Recenzje

OCEAN’S 8. Kobieca siła przejmuje zakurzoną markę

Lekka i stylowa komedia sensacyjna, która doskonale wpisuje się w feministyczną rewolucję kina mainstreamowego

Autor: Filip Pęziński
opublikowano

Może trudno w to uwierzyć, ale to już piąty film z Ocean’s… w tytule. Historia marki rozpoczęła się w 1960, kiedy premierę miała Ryzykowna gra (Ocean’s 11) z Frankiem Sinatrą w roli głównej. Ponad cztery dekady później powstał wypełniony gwiazdami (m.in. George Clooney, Brad Pitt, Matt Damon czy Andy Garcia) remake klasyka, który z kolei doczekał się aż dwóch sequeli. Po dwunastu latach Warner Bros. postanawia odświeżyć zakurzoną serię i prezentuje nam sfeminizowany spin-off czy wręcz subtelny reboot. Czy warto było czekać na kolejny skok? Owszem, bo dostajemy kawał niezobowiązującej, ale nad wyraz udanej rozrywki. 

Debbie Ocean, siostra granego w poprzednich odsłonach przez George’a Clooneya Danny’ego Oceana, wraz z ekipą zaufanych sojuszniczek organizuje skok na biżuterię podczas dorocznej gali w nowojorskim muzeum sztuki. Wśród głównie damskiej obsady zobaczymy m.in. Sandrę Bullock, Cate Blanchett, Anne Hathaway, Sarah Paulson, Helenę Bonham Carter czy Rihannę. Znaczącą rolę w fabule odgrywa tak naprawdę zaledwie dwóch mężczyzn – w nich wcielają się Richard Armitage i James Corden. 

Z lekkością łączy sensacyjny charakter z komediowym sosem

Dostaliśmy film dynamiczny, który z lekkością łączy sensacyjny charakter z komediowym sosem. Intryga nie odbiega za bardzo od standardów filmów z George’em Clooneyem, a w dużym stopniu, głównie przez wpleciony w całość wątek osobistego rewanżu, do nich nawiązuje. Po raz kolejny zatem mamy do czynienia z klasycznym już podziałem na zbieranie tytułowej ekipy nietypowych indywidualności, planowaniem i realizacją skoku oraz wymierzonymi w trzeci akt fabularnymi zwrotami akcji. Sympatycy serii doskonale znają ten model i nie powinni zgłaszać zastrzeżeń, ale warto podkreślić, że film wciąż potrafi kilka razy widza zaskoczyć.

Bardzo ucieszył mnie rzucający się w oczy od pierwszej minuty seansu fakt, że reżyser Gary Ross bardzo zgrabnie oddaje styl narracji i wizualny pomysł narzucony prawie dwie dekady temu przez reżysera Stevena Soderbergha. Obraz oferuje bardzo charakterystyczny i szybki montaż, ale nie traci przy tym obecnej od początku elegancji. Warto też docenić zaskakująco udaną ścieżkę dźwiękową – pozytywne wrażenie robi zarówno oryginalny soundtrack, jak i wykorzystane w filmie piosenki. Uśmiech na twarzy wywołują również liczne, mniej lub bardziej istotne, cameo.

Rodząca się feministyczna rewolucja kina mainstreamowego

Na pewno nie mogę też pozostać obojętny na fakt, że Ocean’s 8 to film niemal w pełni obsadzony rolami kobiecymi. Zabieg wypada bardzo naturalnie, bo bohaterka grana przez Sandrę Bullock, planując skok, mówi wprost – “Faceci rzucają się w oczy, a my chcemy być ignorowane”. Cytat ten nie tylko fabularnie uzasadnia zamysł studia, ale i świetnie, przewrotnie wpisuje się w rodzącą się na naszych oczach feministyczną rewolucję kina mainstreamowego. Sfeminizowana ekipa nadaje filmowi ciekawego, odbiegającego od tego typu kina sznytu, a strzały castingowe wypadają nad wyraz udanie. Błyszczy zwłaszcza rozkosznie bawiąca się swoją rolą Anne Hathaway, ekran wielokrotnie kradnie też Rihanna. Szkoda tylko, że główna, grana przez Sandrę Bullock, bohaterka na tle innych postaci wypada bardzo blado, a przez to sama aktorka niewiele może widzom zaprezentować.

Na seans Ocean’s 8 wybrałem się z dużym dystansem i brakiem oczekiwań, a dostałem naprawdę sprawne, zabawne i wciągające kino rozrywkowe. Odkurzenie marki i przerzucenie historii na barki nowej, kobiecej ekipy okazały się trafną decyzją. Z dużą chęcią obejrzałbym kontynuację, a tytuł filmu wyraźnie sugeruje, że studio ma chrapkę na Ocean’s 9 i Ocean’s 10, które dobiłyby do swoich starszych, obsadzonych przez ekipę George’a Clooneya braci (Ocean’s 11, Ocean’s 12, Ocean’s 13). Kto wie, może udałoby się nawet połączyć losy obu ekip. Nie miałbym nic przeciwko! 

Ostatnio dodane