Connect with us

Recenzje

PIĘKNY PORANEK. Klasyczny francuski film

Léa Seydoux gra jedną ze swoich najlepszych ról w prawdopodobnie najlepszym dotychczas filmie Mii Hansen-Løve.

Published

on

PIĘKNY PORANEK. Klasyczny francuski film

Kino francuskie to jedna z najstarszych i najbardziej zasłużonych kinematografii, która na przestrzeni historii X muzy wydała wielu przełomowych twórców, wiele nurtów i przewrotów. Choć znad Sekwany często w świat idą ekstrawaganckie impulsy nowego – tam konwencje łamali Godard i Truffaut, obalano seksualne tabu, nawet ostatnio kinowe salony zdobyło szturmem ekstremalne, transhumanistyczne Titane Julii Ducournau – to sztandarowym dla kinematografii V Republiki jest jednak wciąż klasyczne, melancholijne i rozgadane kino obyczajowe (najczęściej z paryskimi ulicami jako plenerem).

Jedną ze współczesnych strażniczek tej tradycji jest Mia Hansen-Løve, bardziej niż w awangardowe manifesty zapatrzona w niespieszne opowieści o charakterach w stylu Erica Rohmera czy André Téchiné. Piękny poranek, jej najnowszy film, nie przynosi w tej kwestii zmiany – wręcz przeciwnie, cementuje estetykę reżyserki i jej pozycję we francuskim krajobrazie.

Advertisement

Subtelnie o najcięższych rzeczach

Film Hansen-Løve portretuje wycinek życia trzydziestokilkuletniej Sandry, samotnej matki dziewczynki w wieku szkolnym. Jej życie dzieli się między pracę tłumaczki, opiekę nad dzieckiem oraz wizyty u cierpiącego na nieuleczalną chorobę, powoli tracącego kontakt z rzeczywistością ojca. Jednym z dwóch kół zamachowych, które wprawiają w ruch narrację Pięknego poranka, jest oglądane z perspektywy kochającej i bezradnej córki powolne osuwanie się niegdyś przenikliwego profesora filozofii w otchłań nieświadomej bezradności. Hansen-Løve z delikatnością wobec ludzkiej tragedii, ale i dawką realistycznej szorstkości pokazuje zmagania rodziny z systemem opieki społecznej, poszukiwania miejsca dla niesamodzielnego staruszka, przenoszenie go z miejsca na miejsce i przykre znikanie mężczyzny z życiowego horyzontu.

Drugim wątkiem, wokół którego organizuje się narracja filmu, jest romans Sandry z żonatym dawnym przyjacielem Clémentem. Dwie dość niezależne i odległe od siebie linie życia bohaterki wyznaczają ramy jej psychologicznego portretu, który buduje miarowo reżyserka Wyspy Bergmana.

Advertisement

Klasyczne środki

Środki stosowane przez Hansen-Løve są klasyczne, by nie powiedzieć formalnie konserwatywne. Narracja składana jest z ciągu szybko następujących po sobie epizodów kadrowanych w krótkich i ciasnych ujęciach. Wszystko pokazane jest po prostu, zwyczajnie i w sposób nastawiony na sukcesywne rozwijanie obrazu życia Sandry. Nie ma tu scen spektakularnych (nawet pocałunki czy seks kochanków są trywialne i pozbawione wizualnej egzaltacji), nie ma jednak też powolnie snujących się długich ujęć. Tej dynamice przedstawienia towarzyszy swoista antydramatyczność – nawet momenty większej wagi, w których odkrywane są głębsze (i mroczniejsze) konteksty zdarzeń, dokonują się życiowe zakręty i rozpadają złudzenia, są wtłoczone w konwencję codziennych scenek.

Nikt nie krzyczy, nikt nie trzaska drzwiami, a łzy ronione są ukradkiem. Ocierająca się o banał konwencja, którą stosuje Hansen-Løve, służy oddaniu rytmu życia bohaterki i stworzeniu opowieści skromnej, subtelnie zaglądającej w świat życiowych dramatów, które dzieją się po prostu w ramach zwykłego biegu zdarzeń, a nie podczas wielkich zerwań tegoż.

Advertisement

Świetna Léa Seydoux

STALINGRAD (1993)

W tym wszystkim jest Léa Seydoux, podobnie jak Isabelle Huppert w Co przynosi przyszłość, nadająca filmowi duszę i urok. Ubrana w zwyczajne ciuchy, obcięta à la Jean Seberg, aktorka bez zbędnych fajerwerków kreuje postać kobiety po prostu radzącej sobie z życiem. Czasem cierpi, czasem ogarnia ją zwątpienie, a czasem idzie przez kolejne sytuacje z cichą pewnością siebie i lekkim uśmiechem. Seydoux pojawia się ostatnio dość często na ekranie, jednak jej występ w Pięknym poranku wyróżnia się na tle tego, co robiła ostatnimi czasy. W przeciwieństwie do tych produkcji, w których przypadała jej rola w pewnej mierze ozdobnika, mniej lub bardziej eksponowanego „eye candy” (Nie czas umierać, Zbrodnie przyszłości, nawet Andersonowski Kurier Francuski), a także do tych, w których musiała swoją charyzmą ciągnąć film przez dramaturgiczne mielizny (Historia mojej żony Ildikó Enyedi, France Bruno Dumonta, Tromperie Arnauda Desplechina); od Hansen-Løve – zresztą symptomatyczne, że od kobiety – aktorka dostała w końcu scenariusz, w którym dostaje przestrzeń, by rzetelnie skonstruować postać. W efekcie Seydoux gra jedną z najlepszych ról w swojej dotychczasowej karierze i uwiarygadnia wycofaną symfonię normalności i banału, którą proponuje reżyserka w Pięknym poranku.

Bez przegadania

Sumą tych wszystkich składników jest zgrabny, ujmujący prostotą i emocjonalną prawdziwością film, być może (taką tezę przynajmniej zaryzykuję), że najlepszy jak dotąd w dorobku Mii Hansen-Løve. Reżyserka wyraźnie akcentuje swoją autorską tożsamość, ale równocześnie odchudza swoją z lekka staroświecką stylistykę o to, co najbardziej jej zawadzało w poprzednich filmach. W Pięknym poranku pojawiają się dość rozbudowane kontekstualizacje centralnych narracji za pośrednictwem tematu trudności komunikacji (w nawiązaniu do zawodu Sandry), egzystencjalne rozważania o przemijaniu i ulotności (kontekst dorobku odchodzącego ojca), a nawet nawiązania kosmiczno-astronomiczne (tą działką zajmuje się z kolei Clément).

Advertisement

Ale o ile w Co przynosi przyszłość czy Wyspie Bergmana tego typu dostawki przybierały formę nieznośnej, przeintelektualizowanej kulturoznawczej paplaniny, o tyle w Pięknym poranku są raczej dodatkiem, nie przytłaczają narracji. Dzięki temu odjęciu nawet co bardziej kiczowate zagrywki narracyjne czy teksty w rodzaju pompatycznych deklaracji miłości brzmią tu jakby naturalniej, wręcz pasująco do codziennego banału akcji filmu, który jest melancholijny, sentymentalny, ale i niewymuszony, prawdziwy.

Advertisement

Antropolog, krytyk, praktyk kultury filmowej. Entuzjasta kina społecznego, czarnego humoru i horrorów. W wolnych chwilach namawia znajomych do oglądania siedmiogodzinnych filmów o węgierskiej wsi.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *