Recenzje
KRÓL TYGRYSÓW. Z kamerą wśród dzikich kotów
W „KRÓLU TYGRYSÓW” odkrywamy szalony świat amerykańskich hodowców dzikich kotów, gdzie zdrada i zbrodnia są na porządku dziennym.
Główny bohater Króla tygrysów nazywa siebie Joe Exotic i trudno o bardziej trafny pseudonim, ponieważ to, co przedstawia najnowszy serial dokumentalny Netfliksa, to – przynajmniej dla polskiego widza – prawdziwa egzotyka. W realizowanym przez pięć lat przedsięwzięciu Eric Goode i Rebecca Chaiklin przedstawiają szalony świat amerykańskich hodowców dzikich zwierząt, w którym zdrada, kłamstwo i zbrodnia są na porządku dziennym.
Większość ludzi na świecie zadowala się posiadaniem psa, kota lub chomika, co bardziej odważni decydują się na węża czy tarantulę. Ale Król tygrysów nie opowiada o większości ludzi – jego bohaterami są osobnicy zafascynowani dzikim zwierzętami: tygrysami, lwami, panterami i gepardami, hodujący je wbrew rządowym zakazom i sprzeciwom organizacji ochrony praw zwierząt. Dokument duetu Goode–Chaiklin przygląda się przede wszystkim działalności Joego Exotica – wyjątkowo ekscentrycznego osobnika, który pod koniec lat 90.
założył Greater Wynnewood Exotic Animal Park, prywatne zoo zlokalizowane w Oklahomie, które jest dziś domem dla kilkuset zwierząt reprezentujących ok. 50 gatunków. Exotic poświęcił lwią, nomen omen, część życia na walkę z Carole Baskin, inną fascynatką wielkich kotów, współzałożycielką Big Cat Rescue, instytucji działającej na rzecz dzikich zwierząt, choć jednak komercyjnej. W Jednym z najciekawszych „przypadków” jest Bhagavan „Doc” Antle, założyciel potężnego prywatnego rezerwatu, który zbudował wokół instytucji rodzaj duchowej społeczności, a raczej – jak wskazują na to wypowiedzi osób z wewnątrz – najzwyklejszej sekty…
Najmocniejszą stroną Króla tygrysów są jego bohaterowie – nietypowi, intrygujący i odpychający jednocześnie, tak ekscentryczni, że aż trochę nierealni. Jednocześnie jednym z największych grzechów składającego się z siedmiu odcinków serialu dokumentalnego jest poczucie niedosytu, które pozostawia w widzach. Eric Goode i Rebecca Chaiklin zebrali przez pięć lat wystarczająco materiału, by nakręcić osobny sezon o każdym z tych ekscentryków, a tymczasem całość skondensowano do kilku niespełna godzinnych epizodów, przez co Król tygrysów wydaje się jedynie nadgryzieniem tematu.
Ja najbardziej żałuję, że nie został rozwinięty wątek „Doca” Antle’a, bodaj największego megalomana z całej tej menażerii, a jednocześnie człowieka, który najprawdopodobniej ma na koncie molestowanie, gwałty i szereg innych przewin w stosunku do swoich „podopiecznych”. Chciałbym także dowiedzieć się więcej o współzależnościach panujących w środowisku hodowców wielkich kotów –
Król tygrysów to bez wątpienia znakomita rozrywka – choć formalnie nie ma nic nowego do zaoferowania, bohaterowie serialu są prawdziwą studnią bez dna, jeśli chodzi o anegdoty, kryminalne wątki czy dialogi, niezwykle barwne i autentyczne. Oglądając na ekranie Joego Exotica, „Doca” Antle’a czy Carole Baskin, byłem na przemian rozbawiony, zaintrygowany, obrzydzony i skonfundowany.
Hodowcy dzikich kotów to bez wątpienia jedno z najciekawszych środowisk, jakie dane mi było ostatnio poznać, i jestem pewien, że kryje w sobie jeszcze mnóstwo szokujących tajemnic i intrygujących wątków.
