Connect with us

Recenzje

BIBLIOTEKARZ 2: TAJEMNICE KOPALNI KRÓLA SALOMONA

„BIBLIOTEKARZ 2: TAJEMNICE KOPALNI KRÓLA SALOMONA” to kontynuacja, która rozczarowuje, oferując słabe przygody i marną fabułę. Kto się skusi?

Published

on

BIBLIOTEKARZ 2: TAJEMNICE KOPALNI KRÓLA SALOMONA

Zamiast obiecanego przygodowego szaleństwa i kupy śmiechu, zrozpaczony widz otrzymuje słaby produkt, nie wyróżniający się niczym od podobnego pseudoprzygodowego telewizyjnego chłamu, a jedyną rzeczą, która pozostaje z tych obietnic jest metaforyczna kupa.

Advertisement

…czyli powodzenia, nie daj się zabić i przywieź wszystkie kwity do rozliczenia!

Trochę ponad rok temu przedstawiony mi został świat Biblioteki – świat fascynujący swoimi możliwościami i przepychem, świat, który z miejsca zaskarbił sobie moją sympatię i miejsce w osobistym panteonie. Bibliotekarz: Tajemnica Włóczni był przełomem w ukazaniu nieskrępowanej przygody popartej fajerwerkami efektów specjalnych i… No dobra, kogo ja chcę oszukać – część pierwsza była telewizyjnym gniotem, który jakimś cudem dostał się do szerszej dystrybucji (w końcu znalazł się nawet w repertuarze polskiej telewizji publicznej) i doczekał z tego względu sequela, do którego z kronikarskiego obowiązku postanowiłem zniechęcić.

Advertisement

A żeby dobrze rozpocząć to zniechęcanie, zacznę od krótkiego przedstawienia skomplikowanej jak budowa cepa do młócenia ryżu fabuły Tajemnic Kopalni Króla Salomona. Otóż podtytuł wmawia nieświadomemu pułapki (oraz części pierwszej) widzowi, że będzie chodziło o efektowną przygodę w afrykańskich plenerach, a najważniejszą jej częścią staną się mityczne Kopalnie pełne nieocenionych skarbów i bogactw. A w wersji filmowej brzmi to następująco: Salomon, bardzo mądry władca żyjący w X wieku p.n.e., schował wszystkie swoje bogactwa w złotej świątyni wybudowanej przez 24 masonów, których osobiście wybrał do tego zadania.

Ale nie złożył tam wszystkich skarbów. W wielkiej tajemnicy przeniósł część gdzie indziej. Do Kopalni, których lokacja nigdy nie została odkryta, co wcale nie oznacza, że nie istnieją. A, i jeszcze zapomniałem dodać jednej rzeczy – podobno Salomon posiadł pewną Księgę, dzięki której mógł przyzywać dusze z zaświatów oraz naginać czas i przestrzeń. Brzmi fascynująco, co nie?

Advertisement

Dostaliśmy nową statuę?
Nie, Steve przypadkowo popatrzył meduzie w oczy.

To dobrze, bo takie nie jest, a zacytowana przeze mnie historyjka ma pokrycie jedynie w słowach padających z ust głównego bohatera. Marna to pociecha. Sequel jest słabszy od oryginału, jak to zwykle bywa, chociaż w tym przypadku należy nadmienić, że nakręcić kontynuację gniota, która będzie gorsza od poprzednika, jest doprawdy osiągnięciem wysokiej klasy. Znając słabości poprzedniej wpadki, twórcy powinni byli zrobić coś z tym fantem, ale po co, skoro zamiast tego można zmodyfikować większość tego, co było in plus. Tajemnica Włóczni została napisana jako poważne inaczej kino Nowej Przygody, które ściągając od najlepszych i dopasowując do siebie elementy, na których łączenie nikt nigdy wcześniej nie wpadł, miało stać się nową jakością.

Advertisement

I to było jej dużą zaletą – całe podejście do produkcji, scenariusza oraz aktorstwa, które z miejsca wywoływało uśmiech na twarzy (to nic, że niezamierzenie). Natomiast sequel robi wszystko, co może, by tego nie powtórzyć i tym razem twórcy nie biorą tematu zbyt poważnie, puszczają co chwilę do widza oko i używają wszelkich możliwych sposobów, by go rozśmieszyć (uciekają się nawet do slapsticku!). I to paradoksalnie jest największą wadą „dwójki”, wadą, która sprawia, że ledwo da się to oglądać, ponieważ sequel praktycznie nie śmieszy… To, co sprawiało, że „jedynka” stała się telewizyjnym hitem, to właśnie ta płynąca z poważnych zamiarów głupota i otrzymany przy okazji komizm sytuacyjny.

A tu, przy większym budżecie, zmodyfikowaniu starych i dodaniu nowych bohaterów oraz mnogości nawiązań (nawet Casablanca dostała swoje 5 minut!), starania twórców rozbijają się o kilka fajnych scen tonących w morzu nudy. I już nawet takie smaczki, jak krwiożercze hipopotamy łakome na czekoladowe batoniki nie śmieszą, bo wiadomo, że lichy dowcip, jaki prezentują, jest zamierzony, a więc sztuczny. W ogóle to za dużo tu bezsensownego gadania, a za mało pozytywnie kiczowatego pseudo-rozmachu, który cechował część pierwszą (Himalaje, Ameryka Południowa, czy o wiele więcej samej Biblioteki).

Advertisement

Odejście od powagi zabiło ten film.

Zawsze znajdzie się jakaś ukryta komnata.

Bibliotekarz: Tajemnice Kopalni Króla Salomona (co nasi tłumacze mają z tymi tajemnicami?) z pewnością dostarczył swoim twórcom dobrej zabawy oraz możliwości pobawienia się w cytowanie filmów (trylogia Indiany Jonesa, obie Mumie i wiele innych). Jeśli brać pod uwagę wszystko, co widać na ekranie, można też dojść do wniosku, że sam Salomon był niezłym jajcarzem i musiał mieć niesamowity ubaw, projektując i wykonując swoje Kopalnie. Szkoda tylko, że ta cała zabawa nie udziela się samemu widzowi, dla którego rozrywki wszystko to zostało ponoć zainscenizowane.

Advertisement

Zamiast obiecanego przygodowego szaleństwa i kupy śmiechu, zrozpaczony widz otrzymuje słaby produkt, nie wyróżniający się niczym od podobnego pseudoprzygodowego telewizyjnego chłamu, a jedyną rzeczą, która pozostaje z tych obietnic jest metaforyczna kupa. Jedynym plusem, jaki zdołałem znaleźć w tym sequelu, jest spojrzenie z zupełnie innej perspektywy na jego poprzednika, którego wartość urosła w moich oczach. W pewnym momencie nasz główny bohater chwali się, ile to razy uratował już świat, a to przed Podróżującymi w Czasie Ninja, a to przed innymi wymyślnymi bad-guyami zagrażającymi życiu na Ziemi.

Ja się tylko boję, ile razy jeszcze będzie ratował ten świat w kolejnych filmach, ponieważ produkcja części trzeciej została już potwierdzona, a producenci Dean Devlin i Noah Wyle poważnie myślą o większym cyklu. Biorąc pod uwagę dosyć prawdopodobną możliwość zaniżania z części na część i tak niezbyt wysokiego poziomu, jest to niepokojąca wiadomość.

Advertisement

Tekst z archiwum film.org.pl (22.02.2007).

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *