem (wcielającym się w rolę Ala Cody’ego) – Please Mr. Kennedy.

Inside Llewyn Davis z pewnością nie można postawić na półce obok takich arcydzieł jak Fargo, czy The Big Lebowski, ale znajdzie się dla niego miejsce półkę niżej – obok Bartona Finka i Poważnego człowieka. Jest to dzieło magiczne, zmuszające do myślenia i zadające ważne pytania. Wytwarzające podobną aurę tajemniczości, z jaką mieliśmy do czynienia bardzo, bardzo dawno temu – właśnie przy Bartonie Finku. Tam również bracia pozostawili nas na pastwę naszych własnych domysłów. Gdzie właściwie zabrnął bohater? Gdzie doprowadziła go jego wędrówka? Życie Llewyna zaczyna przypominać piekielną pułapkę Bartona Finka. Czy zdoła się wydostać?

inside_llewyn_davis

Miłosz Drewniak

Miłosz Drewniak

Rocznik ’91, czyli wychował się na filmach z Indianą Jonesem i chyba dlatego nie lubi w kinie smętnego bergmanowania. Skończył polonistykę we Wrocławiu, broniąc pracy na temat słowa w filmach Quentina Tarantino. Na stałe związany jest z film.org.pl, ale publikował też na łamach portalu Noir Café i rocznika naukowego „Studia Filmoznawcze”. Top (bez szczególnego porządku): "Zezowate szczęście", "Popiół i diament", "Słodkie życie", "Osiem i pół", "Do utraty tchu", "Fargo", "Big Lebowski", "Pulp Fiction", "Złap mnie, jeśli potrafisz", "Dogville".
Miłosz Drewniak






  • steppenwolf1982

    Big Lebowski arcydziełem, a Barton Fink nie? bardzo subiektywna opinia, choć wiadomo, że przy twórcach o tak zróżnicowanych gatunkowo zainteresowaniach i wyrównanym poziomie filmów trudno wskazać obiektywnie najlepsze dzieła.

    • Miłosz Drewniak

      Jasne, że nie da się tego jednoznacznie rozstrzygnąć, ale wydaje mi się, że „Barton Fink” stoi niżej w tym sensie, że nie jest tak przełomowy jak „Lebowski” i „Fargo”. To niewątpliwie wielki film, ale wyżej wymienionym ustępuje pod względem, że użyję wielkiego słowa, doniosłości w dziejach kina :-)

      • steppenwolf1982

        mimo wszystko jest to wciąż bardzo subiektywna opinia – co prawda Big Lebowski mimo chłodnego przyjęcia w czasie premiery, zyskał status dzieła kultowego, ale to właśnie Barton Fink zdobywając 3 główne nagrody w Cannes, wypromował nazwisko Coenów i rzucił ich do światowej czołówki filmowców niezależnych, zaś sam film uznawany jest powszechnie za jeden z najbardziej rozpoznawalnych w ich dorobku i absolutny klasyk kina lat 90-tych

        • haiko

          Autor artykułu chyba jest po prostu młodszy, stąd chyba rozbieżność w opiniach. Ja też pamiętam Bartona i szum wokół jego. Po tym nastąpił okres czarnych specyficznych pokręconych kryminałów, niekoniecznie klasy A, aczkolwiek mi to nie przeszkadza. Sporo kadrów i ujęć z tego filmu przeszło do kanonu i mam wrażenie, że były kopiowane, choć trudno mi o konkretny przykład. Ale to coś jest trudno uchwytne i ciężko to załapać, jak się po prostu obejrzy film i poczyta encyklopedię filmu.

  • Piotr

    Autor recenzji pisze tak „kino braci Coen wierzy w człowieka. Zawsze wierzyło w jego wrodzoną umiejętność czynienia dobra „. Nasuwa mi się wątpliwość czy autor oglądał Fargo, albo To nie jest kraj dla starych ludzi – chyba nie. A sam film jest bezlitośnie słaby. O bylejakości życia można nakręcić dobry film – mam tu na myśli Zapaśnika, a ta produkcja wygląda jakby jego twórcy wierząc w swoją nieomylność zrobili film z
    apominając o scenariuszu

    • Miłosz Drewniak

      Mało w „Fargo” ludzi dobrej woli? Napisałem analizę tego filmu – http://film.org.pl/a/analiza/fargo-noir-w-negatywie-43564/. Zapraszam do lektury. Wiara w to, że człowiek jest z natury dobry od zawsze wpisana jest w twórczość braci Coen. W „To nie jest kraj dla starych ludzi” też to widać w końcowej scenie. Zło jest u Coenów czynnikiem zewnętrznym. Rozprzestrzenia się jak choroba, ale nie jest naturalne.

      • Piotr

        Trochę się zgadzam – trochę nie :-) Jednak coś jest na pierwszym planie, a coś na drugim. Oczywiście w To nie jest kraj dla starych ludzi Tommy Lee Jones daje świadectwo dobroci i prawa jednak pierwszoplanowe role grają ludzie do gruntu źli

        • Miłosz Drewniak

          No, właśnie dlatego napisałem, że bracia wierzą w człowieka i w to, że jest istotą z natury dobrą, a nie że świat przedstawiony zawsze jest taki pozytywny (choć właśnie przeważnie jest). Tak czy inaczej – zawsze da się wyczuć w ich dziełach nutkę tęsknoty za prostodusznością. Czasem ich światy są przez zło przeżarte, ale jest to raczej konsekwencja ludzkich pragnień, przez które są zaślepieni i zapominają o swoim człowieczeństwie.

  • wujo444

    „Inside Llewyn Davis z pewnością nie można postawić na półce obok takich arcydzieł jak Fargo, czy The Big Lebowski, ale z pewnością znajdzie się dla niego miejsce półkę niżej – obok Bartona Finka i Poważnego człowieka.”
    1) powtórzenia „z pewnością”
    2) Za nic nie stawiałbym tych dwóch filmów niżej! Razem z NCFOM to best from the best from… Coenów. Trudniejsze, bardziej poważne, ale też znacznie bardziej przewrotne. Jeśli ma być na takim poziomie jak A Serious Man, to z przyjemnością obejrzę ILD.

    • Miłosz Drewniak

      Powtórzenie poprawione. Dzięki, czasem umknie coś takiego ;-) A co do ocen wspomnianych filmów, to faktycznie bardzo subiektywna sprawa. Dla mnie „Lebowski” i „Fargo” są najważniejsze w dorobku Coenów, bo w spektakularny sposób rozsadzają fabularne schematy. Dlatego mają tak wielką wartość dla rozwoju kina. Oczywiście postawienie „Finka” i „Poważnego człowieka”, czy też „NCFOM” półkę niżej jest dyskusyjne i każdy ma prawo się z tym nie zgodzić. Osobiście uważam „Poważnego człowieka” za arcydzieło, ale nie jest to gigant w stylu „Lebowskiego”, który pomógł (do spółki z innymi postmodernistycznymi dziełami) kino odpowiednio ukierunkować.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Non-Stop

Następny tekst

Borgman



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE