Recenzje
CARRIE [recenzja]. Mrok, który kryje się w każdym z nas
To właśnie osadzenie historii w rzeczywistości bliskiej współczesnym widzom sprawia, że opowieść Stephena Kinga ponownie nabiera aktualności. Carrie.
Carrie Mike’a Flanagana czerpie z klasyka, ale reżyser osadza tytułową bohaterkę w świecie smartfonów, internetu i anonimowości. Carrie White po tragicznej śmierci ojca zostaje zmuszona do uczęszczania do zwykłego liceum. Rodzice przez lata dbali o jej izolację od grzesznego świata za płotem. Teraz nastolatka, niczym małe dziecko, odkrywa rzeczy, które dla jej rówieśników są zupełnie zwyczajne. Słodkości, biblioteki, spacery po osiedlu, komputery, a nawet pocałunki zakochanych na szkolnych korytarzach. Początkowy zachwyt powoli gaśnie, gdy okazuje się, że świat zewnętrzny potrafi być również okrutny, a dobre serce można łatwo zranić.
To właśnie osadzenie historii w rzeczywistości bliskiej współczesnym widzom sprawia, że opowieść Stephena Kinga ponownie nabiera aktualności. Oglądając ekranizację Carrie z lat 70., widzimy świat, który dziś wydaje się odległy, a momentami wręcz nierealny. Wtedy znęcanie się nad rówieśnikami skupiało się przede wszystkim na działaniach osadzonych w realnym świecie. Przemoc psychiczna i fizyczna – napisy na szafkach, przezwiska, popychanie, ośmieszanie.

Dziś okrucieństwo przeniosło się również do świata internetu. Zdjęcie czy film wykonane jednym kliknięciem, a następnie udostępnione za pomocą kolejnego naciśnięcia ekranu, może trafić do wszystkich. Usunięcie obraźliwego posta uśmierzy nieco ból, ale nie cofnie wyrządzonej krzywdy. W internecie nic nie ginie. Raniące obrazy pozostają z ofiarami, czasem nawet wtedy, gdy te nie są tego świadome.
Flanagan nie spieszy się również z przemianą Carrie w postać, której zaczynamy się bać. Zanim pojawi się gniew i przemoc, dostajemy historię dorastania dziewczyny, która dopiero poznaje świat i próbuje znaleźć w nim swoje miejsce. Dzięki temu horror nie zaczyna się w momencie, gdy Carrie odkrywa swoje zdolności. Zaczyna się znacznie wcześniej – w chwili, gdy widzimy, jak łatwo można skrzywdzić kogoś, kto nie potrafi się jeszcze bronić. Serial pozwala dzięki temu dokładniej przyjrzeć się emocjom bohaterki i kolejnym etapom jej przemiany.

Pojawia się także wątek mamy Carrie. Kobieta, mimo bardzo mocnych przekonań i awersji do współczesnego świata, staje się matką-aktywistką. Poznajemy ją głębiej niż w poprzednich filmowych adaptacjach. Obserwujemy drogę, jaką przeszła, by znaleźć się w tym punkcie życia. Sama walczy ze swoimi demonami i trudnościami związanymi z wychowaniem córki. Jej obecność wpływa również na przestrzeń, w której dorasta Carrie. Dom staje się przedłużeniem świata, który próbuje zatrzymać dziewczynę w dzieciństwie, podczas gdy rzeczywistość poza jego murami nieustannie popycha ją ku dorosłości.
Summer H. Howell, młoda aktorka, która ma już doświadczenie w pracy przy horrorach, wypada fenomenalnie jako Carrie White. Ukazuje anielskość i niewinność nastolatki, która odkrywa swoje moce, a jednocześnie dorasta. Uczy się buntować i stawiać na swoim. Samantha Sloyan (Życie Chucka, Nocna msza, Zagłada domu Usherów), grająca mamę Carrie, nie pozostaje w tyle. Również tworzy silną, złożoną bohaterkę, która uczy się żyć na nowo po ogromnych przemianach.

Przemiany widoczne są również w otoczeniu bohaterów. Zmiany w usposobieniu Carrie i jej dorastanie odzwierciedlają nowe wybory modowe. Fasony, które wyszły z mody, odchodzą w niepamięć. Ubrania tracą szarość, pojawiają się delikatne kolory i wzory. Carrie kwitnie, dojrzewa. Scenografia i kostiumy pozwalają również zarysować linię między znaną widzom współczesnością a domem tytułowej bohaterki, który zdaje się pozostawać zamrożony w czasie. Kontrast ten dobrze pokazuje rozdźwięk między światem, z którego Carrie pochodzi, a tym, do którego dopiero próbuje się dostać.
Serial prowadzi widza więc nie tylko przez kolejne etapy przemiany Carrie, ale również przez proces odbierania jej niewinności. To, co początkowo jest fascynujące i nowe, z czasem zaczyna boleć. Świat, którego tak bardzo chciała doświadczyć, okazuje się pełen okrucieństwa. Trudno jednoznacznie bać się Carrie, kiedy wcześniej dostajemy tak wiele powodów, by przede wszystkim jej współczuć.

Obawiałam się uwspółcześnionej wersji Carrie. Historia Kinga, pod warstwą magii i mroku, ma w sobie jednak ogromną uniwersalność. Znęcanie się nad słabszymi czy innymi występuje niezależnie od epoki. Flanagan proponuje współczesną widzowi wersję Carrie, w której każdy może się przejrzeć. Udowadnia tym samym, że to nie magia, odmienność czy słabość powinny niepokoić ludzi, ale właśnie mrok, który kryje się w każdym z nas.

