Biografie ludzi filmu

CHARLIE HUNNAM. Awans do ekstraklasy?

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

Znacie to uczucie, gdy wydaje wam się, że na tyle dobrze poznaliście aktora lub aktorkę, iż macie wrażenie, jakbyście rzeczywiście się przyjaźnili? Obserwujecie ich karierę przez lata, a w pewnym momencie czujecie się tak, jakbyście znali się jak łyse konie. Ja tak właśnie mam z Charlesem Matthew Hunnamem, w ostatnich i najbliższych tygodniach znanym bardziej jako król Artur w filmie Guya Ritchiego. Odkąd po raz pierwszy zobaczyłem go na ekranie w Green Street Hooligans, darzę go sympatią iście kumpelską. Czy pochodzący z Newcastle aktor, który największe sukcesy odnosił dotąd nie w kinie, a w telewizji, awansuje w tym roku do grona największych gwiazd Hollywood?

Jak na trzydziestosiedmiolatka z doświadczeniem aktorskim obejmującym blisko dwie dekady, Charlie Hunnam nie może pochwalić się szczególnie imponującym CV. Król Artur: Legenda miecza, która właśnie z hukiem przetacza się przez polskie ekrany, to dopiero jego trzynasty film pełnometrażowy w ciągu osiemnastu lat! Dodać należy, że połowę tej liczby stanowią produkcje drugiego obiegu, o których spora część widzów pewnie nigdy by się nie dowiedziała, gdyby nie torrenty. A jednak stukam właśnie w klawiaturę, usiłując nakreślić sylwetkę zbliżającego się do czterdziestki aktora, który nie ma na koncie żadnego imponującego sukcesu kinowego i nigdy nie otarł się nawet o żadną sensowną nagrodę filmową. Dlaczego to robię? Bo Charlie Hunnam to gość, który powinien był dostać zdecydowanie więcej szans na udowodnienie swojego talentu. Bo jest jednym z najbardziej zdeterminowanych aktorów swojego pokolenia. Bo choć dobiegają nas z całego świata informacje o finansowej klęsce Króla Artura, trzeba być nie byle kim, by otrzymać tytułową rolę u samego Guya Ritchiego – nawet jeśli nazwisko tego reżysera aktualnie nie znaczy tak wiele, jak kiedyś.

Gdyby Charliemu brakowało recenzji jego wystąpień na odpowiednim poziomie, ma wszelkie kwalifikacje do tego, by takowe spłodzić samemu.

Charlie przyszedł na świat 10 kwietnia 1980 roku w środowisku, dla którego określenie „klasa robotnicza” byłoby sporym niedopowiedzeniem. Mama Charlesa była sklepikarką, a tato – handlarzem złomem. Jak wspominał Hunnam w jednym z wywiadów, jego ojciec miał do wyboru tylko kilka ścieżek zawodowych – mógł zostać górnikiem, stoczniowcem, pracownikiem fabryki albo… gangsterem. Wychowanie twardą ręką spowodowało, że choć Charlie od najmłodszych lat wyróżniał się zabójczą urodą, często wdawał się w bójki, by zdobyć szacunek na dzielnicy. Później, gdy starał się o role podczas castingów, przekonywał: „Niech was nie zmyli mój wygląd – potrafię przywalić!”. Mimo że dorastał w środowisku, gdzie wyższe wykształcenie niekoniecznie figuruje na liście priorytetów młodych ludzi, ukończył University of Cumbria na kierunku… teoria i historia kina ze specjalnością sztuki performatywne. Jest więc Hunnam jednym z nielicznych przykładów aktora z wykształceniem krytycznofilmowym. Można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby Charliemu brakowało recenzji jego wystąpień na odpowiednim poziomie, ma wszelkie kwalifikacje do tego, by takową spłodzić samemu.

Przed kamerę trafił dzięki… zakupom po pijaku. Pewnego razu w przedświątecznej gorączce na niemałym rauszu pajacował w jednej z galerii handlowych (które, co oczywiste, wówczas nazywano jeszcze centrami handlowymi lub domami towarowymi, ale my nie o tym) razem z kolegami. Przypadkiem dostrzegł go jeden z twórców realizowanego od 1989 roku w Newcastle serialu dla młodzieży Byker Grove, gdzie Charlie wystąpił w niewielkim epizodzie. Już rok później zdobył angaż do sporej, dziesięcioodcinkowej roli w popularnym serialu Queer as Folk, opowiadającym o środowisku gejowskim w Manchesterze. Wcielenie się w nastoletniego geja na tak wczesnym etapie kariery, było niezwykle odważną decyzją, która jednak opłaciła się Hunnamowi – jego rola została dobrze oceniona, a także, jak dowiodły jego późniejsze ekranowe wcielenia, nie przeszkodziła mu w graniu heteroseksualnych twardzieli. Bardzo szybko zdecydował o przenosinach za ocean – uznał, że jeżeli nie będzie badać filmów, ale je tworzyć, największe szanse ma w Hollywood.

Ostatnio dodane