Recenzje
ALL YOU NEED IS DEATH. Wreszcie oryginalny FOLK HORROR!
All You Need Is Death Paula Duane’a z 2023 roku wpisuje się w modny ostatnio nurt horroru ludowego, ale robi to na własnych zasadach.
All You Need Is Death Paula Duane’a z 2023 roku wpisuje się w modny ostatnio nurt horroru ludowego, ale robi to na własnych zasadach.
Anna i Aleks utrzymują się ze sprzedaży rzadkich nagrań folkowych zamożnym kolekcjonerom. Od jednego z muzyków dowiadują się o istnieniu prastarej pieśni w martwym języku, przekazywanej z pokolenia na pokolenie kobietom w irlandzkiej rodzinie Concannonów. Swe odkrycie konsultują z etnomuzykolożką Agnes; razem odwiedzają Ritę Concannon i namawiają ją do zaśpiewania utworu, a Agnes potajemnie to nagrywa, żeby później przetłumaczyć tekst (utwór opowiada o królu, który rzucił klątwę na wiarołomną ukochaną i jej potomków). Okazuje się, że pieśń przywołuje mroczne siły nadprzyrodzone.

All You Need Is Death to pierwsza pełnometrażowa fabuła Paula Duane’a – irlandzkiego reżysera, scenarzysty i producenta znanego dotąd z seriali telewizyjnych i filmów dokumentalnych. Duane kształcił się na malarza, ale traf chciał, że w trakcie studiów zapisał się na kurs filmowy. Kiedy pod koniec lat 80. sprzedał stacji RTÉ krótkometrażówkę Ink (1988), wiedział już, że chce kręcić filmy. Najpierw tworzył jednak seriale, m.in. Small Potatoes (1999-2001), Ballykissangel (1996-2001) oraz Footballer’s Wives (2002-2006), a także dokumenty Barbaric Genius (2011), Very Extremely Dangerous (2012) i Natan (2013).
Na pomysł fabuły All You Need Is Death wpadł Duane podczas pandemii COVID-19, za inspirację posłużyły mu zaś folk horrory w rodzaju Czarownic (1922) Benjamina Christensena, Kultu (1973) Robina Hardy’ego i Kill List (2011) Bena Wheatleya, oraz mroczne baśnie z dzieciństwa i osobliwy charakter irlandzkich ballad. Irlandczyk chciał przy tym wyjść poza schematy charakteryzujące ten gatunek. Jak sam przyznał: W tej konwencji nigdy nie wykorzystuje się muzyki folkowej. Pragnąłem więc zrobić coś, czego wcześniej nie widziałem – zrealizować folk horror, który kładzie szczególny nacisk na ten właśnie aspekt ludowy.

Pierwszą osobą, której Duane wysłał scenariusz All You Need Is Death, był Ian Lynch – założyciel dublińskiej grupy folkowej Lankum (do 2016 roku działającej pod szyldem Lynched). Scenariusz zrobił na muzyku tak duże wrażenie, że zgodził się on skomponować ścieżkę dźwiękową, łącznie z przeklętą pieśnią będącą centralnym elementem fabuły. Moim głównym zamysłem było użycie tradycyjnych instrumentów w nietypowy sposób, żeby przywołać coś pierwotnego i chtonicznego – mówił Lynch. Wyobrażałem sobie, jak mieszkańcy przedchrześcijańskiej Irlandii korzystaliby z nich w swoich obrzędach religijnych i rytuałach.
Duane musiał sfinansować film z własnej kieszeni, ponieważ większość producentów uznała scenariusz za dziwaczny i zagmatwany, a na domiar złego niepodobny do innych horrorów. Zanim do budżetu dołożyła się rządowa agencja Screen Ireland (tamtejszy odpowiednik PISFu), artysta musiał się zadłużyć. Członkowie ekipy filmowej pracowali za najniższe stawki ustanowione przez związki zawodowe, często wykonując również zadania wykraczające poza zakres ich obowiązków (niektórzy zgodzili się nawet na odroczone wynagrodzenie). Nic zatem dziwnego, że Duane określił pracę nad filmem jako całkowicie wyczerpującą.

W kategoriach finansowych ten wysiłek raczej się nie opłacił: po krótkim pobycie w festiwalowym obiegu (m.in. Beyond Fest w Los Angeles, Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cork i FrightFest w Londynie i Glasgow), All You Need Is Death trafił do zaledwie piętnastu brytyjskich kin, gdzie przez tydzień wyświetlania zarobił niewiele ponad 7 tysięcy dolarów. Niewykluczone, że kasową sytuację filmu poprawiły nieco dobre recenzje i dystrybucja w streamingu (Prime Video, Shudder); z drugiej strony trzy lata po premierze nie słychać o nowych przedsięwzięciach Duane’a, który być może nadal spłaca zaciągnięte długi.
Byłoby szkoda, gdyby All You Need Is Death okazał się jedynym filmem (grozy lub innym) w dorobku Duane’a, bo choć jest to utwór niedoskonały, zdradza bardzo duży potencjał jego twórcy. Pierwsza połowa stanowi mistrzowski pokaz konstruowania gęstej, niepokojącej atmosfery, która kojarzy się z twórczością Davida Lyncha (zwłaszcza postać kolekcjonera rzadkich nagrań jest jakby żywcem wyjęta od autora Miasteczka Twin Peaks, nawet mówi on na modłę Gordona Cole’a). Irlandczyk osiąga to bez uciekania się do jump scare’ów i innych oklepanych zabiegów: klimat jest tutaj kreowany za pomocą muzyki oraz zdjęć.

Duane kapitalnie poprowadził też mało znane aktorki i aktorów: Simone Collins (Anna), Charliego Mahera (Aleks) i przede wszystkim najpopularniejszą w tym gronie Olwen Fouéré (zagrała m.in. w świetnej Mandy [2018] Panosa Cosmatosa] wcielającą się w Ritę. Sekwencja, w której śpiewa ona nawiedzoną balladę, należy do najbardziej pamiętnych momentów całego filmu. W drugiej połowie tempo trochę siada (choć od początku jest niespieszne), zaś fabuła staje się niejasna i zagadkowa – lecz nawet wtedy Duane podtrzymuje oryginalny charakter swojego dzieła i udowadnia, że posiadł głębokie zrozumienie konwencji folk horroru.

