Recenzje

EL CAMINO. FILM „BREAKING BAD”. Udana kontynuacja serialu

Fani Breaking Bad, do których przecież głównie kierowana jest ta kontynuacja, będą usatysfakcjonowani – nawet jeśli w ciągu ostatnich sześciu lat ktoś zdążył sobie ułożyć w głowie, jak potoczyły się dalsze losy Jesse'ego, wizja Gilligana nie powinna go rozczarować.

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

Jesse Pinkman powraca

W jednej ze scen z Breaking Bad Jesse Pinkman opowiada historię o tym, jak na fakultatywne licealne zajęcia z obróbki drewna miał przygotować własnoręcznie wykonane pudełko. Nie przyłożył się do zadania, wobec czego nauczyciel spytał go grzecznie, czy to wszystko, na co go stać. Słowa te dały Pinkmanowi do myślenia. Przez kolejne dni starał się stworzyć idealne pudełko, aż wreszcie po kilku próbach osiągnął swój cel – jego praca była perfekcyjna. Nie docenił tego, bo szkatułkę oddał wkrótce za niecałe trzydzieści gramów trawki. Zmarnował swój potencjał, nie po raz pierwszy i nie ostatni.

Koniec końców nic nie było dla niego jednak tak zgubne, jak spotkanie na swojej drodze Waltera White’a. Zetknięcie się z byłym nauczycielem i nawiązanie z nim współpracy ustanowiło punkt zwrotny w życiu Pinkmana, bo w perspektywie czasu okazało się zwyczajnie destrukcyjne. Wszelkie próby wyjścia na prostą – a z czasem Jesse podjął ich co najmniej kilka – miały się zakończyć fiaskiem, w czym dużą rolę odegrała działalność White’a. W ostatnich kilku odcinkach serialu nieszczęścia Jesse’ego osiągają apogeum – jest zmuszony gotować metaamfetaminę jako niewolnik neonazistów, którzy traktują go gorzej niż zwierzę. Pinkmana oswobadza White – przynajmniej w taki sposób może spróbować zrekompensować mu wszystkie krzywdy. Ostatni raz widzimy Jesse’ego w serialu, gdy ucieka w aucie El Camino i krzyczy wniebogłosy, na wpół z ulgi, na wpół z rozpaczy.

W tym samym momencie zastajemy Pinkmana w filmowym epilogu serialu. Napisana i wyreżyserowana przez twórcę Breaking Bad, Vince’a Gilligana, produkcja w całości skupia się na bohaterze granym na Aarona Paula i jego dalszych próbach, by wreszcie osiągnąć spokój – czego metaforą może być pudełko z przytoczonej powyżej historii. Podczas kampanii promocyjnej tego nakręconego w sekrecie filmu twórcy byli bardzo powściągliwi w zdradzaniu elementów fabuły i członków obsady (oczywiście poza postaciami widocznymi w teaserach), zatem i ja nie będę dzielić się szczegółami. Napiszę jedynie, że zgodnie z zapowiedzią Gilligana w El Camino widzimy kilka znanych nam twarzy i każdorazowo jest to gratka dla fanów Breaking Bad, nawet jeśli dany występ to ledwie niewielki epizod.

Choć od zakończenia serialu minęło już ponad sześć lat, upływu tego czasu kompletnie nie czuć w filmie Gilligana. Stylistycznie zupełnie nie różni się on od Breaking Bad, co bynajmniej nie jest wadą, bo pozwala traktować go jako integralną część tej historii. Gilligan i operator Marshall Adams raczą nas znakomitymi zdjęciami, do których przyzwyczaił nas już serial, bawiąc się kompozycją kadru i kapitalnie wykorzystując wnętrza i plenery. Nakręcony za niecałe sześć milionów dolarów film wygląda rewelacyjnie. Gilligan poza świetną robotą reżyserską po raz kolejny spisał się też jako scenarzysta. Umówmy się, fabuła El Camino nie jest skomplikowana i brakuje w niej intryg, których pełno było w Breaking Bad, ale chyba nikt się takowych nie spodziewał. To film Jesse’ego, jego podróż, jego wspomnienia i jego próba ułożenia sobie rozsypanego w drobne kawałki życia. Jako taki działa bardzo dobrze i odpowiednio angażuje.

Duża w tym zasługa Aarona Paula – aktor był doceniany za swoją grę już podczas emisji serialu (w którym nigdy nie dał się całkowicie przyćmić wybitnemu Bryanowi Cranstonowi, a w niektórych scenach ściągał na siebie całą uwagę widza), tutaj zaś z powodzeniem wraca do swojej najsłynniejszej roli, grając Jesse’ego – niewielki spoiler – na różnych etapach jego życia i świetnie portretując zmiany w usposobieniu tego bohatera, z czasem coraz bardziej naznaczonego fatalnymi wydarzeniami, które go dotknęły.

Fani Breaking Bad, do których przecież głównie kierowana jest ta kontynuacja, będą usatysfakcjonowani – nawet jeśli w ciągu ostatnich sześciu lat ktoś zdążył sobie ułożyć w głowie, jak potoczyły się dalsze losy Jesse’ego, wizja Gilligana nie powinna go rozczarować. W tęsknocie za Breaking Bad i oczekiwaniu na kolejny sezon Zadzwoń do Saula to znakomita gratka dla fanów świata wykreowanego przez Gilligana, wypełniona bardzo dobrymi dialogami, kilkoma twistami i czarnym humorem. Sprawdźcie, czy Jesse’emu uda się w końcu stworzyć swoje idealne pudełko.

Ostatnio dodane