search
REKLAMA
Archiwum

INVICTUS – NIEPOKONANY. Rugby jednoczy Południową Afrykę

Ewelina Burda

18 lipca 2018

REKLAMA

Łacińsko brzmiący tytuł najnowszego filmu Clinta Eastwooda nie ujawnia wielu treści, lecz uważniejsza konfrontacja z obrazem rekompensuje wstępny dysonans. Posiłkując się słownikiem, dowiadujemy się, że “invictus” oznacza “niezwyciężony”. Bezpośrednio z fabuły zaczerpniemy informację, że termin odnosi się do wiktoriańskiego poematu Williama Ernesta Henleya. W wierszu padają, między innymi, następujące konstatacje: “Sternikiem swoich losów jestem sam; Własnej duszy kapitanem”. Przytoczone wersy głęboko zapadły w pamięć i przez 27 lat dopingowały Nelsona Mandelę (Morgan Freeman). Po długoletnim pobycie w więzieniu Madiba (tak zwracają się do Mandeli rdzenni mieszkańcy Afryki) odzyskuje wolność, następnie wygrywa wybory i obejmuje urząd prezydenta. Piastując posadę pierwszego czarnoskórego lidera RPA, przekazuje kopię utworu poetyckiego Francois Pienaarowi (Matt Damon), kapitanowi narodowej drużyny rugby “Springbok”.

Kadr z filmu "Invictus"

Przywódca wierzy, że przy odpowiedniej strategii i nastawieniu zwycięstwo jest na wyciągnięcie ręki. Skąd to sportowe zaangażowanie Mandeli? Pierwszy rok urzędowania zbiegł się z Pucharem RPA w rugby w 1995 roku, imprezą, której wymiar wykroczył poza boisko do gry. Nowo obrany zwierzchnik państwa dążył do zdemokratyzowania Republiki, co wiązało się z obaleniem rasistowskiego apartheidu, a narzędziem do tych zmian miało być rugby… Szybko stało się jasne, że doktryna, którą narzucili mieszkańcom Czarnego Lądu biali mieszkańcy kontynentu, nieprzerwanie segreguje obywateli na wielu płaszczyznach społecznych. Generowały się liczne tarcia, bo w pamięci niektórych apartheid wyrył się jako czas rozwoju gospodarczego, podczas gdy nowa władza kojarzyła się z bezrobociem, falą migracji; jednak o tych fatalizmach reżyser nie wspomina.

Przebaczenie i pojednanie – te hasła padają z ust Madiby najczęściej. Pierwotnie dość mglista wizja scalenia społeczeństwa, krystalizuje się w wyniku darowania dawnych win i masowego poparcia dla zespołu rugbistów. Prezydent i Pienaar łączą siły, doprowadzają drużynę do zwycięstwa Pucharu Świata i pojednania rozwarstwionego społeczeństwa. Wyimaginowany scenariusz – zarzucą niektórzy, jednak niezwyciężony Eastwood udowadnia, że idealizm skutkuje. Amerykańskiemu twórcy udało się zachować równowagę pomiędzy naczelnymi osiami fabuły, aczkolwiek finałowy dwudziestominutowy ciąg obrazujący mecz z Nową Zelandią nieznacznie się dłuży, w sekwencjach zabrakło sportowej walki, rywalizacji i napięcia.

Kadr z filmu "Invictus"

Pomimo drobnych uproszczeń faktograficznych, Eastwood umiejętnie spaja wątek polityczny z historią zawodów rugby. Celuloidowa opowieść o rozgrywkach meczowych, pokonywaniu uprzedzeń, politycznym przywództwie nie zasili pomnikowych hymnów na cześć wielkich autorytetów. Madina, pierwszy czarnoskóry prezydent RPA, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, najsłynniejszy więzień polityczny świata, działacz na rzecz praw człowieka – nietrudno domyślić się, że obserwujemy Mistrza. Za pośrednictwem wybitnej kreacji Morgana Freemana Mandela wydaje się być ponad nami. Bohater skrywa w sobie ciężar długoletniej izolacji, odosobnienia od rodziny. Jednocześnie obserwujemy prozę życia prezydenta, kiedy wczesnym rankiem wybiera się na spacer, nosi specyficzne, kolorowe koszule, żartuje ze współpracownikami, bo “dla niego nikt nie jest niewidzialny”, oraz gdy traci przytomność wskutek przemęczenia. Invictus szkicuje kontekst społeczny towarzyszący początkom prezydentury Maniby, jednak wnikliwszy życiorys polityczny bohatera czy kłopoty gospodarcze ówczesnej RPA pozostają względnie niezauważone.

Kadr z filmu "Invictus"

Kluczem interpretacyjnym filmu nie jest boisko do rugby. Istota znaczeniowa tkwi w pojedynczych sekwencjach, które w przeciwieństwie do kryształowych postaci, poprawności politycznej, czy fasadowych przemian, wzbogacają historię o ton hołdu, nieegzaltowaną edukację, poruszającą serca i stymulującą umysły. Podglądając rodzinę kapitana drużyny rugby, przekonujemy się o stopniowym zjednoczeniu podzielonego kraju. Integrację równie wyraziście demonstrują przedstawiciele ochrony prezydenta. Zarówno Afrykanerzy, jak i Afrykanie łączą siły w imię wspólnego celu – zapewnieniu bezpieczeństwa Mandeli. Funkcję nośników treści pełnią również sceny: kiedy prezydent rezygnuje z 1/3 zbyt wysokiej pensji, aby przekazać część na cele dobroczynne; finałowy mecz z Nową Zelandią, który czytelnie uwierzytelnia postęp w jednoczeniu skłóconych obywateli. Puste ulice miasta, wszyscy gromadzą się w pubach, domach, na stadionie, Afrykanerzy i Afrykanie, biali policjanci i czarnoskóre biedne dzieci obok siebie kibicują drużynie “Springbok”.

Kadr z filmu "Invictus"

Reżyserowi można zarzucić trywializację prawdy historycznej, odnosi się wrażenie, że w ciągu dwóch lat Mandela zajmował się wyłącznie rugby, ustalaniem strategii sportowych. Z celuloidowej taśmy wyłania się figura prezydenta- symbolu, który w istocie był skutecznym liderem. Błyskotliwa gra aktorska i oprawa muzyczna popełniona przez Kyle’a Eastwooda tuszują niedociągnięcia fabuły. Nie bacząc na drobne wpadki, Invictus wiarygodnie i zwycięsko obrazuje lidera tęczowego narodu.

Tekst z archiwum film.org.pl (11.03.2010).

REKLAMA