Recenzje

SKLEP Z JEDNOROŻCAMI. Daremny debiut

"Sklep z jednorożcami" nikomu nie zawróci w głowie i zasili grono daremnych reżyserskich debiutów.

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

Gdy usłyszałem tytuł reżyserskiego debiutu Brie Larson, byłem całkowicie przekonany, że to jakaś pomysłowa metafora. Zaintrygował mnie ten marzycielski tytuł, dlatego ucieszyłem się, gdy Sklep z jednorożcami wylądował na Netfliksie. Jakież było moje rozczarowanie, gdy uświadomiłem sobie, że mimo wrodzonej aktorskiej lekkości Brie Larson ma do reżyserii rękę ciężką jak stary marynarz.

Unicorn Store

Kit (w tej roli sama Larson) to dziewczę przed trzydziestką, któremu marzyła się kariera w świecie sztuki. Brutalne zderzenie z rzeczywistością (a raczej: z opinią profesora szkoły artystycznej) powoduje, że bohaterce wali się cały świat. Wraca do domu rodziców i początkowo wpada w szpony marazmu: kanapa, pilot, użalanie się nad sobą – pełny zestaw. Wkrótce jednak, zmotywowana presją wywieraną przez rodziców, zatrudnia się jako stażystka w firmie PR-owej. Choć wydawałoby się, że praca biurowa będzie zabójcza dla artystycznej duszy, okazuje się, że Kit całkiem nieźle odnajduje się w korporacyjnych trybach, a zachowujący się dwuznacznie wiceprezes firmy szybko zwraca na nią uwagę. Gdy wydaje się, że niedoszła malarka na dobre wpadła w szpony biurowej machiny, Kit otrzymuje zaproszenie do wyjątkowego sklepu – zgadnijcie jakiego.

Unicorn Store

Larson usiłuje połączyć tu dwie płaszczyzny fabularne – realistyczną i magiczną – ale ten zestaw ani przez moment nie wydaje się spójny. Sklep z jednorożcami jest filmem nierównym od pierwszej sceny – otwierają go prywatne nagrania Brie Larson z dzieciństwa, a w kolejnej sekwencji widzimy Kit w przypływie artystycznego natchnienia. Następnie może się wydawać, że debiut Larson będzie zmierzał w stronę nurtu mumblecore, a już za chwilę niektóre kadry wyglądają niczym u Wesa Andersona. Brie w roli Kit jest wystarczająco charyzmatyczna, choć nie jest to dobrze napisana postać – nie uwierzyłem w nią zupełnie, bo za wiele w niej niespójności, a żadna z jej wielu twarzy nie wydaje się wiarygodna. Zresztą każdy z bohaterów pierwszego czy drugiego planu jest tu jakby nie na miejscu – rodzice Kit (Joan Cusack i Bradley Whitford) nie są ani wystarczająco pokręceni, ani dość partnerscy dla swej córki, Samuel L. Jackson w roli prowadzącego sklep z jednorożcami nie robi nic poza byciem dziwnym, a jedyna wyrazista postać, Virgil (Mamoudou Athie), nie otrzymuje wystarczająco dużo miejsca, by rozwinąć skrzydła.

Unicorn Store

Scenariusz Samanthy MacIntyre (jej dorobek na tym gruncie nie powala…) również pozostawia wiele do życzenia – raz jest to opowieść o poszukiwaniu siebie, innym razem na pierwszy plan wysuwa się spełnianie marzeń, a za chwilę okazuje się, że to feministyczny manifest, w którym bohaterka posługuje się frazesami typu: “Faceci nic nie wiedzą – ja wiem!”. Najtrudniej jednak twórczyniom zdecydować się, czy opowiadają bardziej komediodramat o millenialsach, czy raczej współczesną baśń z elementami prawdziwej magii. I choć w finałowej sekwencji dość jasno się deklarują, widzowi trudno ukryć poczucie zawodu faktem, że Sklep z jednorożcami nie wykorzystuje potencjału, by stać się naprawdę fajnym debiutem i po prostu wartościowym przedstawicielem nurtu amerykańskiego kina niezależnego. Tymczasem w bibliotece Netflixa znajdziecie całe mnóstwo tytułów, które dojrzałością wykonania biją na głowę reżyserski debiut Larson.

Unicorn Store

Chyba jednak jeszcze za wcześnie dla Kapitan Marvel na reżyserski podbój świata. Brie Larson to utalentowana aktorka, która ma w sobie sporo lekkości i naturalnej charyzmy, ale nie ma jeszcze pomysłu na siebie po drugiej stronie kamery. Sklep z jednorożcami nikomu nie zawróci w głowie i zasili grono daremnych reżyserskich debiutów. Czas pokaże, czy Brie Larson nauczy się na błędach i ponownie spróbuje swych sił w tym fachu, czy raczej skupi się na tym, co wychodzi jej lepiej, czyli aktorstwie.

Ostatnio dodane