Recenzje

NAGA BROŃ: Z AKT WYDZIAŁU SPECJALNEGO. 30 lat od premiery

Do dziś nic nie wzbudza równie głośnych salw śmiechu jak przygody nierozgarniętego porucznika Drebina.

Autor: Dawid Konieczka
opublikowano

Dawno, dawno temu, kiedy niewybredne żarty o niepoprawnych politycznie podtekstach nie doprowadzały opinii publicznej do szewskiej pasji — czyli w latach osiemdziesiątych — triumfy święciło trio znane w branży jako ZAZ. David Zucker, Jim Abrahams i Jerry Zucker tworzą tercet odpowiedzialny za produkcję, reżyserię i scenariusze takich klasyków amerykańskiej komedii jak Czy leci z nami pilot?, Ściśle tajne oraz Hot Shots! Jednym ze szczytowych osiągnięć tercetu parodystów jest Naga broń, swoista kontynuacja miniserialu Brygada specjalna, dająca początek jednocześnie mniej lub bardziej udanej trylogii filmowej.

Niezapomnianym bohaterem filmu i całego cyklu jest porucznik Frank Drebin, funkcjonariusz wydziału specjalnego policji w Los Angeles. Charyzmatyczny i odważny, łączy w sobie cechy tajnego agenta w typie Jamesa Bonda (zwłaszcza jego zamiłowanie do kobiet) oraz detektywa rodem z seriali kryminalnych, samotnie tropiącego przestępców, skłonnego do licznych monologów wewnętrznych i działań na pograniczu etyki zawodowej. To, co odróżnia Franka od innych stróżów prawa, to wręcz nieprzeciętna głupota. Poczciwy porucznik ma zdecydowanie więcej szczęścia niż rozumu, jest nieporadny i niepoprawny. To właśnie on rozpoczyna śledztwo w sprawie próby zabójstwa swojego przyjaciela, Nordberga (O.J. Simpson). Trop prowadzi do Vincenta Ludwiga (Ricardo Montalban), szanowanego biznesmena uwikłanego w spisek na życie królowej Elżbiety II. Na dodatek Frank napotyka na swojej drodze piękną współpracowniczkę Ludwiga, Jane (Priscilla Presley), a ta z miejsca wpada mu w oko.

naked-gun-leslie-nielsen-1

Trzej panowie ZAZ, wraz ze współtwórcą scenariusza, Patem Proftem, stworzyli dzieło, które aż kipi od absurdalnego, a momentami nawet głupawego humoru. Naga broń nie jest jednak filmem durnym, przynajmniej nie w negatywnym sensie. Twórcy poruszają się po cienkiej granicy przesady, przez co niedorzeczne gagi maksymalnie wykorzystują swój potencjał komiczny, jednocześnie nie wzbudzając u widza zażenowania. Łatwo byłoby tu o dzieło skonstruowane wyłącznie na bazie luźno powiązanych ze sobą dowcipów, ale właśnie złożenie ich w konkretną, choć raczej prostą fabułę skutecznie chroni Nagą broń przed popadnięciem w bzdurę. Dzięki temu znakomicie niedorzeczny humor przenika niemalże każdą scenę, czasem będąc w centrum zainteresowania (jak choćby w kultowym już ujęciu eksplodującego sklepu z fajerwerkami, w którym „nie ma nic do oglądania”), a czasem uobecniając się nieco subtelniej — przykładowo, gdy kamera, podążając za bohaterami, przejeżdża przez ścianę rozdzielającą pomieszczenia, główny bohater ostentacyjnie przechodzi wraz z nią bez korzystania z drzwi.

Jego Frank Drebin stał się ikoną amerykańskiej komedii (...)

Tak udana parodia kryminału nie byłaby możliwa bez doskonałego Lesliego Nielsena. Komediowe umiejętności Kanadyjczyka zostały dostrzeżone dopiero przez Zuckerów i Abrahamsa, którzy obsadzili go w Czy leci z nami pilot? Była to przełomowa rola w karierze Nielsena, dotąd raczej grywającego w dramatach, ale skrzydła mógł rozwinąć dopiero w Nagiej broni. Jego Frank Drebin stał się ikoną amerykańskiej komedii, a on sam oparł swoje aktorstwo na dwóch skrajnościach — śmiertelnej powadze, głównie podczas wygłaszania nonsensownych kwestii oraz slapstickowej nadekspresji. Nielsen okazuje się elementem wyważającym komizm całego dzieła, uosabiającym jego mało wyszukany charakter, odżegnującym się jednak od przesadnego prostactwa. Film nie unika bowiem sprośnych żartów ani iście kreskówkowego przerysowania, ale ZAZ na szczęście zachowują umiar i zdecydowaną większość gagów budują na zwyczajnej absurdalności postaci, sytuacji i językowych nieporozumień.

Od premiery pierwszej odsłony Nagiej broni minęło już trzydzieści lat, ale film nie zestarzał się ani odrobinę i raczej nie grozi mu to w najbliższej przyszłości. Perypetie bezmyślnego, acz nieugiętego i sympatycznego porucznika Drebina, miłośnika kobiet i dwuznacznych aluzji, bawią swoją bezpretensjonalnością i nieskrępowaniem, których ostatnimi czasy jest w świecie filmu jakby mniej. Śmiejemy się z kuriozalnych scen i nierozgarniętych bohaterów, mogąc całkowicie porzucić wszelkie poczucie przyzwoitości i cieszyć się serwowaną przez twórców przemyślaną, przezabawną głupawką.

Ostatnio dodane