Plebiscyt
NAJLEPSZE CZARNE CHARAKTERY. Wyniki plebiscytu
W NAJLEPSZYCH CZARNYCH CHARAKTERACH odkrywamy, jak zło potrafi być fascynujące! Poznajcie wyniki plebiscytu na najbardziej charyzmatycznych złoczyńców.
Czarujący, sarkastyczni, uśmiechnięci, charyzmatyczni, źli do szpiku kości, skrzywdzeni przez los, niezrozumiani przez innych, beztrosko mordujący ludzi… A jednak często budzą więcej sympatii niż główni bohaterowie, którym powinniśmy teoretycznie kibicować. Przez trzy dni głosowaliście na najlepsze czarne charaktery w historii kina i teraz czas zaprezentować wyniki.
W głosowaniu wzięło udział ponad 1200 osób. Wśród innych propozycji wpisywanych przez was pojawili się między innymi Imperator Sheev Palpatine (Gwiezdne wojny), John Ryder z Autostopowicza, Mufasa z Króla Lwa, Ernst Stavro Blofeld (seria o Jamesie Bondzie), Calvin Candie (Django), sędzia Frollo z Dzwonnika z Notre Dame oraz, dość nieoczekiwanie… Jessica Chastain i Hitler. Żadna z tych postaci nie uzbierała niestety tylu punktów, by dostać się do czołówki. A zatem, aby nie przedłużać, przed wami wyniki plebiscytu na najlepsze czarne charaktery w historii kina.
30. Lord Voldemort
saga o Harrym Potterze
Voldemort, czarnoksiężnik tak przerażający, że czarodzieje bali się wymawiać jego imię. Przywódca śmierciożerców i źródło wielu ludzkich tragedii oraz nieszczęść. Człowiek tak potężny, że bał się tylko Albusa Dumbledore’a. A pokonał go ostatecznie… mały chłopiec, z którym łączy go dziwna, nietypowa więźń. Sami-Wiecie-Kto potrafi z daleka czytać umysł Harry’ego, manipulować jego myślami, straszyć nieprawdziwymi obrazami – prawdziwy koszmar nawet dla dorosłego człowieka, a co dopiero dla nastolatka, nie mówiąc o nastolatku po przejściach tak traumatycznych, jak młody Harry. Voldemort jest po prostu zły, choć trudno nie oprzeć się wrażeniu, że gdyby jego losy potoczyły się inaczej, gdyby nie trafił do sierocińca, byłby doskonałym czarodziejem i dobrym człowiekiem.
Wybór Ralpha Fiennesa do tej roli okazał się naprawdę trafiony – aktor był zdecydowanie jednym z jaśniejszych punktów sagi mimo pogarszającej się jakości każdego kolejnego filmu. [Kornelia Farynowska]
29. Bill Rzeźnik
Gangi Nowego Jorku, 2002, reż. Martin Scorsese
Przezwisko tego bohatera – wzorowanego na prawdziwym kryminaliście z XIX wieku, Williamie Poole’u – mówi właściwie wszystko. To postać budząca zarówno szacunek, jak i strach, a dużo zawdzięcza właśnie swojemu wizerunkowi osoby „po przejściach”. Historię utraty swojego lewego oka, które dumnie zastąpił szklanym z podobizną orła, opowiada nam w dodatku sam zainteresowany. Szczyci się tym, że w trakcie walki wyłupał mu je kiedyś jego najznakomitszy przeciwnik, przywódca gangu rywali, ksiądz Vallon – jak na ironię postać już całkowicie zmyślona. Czyni go to mocno ludzkim, choć w żadnym wypadku nie mniej przerażającym antagonistą dużego, i właściwie jakiegokolwiek innego ekranu. [Jacek Lubiński, fragment zestawienia]
28. Keyser Söze
Podejrzani, 1995, reż. Bryan Singer
Keyser Söze jest jak yeti – wszyscy o nim słyszeli, nikt go nigdy nie widział, ale wszyscy w niego wierzą. I się go boją. Eksplozja na statku skutkuje śmiercią prawie trzydziestu osób i tajemniczym zniknięciem towaru o wartości niemal stu milionów dolarów, a za wszystkim stoi on. Opowiedzieć zaś o tym ośmiela się tylko jeden z podejrzanych, kaleka Verbal Kint.
Koncepcja postaci nie jest nowa, mityczny przestępczy boss, który trzyma cały półświatek w jednym ręku, a jednocześnie jest prawdziwym psychopatą, powtarza się do znudzenia w kinematografii. Keyser Söze jednak jest niezwykły z powodu zaskakującego twistu, jaki serwuje widzom duet Bryan Singer–Christopher McQuarrie. Twist, który owszem, zostawia publikę ze szczęką w okolicy kolan, ale który powoduje też, że dopiero kolejne seanse Podejrzanych – te, przy których zakończenie jest już znane, stanowią prawdziwą ucztę kinomana. Niezwykle elegancka gra Kevina Spaceya (tak, teraz go nie lubimy, ale nie można odmówić mu tego, że aktorem jest doskonałym) oraz inteligentnie prowadzony wątek czynią z Keysera Söze postać fascynującą nie wtedy, kiedy w szale morduje swoją rodzinę – ale kiedy nieśmiało snuje swoją historię. Absolutny geniusz, nie tylko zła, którego nie sposób nie podziwiać. [Agnieszka Stasiowska]
27. Frank Booth
Blue Velvet, 1986, reż. David Lynch
Niebezpieczny psychopata z odchyleniami seksualnymi — Frank Booth to szycha przestępczego półświatka i najciekawszy „ludzki” czarny charakter w twórczości Davida Lyncha. Frank porywa męża i syna piosenkarki Dorothy Vallens, by wymusić na niej udział w swoich seksualnych perwersjach; koniec końców do chorej gry wciąga także Jeffreya, głównego bohatera Blue Velvet. Cechą charakterystyczną Franka jest wyjątkowo chwiejny nastrój: z potulnego i spokojnego człowieka potrafi w jednej chwili zmienić się w narwanego sadystę i gwałciciela nadużywającego przemocy i wulgaryzmów. Cyklicznie wdychający tajemniczy gaz Booth to uosobienie nieobliczalności, personifikacja wściekłości i przemocy. [Dawid Konieczka]
26. Loki
uniwersum Marvela
Niezmiennie mój ulubiony złoczyńca kina komiksowego. Przez większość życia narażony na kłamstwo swojego ojca, sam stał się niemalże personifikacją oszustwa. Zupełnie nieprzewidywalny – nigdy nie wiesz, czy w danym momencie ma odruch dobrego serca i rzeczywiście chce ci pomóc, czy może jednak planuje wbić Ci nóż w plecy, kiedy się odwrócisz.
Zwodzi, czaruje, kusi słowem, a gdy już mu ulegniesz, to niewykluczone, że potraktuje cię bezlitośnie. Przy tym wszystkim jest w nim jednak cząstka faktycznej dobroci, która nie pozwala myśleć o jego postaci wyłącznie w kategoriach negatywnych. Wszak gdy nachodzi potrzeba, Loki pozwoli nawet, by rzucono nim w przeciwników. Tom Hiddleston w tej roli to jeden z moich ulubionych castingowych wyborów w historii. Sama przyjemność patrzeć, jak dobrze odnajduje się w kreowaniu tej postaci i jaką sprawia mu to radość. [Łukasz Budnik]
25. Alex DeLarge
Mechaniczna pomarańcza, 1971, reż. Stanley Kubrick
Alex DeLarge to inteligentny, sadystyczny i groteskowy drań, który wesoło opowiada widzom epizod ze swej odrażającej egzystencji. Wydaje się, że polubić mógłby go jedynie człowiek tak psychicznie spaczony i zdemoralizowany jak on, u Kubricka nie jest jednak tak prosto. W opozycji do głównej osoby dramatu pojawiają się bowiem postaci przedstawione karykaturalnie, z którymi nie sposób się utożsamiać: nieobecni rodzice, szalony pisarz czy co najmniej dziwny kurator/pedagog. Wydaje się również, że siejący spustoszenie w zmurszałym społeczeństwie Alex DeLarge to tak naprawdę fantazja każdego z nas, bo przecież kolory w naszej wyobraźni są prawdziwsze niż w życiu.
Dlaczego mniej przejmują nas gwałty i mordy popełnione przez Alexa niż przeprowadzana na nim drastyczna terapia Ludovico? Czyżbyśmy fantazjowali o zbrodniach, jakie popełnia DeLarge? McDowella zapytano w jednym z wywiadów: jak opisałbyś Alexa DeLarge’a? Odparł: „Ma poczucie euforii i radość życia, on jest większy niż życie – wielkie kurwa JA”. [Przemysław Mudlaff, fragment artykułu]
24. Max Cady
Przylądek strachu, 1962, reż. J. Lee Thompson
Robert Mitchum ma w swoim dorobku mnóstwo zróżnicowanych ról, które zagrał na przestrzeni pięćdziesięciu lat kariery. Ale najmocniej wyróżniają się dwie postacie: wielebny Harry Powell z Nocy myśliwego i Max Cady z Przylądka strachu.
Obie trafiły na listę pięćdziesięciu filmowych łajdaków, sporządzoną przez Amerykański Instytut Filmowy. Zadecydowały o tym wyjątkowo niepokojąca osobowość i przekonująca gra aktorska. Do niniejszego zestawienia trafił Max Cady z filmu J. Lee Thompsona, paskudny i cyniczny psychol, znajdujący upodobanie w dręczeniu ludzi uczciwych i bezbronnych. To zresztą rola, z którą kojarzony jest nie tylko Robert Mitchum, ale i Robert De Niro, wcielający się w tę postać w remake’u Martina Scorsesego. W remake’u paskudny charakter Cady’ego został jeszcze dobitniej wzmocniony.
Te dwie kreacje świetnie się uzupełniają, trudno wybrać lepszą, bo obaj są twarzami dwóch różnych epok i styl aktorstwa mocno się różni. Ale pod względem napięcia stara szkoła thrillera (moim zdaniem) rządzi. [Mariusz Czernic]
23. Frank
Pewnego razu na Dzikim Zachodzie, 1968, reż. Sergio Leone
Henry Fonda należał do ulubionych aktorów Sergia Leone i po sukcesie trylogii dolarowej reżyser miał wielką nadzieję, że uda się namówić hollywoodzkiego gwiazdora na współpracę. Jednak aktorowi pomysł na występ w spaghetti westernie niezbyt się podobał. Leone nie zamierzał się poddawać, poleciał więc do Nowego Jorku, aby osobiście przekonać aktora do projektu.
Powiedział mu: „Wyobraź sobie taką scenę – kamera pokazuje strzelca od pasa w dół, który wyciąga broń i strzela do biegnącego dziecka. Kamera najeżdża na twarz rewolwerowca i… jest nim Henry Fonda”. Ten działający na wyobraźnię opis poskutkował połowicznie, bo gwiazdor postanowił się jeszcze skonsultować z Eli Wallachem, jednym z protagonistów Dobrego, złego i brzydkiego. No i dopiero po rozmowie z nim podjął decyzję, która była przełomowa w jego karierze. Bo tak jednoznacznie złego bohatera jeszcze nie zagrał. Wprawdzie w takich filmach jak Fort Apache, Dwa złote colty i Szeryf z Firecreek postacie Fondy nie były kryształowe, ale zostały po hollywoodzku wygładzone.
Oznacza to mniej więcej tyle, że postać, odgrywana przez aktora mającego liczne grono fanów, nie mogła strzelać do dzieci. Sergio Leone nie dbał o takie subtelności. We włoskim kinie gatunkowym nie było żadnych świętości, jedynie przemoc. Skoro świat westernu został już nazwany Dzikim Zachodem, to należało tę dzikość mocno zaakcentować. Gładko ogolony (z wyjątkiem retrospekcji) niebieskooki Frank to jeden z najbardziej pamiętnych, wyjątkowo bezdusznych zabójców w historii westernu. [Mariusz Czernic]
22. Agent Smith
trylogia Matrix, 1999–2003, reż. siostry Wachowskie
Główny antagonista serii Matrix, program chroniący system przed błędami, pod postacią odpychającego służbisty. Choć nie sposób obdarzać go sympatią, nie można nie podziwiać jego zaangażowania, wychodzącego daleko poza zaprogramowane zadania. Smith wykształca w sobie porażającą osobowość, pełną nienawiści do rodzaju ludzkiego (jego przemowa w temacie naszego gatunku to istna perełka, w której sporo jest racji, słucham tego zawsze z niesłabnącą fascynacją), ukierunkowaną na Neo, postrzeganego jako zbawcę ludzkości. I to ta nienawiść budzi w nim ambicje, pozwala wyzwolić się spod władzy maszyn i podjąć próbę opanowania ich.
Agent Smith (w tej roli i rolach świetny Hugo Weaving) jest odrażający i pociągający jednocześnie. Odrażający, bo stanowi zagrożenie dla nas, kruchych i bezbronnych wobec jego mocy. Pociągający, bo przeglądamy się w jego ciemnych okularach jak w lustrze, dostrzegając w jego racjach nasze własne słabości. [Agnieszka Stasiowska]
21. Commodus
Gladiator, 2000, reż. Ridley Scott
Poczucie niedocenienia i zazdrość, które przerodziły się w niezwykłe okrucieństwo. Commodus to najciekawsza postać Gladiatora i jednocześnie generująca najwięcej emocji. Niejednokrotnie sprzecznych, bo jak inaczej nazwać mieszankę współczucia, obrzydzenia i szoku odczuwaną w jednej tylko scenie zabójstwa Marka Aureliusza? Czyny, których dokonuje Commodus już po objęciu władzy, odrzucają swoim okrucieństwem, a jego niestabilność przeraża nie tylko bohaterów filmu – niepokój udziela się również widzowi. Nie wiadomo, kiedy cesarz wrzaśnie i sięgnie po sztylet. Jego uśmiech nie jest żadnym pocieszeniem, bo rzadko to wyraz radości, a częściej chęć przymilenia się tłumowi.
Interesowny, bezwzględny i gdzieś podskórnie mocno zszargany przeszłością – fakt, że jest ona dla niego usprawiedliwieniem jego czynów, przeraża chyba najbardziej. Słowo uznania dla Joaquina Phoenixa, który jest w Gladiatorze po prostu doskonały. [Łukasz Budnik]
20. pułkownik Kurtz
Czas apokalipsy, 1979, reż. Francis Ford Coppola
Przekleństwem Kurtza jest jego świadomość, rzeczywistość, którą dostrzega, wnioski, które wyciąga, umysł skażony ciemnością, beznadzieją, okrucieństwem obserwowanym na co dzień. Im bardziej Kurtz zamyka w sobie tę ciemność, ulegając złudzeniu, że nad nią zapanuje, uporządkuje ją i podzieli na jakieś akceptowalne, racjonalne kategorie, tym bardziej pogrąża się bez ratunku, separując od świata. To niesłychanie tragiczna postać i uosobienie przedziwnego paradoksu – z jednej strony zachowuje się jak ktoś, kto zatracił resztki człowieczeństwa, z drugiej – właśnie człowieczeństwo przekłada się na jego osobisty dramat. [Karolina Chymkowska]
19. Norman Bates
Psychoza, 1960, reż. Alfred Hitchcock
Wyobrażacie sobie sytuację, że od zarania życia jesteście zależni od osoby, którą kochacie jak nikogo na świecie i jednocześnie jak nikogo na świecie nienawidzicie? Że osoba ta zaczyna panować nad wami tak bardzo, że tracicie, kawałek po kawałku, swoją duszę, indywidualność i samoistność, w końcu wycofując się gdzieś w głąb jaźni i zanikając bez śladu? Norman Bates niewątpliwie był człowiekiem podatnym na zaburzenie psychiczne, ale kim mógłby się stać, gdyby dorastał w innym otoczeniu, pod wpływem relacji z ludźmi innego typu? Pragnie być akceptowany, kochany, pożądany za to, kim jest – w jego umyśle jednak utrwalił się wzorzec, że na to nie zasługuje.
Matka wmawia mu, że jest bezwartościowy, ponieważ w ten sposób przywiązuje go do siebie chorą, ale bardzo silną więzią. W istocie to ona jest tym czarnym charakterem – w Normanie i poza nim. [Karolina Chymkowska]
18. Jack Torrance
Lśnienie, 1980, reż. Stanley Kubrick
Kiedy poznajemy Jacka, widać w nim tłumioną nerwowość, stres, ewidentną irytację. Już w drodze do hotelu, który ma być przecież dla niego i jego rodziny szansą na nowy start, jest podminowany. W odseparowaniu od świata dochodzą do głosu wszystkie jego demony, znika ostatni ślad dobrego męża i ojca, którym być może kiedyś był, zaczyna się przemoc i szaleństwo. Abstrahując od faktu, czy źródłem jest tu załamanie psychiczne, czy opętanie przez mroczne siły, sama postać Jacka jest niezwykła, w dużej mierze dzięki charyzmatycznej interpretacji Jacka Nicholsona. Przede wszystkim dlatego, że jest kompletnie nieprzewidywalny, nie da się do niego dotrzeć, w żaden sposób zaapelować, jakby zatracił wszelkie granice, sumienie i jakąkolwiek moralność, a jednak nie jest w tym ani papierowy, ani jednowymiarowy. [Karolina Chymkowska]
17. Sauron
trylogia Władca Pierścieni, 2001–2003, reż. Peter Jackson
Najbardziej przerażający Sauron jest wtedy, gdy widzimy go jako bezcielesne, wszechwidzące oko, co sugeruje nam, z jaką potęgą mamy do czynienia… To wróg, z którym trzeba się liczyć, jak każdy, który długo, bardzo długo czekał na swoją szansę, pała żądzą zemsty i doznał nieznośnego upokorzenia. Sauron miał wiele czasu, żeby zbudować w sobie bezwzględną nienawiść, na tyle, że po prostu stał się jej ucieleśnieniem, mrokiem samym w sobie, nie tylko ogarniającym i przewrotnym, ale też zdolnym do stopniowego wypaczania wszystkiego, co dobre i piękne, przez zwątpienie i beznadzieję z jednej, a pragnienie swobody, komfortu i zaszczytów z drugiej strony. [Karolina Chymkowska]
16. Annie Wilkes
Misery, 1990, reż. Rob Reiner
Być zdanym na łaskę niezrównoważonej emocjonalnie kobiety, która płynnie popada ze skrajności w skrajność i u której przemoc nie wyklucza się bynajmniej z absolutnym uwielbieniem – to prawdziwy koszmar. Annie ma nieopanowaną, rozbuchaną osobowość, tłamszącą i osaczającą, łatwo ją wyprowadzić z równowagi, a nade wszystko obawia się prawdziwego bądź wyimaginowanego odrzucenia, więc działa, uprzedzając cios i nie przebierając w środkach. Jednocześnie czuje się przecież niedocenianym aniołem miłosierdzia, który pospieszył ukochanemu z pomocą – choćby za to należy jej się „odrobina szacunku”.
Racjonalne porozumienie z Annie nie wchodzi w grę, ponieważ postrzega ona samą siebie i swoje relacje z otoczeniem w wypaczony sposób, a jedyna prawda, którą uznaje, to ta wyznawana przez nią samą. [Karolina Chymkowska]
15. Siostra Ratched
Lot nad kukułczym gniazdem, 1975, Miloš Forman
Można tylko zgadywać, jakie kompleksy i uprzedzenia leżą u źródeł postawy siostry Ratched, jakie pragnienia wyparła, uznając je za szkodliwe i niewłaściwe. Jest opanowana obsesją absolutnej kontroli. Dąży do tego, by w stu procentach zapanować nad sobą, własnym życiem i otoczeniem. Postrzega świat wedle szufladek właściwe-niewłaściwe, oczekiwane i zbędne. Opancerzona, sztywna służbistka, dla której nie ma problemu w emocjonalnym szantażu i manipulacji, jeśli tylko w ten sposób odpowiednio zastraszy i osiągnie ten poziom posłuszeństwa, o jaki jej chodzi. Nie czyni tego zresztą tylko dlatego, że upaja ją władza (chociaż to też ma swoje znaczenie, zwłaszcza jeżeli wrócić myślą do tych hipotetycznych kompleksów), ale również po to, by tworzyć wokół siebie świat, w którym czuje się pewnie i na swój specyficzny sposób bezpiecznie. Zimna jak ryba, spostrzegawcza jak jastrząb i wszechobecna – siostra Ratched to ten rodzaj opiekunki, na który nigdy i w żadnej sytuacji nie chcielibyśmy trafić. [Karolina Chymkowska]
14. Amon Goeth
Lista Schindlera, 1993, reż. Steven Spielberg
Kiedy ocalała z KL Plaszow Mila Pfefferberg po raz pierwszy zobaczyła Ralpha Fiennesa na planie Listy Schindlera, jej ciało opanowały nagłe, całkowicie niepohamowane wstrząsy. Tak bardzo bowiem, mimo braku uderzającego podobieństwa fizycznego, sławny brytyjski aktor przypomniał jej prawdziwego Amona Goetha, przerażającego komendanta obozu w Płaszowie. Wykreowana w filmie Stevena Spielberga postać to wielki tryumf precyzyjnie napisanego scenariusza i mistrzowskiej interpretacji Fiennesa. Artyści odnajdują w potworze człowieka, w niczym nie ujmując przy tym jego potworności. Goeth w Liście to antybohater zarazem upiorny, niczym zjawa ze złego snu, jak i namacalnie niemal realistyczny.
Pozostając możliwie jak najbliżej faktograficznego tła wydarzeń, Spielberg ukazał psychopatę w jego codzienności, w codzienności koleżeńskich rozmów i suto zakrapianych zabaw z pięknymi kobietami, codzienności obejmującej również zabijanie na masową skalę. To niezwykle sugestywny obraz człowieka amoralnego, który wykorzystuje warunki wojny, zasłania się wypaczoną ideologią, by móc realizować swe mordercze instynkty. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek mógł lepiej sportretować patologię myślenia i odczuwania tego bohatera, niż uczynił to Ralph Fiennes w pamiętnej scenie, w której najpierw intensywnie podziwia, a później w bezlitośnie bije swą piękną żydowską służącą, Helen Hirsch. To doskonałe filmowe ucieleśnienie absurdu nazistowskiego zła. [Przemysław Brudzyński]
13. Skaza
Król Lew, 1994, reż. Rob Minkoff, Roger Allers
Zawiść wobec Mufasy z czasem wyczyściła Skazę z jakichkolwiek pozytywnych cech charakteru. Aby zrealizować swój cel i zasiąść na królewskim tronie, oszpecony lew nie cofnie się przed niczym. Sprowadzając śmierć na swojego brata i skazując Simbę na banicję oraz stałe poczucie winy, Skaza osiąga apogeum okrucieństwa. Kolejne kilkanaście lat spędza na niszczeniu wszystkiego, co Mufasa wypracował w czasach swojego panowania. Jego bezwzględność, zapatrzenie w siebie i wykorzystywanie własnej pozycji odbijają się negatywnie nie tylko na lwicach zamieszkujących Lwią Ziemię, lecz także samej krainie, która z czasem staje się odzwierciedleniem serca Skazy – zniszczona i pozbawiona jakichkolwiek wartości. Zostaje tylko mrok i beznadzieja. [Łukasz Budnik]
12. Freddy Krueger
Koszmar z ulicy Wiązów, 1984, Wes Craven
Umówmy się, Freddy od początku nie miał wielkich szans… już samemu jego poczęciu towarzyszyła przemoc i nienawiść. Jedno i drugie będzie zresztą przewodnim motywem całego jego istnienia. Krueger jest jako czarny charakter szczególnie przerażający z uwagi na to, gdzie poluje – dopada bowiem swoje ofiary tam, gdzie teoretycznie powinny czuć się bezpiecznie, a poza tym są najbardziej bezbronne. A przecież życiowej potrzeby snu uniknąć się nie da. Kontrast między jego pokrytą bliznami po oparzelinach twarzą a złośliwym, szaleńczym uśmieszkiem wzbudza dreszcze na plecach. Nic dziwnego, że stał się symbolem i ikoną horroru. [Karolina Chymkowska]
11. Joker
Batman, 1989, reż. Tim Burton
To nieprawda, że w kadziach Axis Chemicals narodził się potwór. On tylko zyskał nową twarz. Jack Napier dusił się pod panowaniem Carla Grissoma, zerkał więcej niż chętnie na jego pozycję, wpływy i widowiskową dziewczynę. Grissom, wysyłając go na skazaną na porażkę misję, strzelił sobie w stopę. A powinien był po męsku strzelić Jackowi w plecy.
Stworzenie, które powstało w brudnym gabinecie lekarskim w najgorszych slumsach Gotham, poczuło się wreszcie wolne. I piękne. Śnieżnobiała skóra, zielone włosy i wieczny uśmiech na krwawoczerwonych ustach. Fioletowe garniaki, plastikowe gadżety i muzyczka Prince’a. I totalne szaleństwo, nie w tym sztucznym grymasie, ale w oczach. Joker Tima Burtona, w nieprawdopodobnym, niepodrabialnym, genialnym wydaniu Jacka Nicholsona byłby potworny nawet bez tych wszystkich gadżetów. Nieprzewidywalny, groźny, niepowstrzymany. Nawet po jego śmiertelnym upadku z wieży szalony rechot nadal wstrząsał nieszczęsnym Gotham jak skrzekliwe memento. I miasto nigdy go nie zapomni. [Agnieszka Stasiowska]
10. Hans Gruber
Szklana pułapka, 1988, reż. John McTiernan
Ubrany w nienaganny garnitur Hans Gruber to postać pełna niuansów, charyzmatyczna, oczytana i w jakiś sposób przerażająca swoją „biznesową otoczką”. Pod wieloma względami fascynuje ona widza bardziej niż swojski John McClane, który chce jedynie przeżyć. W historii kina chyba tylko Darth Vader może poszczycić się większym magnetyzmem, a i to głównie dzięki szykownemu, czarnemu wdzianku i zakrywającej twarz masce. Takie maski Gruber również potrafił założyć – drobna zmiana akcentu i zachowania w niespodziewanym spotkaniu z McClane’em nie pozbawiała go jednak przenikliwości spojrzenia, przebiegłości działania. Bez niego Szklana pułapka byłaby pustym, kliszowym filmem. [Jacek Lubiński, fragment artykułu]
9. Terminator
Terminator, 1984, reż. James Cameron
Arnold Schwarzenegger jako Kyle Reese, O. J. Simpson jako Terminator – czy ktoś wyobraża sobie film Jamesa Camerona z takim podziałem ról? A tak mogło to wyglądać.
Był już nawet gotowy projekt plakatu z O. J. Simpsonem w roli zabójczego cyborga. Dziś trudno w to uwierzyć – Schwarzenegger wydaje się po prostu stworzony do tej roli. Pierwszy Terminator (1984) to trzymający w napięciu futurystyczny thriller, w którym motyw podróży w czasie zgrabnie połączono z motywem pogoni zawziętego zabójcy za nieświadomą zagrożenia kobietą. Korzystając z atrybutów kina klasy B, Cameron stworzył dzieło kultowe, przy okazji czyniąc ze Schwarzeneggera kultową gwiazdę kina. Jego braki w aktorskim warsztacie stały się atutem, bo sztuczność i minimalizm, charakterystyczne dla aktorów z niższej ligi, są wpisane w osobowość postaci Terminatora, mają podkreślać jej bezduszność, twardość, żelazną determinację w dążeniu do celu. [Mariusz Czernic]
8. T1000
Terminator 2: Dzień sądu, 1991, reż. James Cameron
Prawdziwe cudeńko techniki, T1000, to mimetyczny stop wieloskładnikowy. Złożony z ciekłego metalu może przyjąć dowolny kształt zbliżony rozmiarami do dorosłego człowieka. Wysłany do roku 1995 z roku 2029 z misją zabicia Johna Connora bez trudu wciela się w jego przybraną matkę, Janelle, kierowcę ciężarówki czy policjanta. Równie łatwo zamienia się w półpłynną masę, która przenika przez kraty w szpitalu psychiatrycznym, w którym przebywa matka Johna Connora, Sarah.
Z T1000 trudno sympatyzować, bo on, jako maszyna, sam w żadne ideały nie wierzy. Jego misja jest programem, nie wynika z przekonań. Terminator jednak budzi żywy podziw w każdej ze swoich postaci – kiedy płynnie zmienia kształty, wykorzystując w pełni swoje możliwości, i kiedy funkcjonuje w postaci człowieka. Robert Patrick, wcielający się w jego rolę, długo był dla mnie idealnym przedstawieniem zagrożenia. Jego chłodne spojrzenie i oszczędna mimika w połączeniu ze spokojnym tonem głosu do dziś robią na mnie wrażenie, a niewinna z pozoru kwestia „Say… that’s a nice bike” pozostaje synonimem największej groźby. [Agnieszka Stasiowska]
7. Anton Chigurh
To nie jest kraj dla starych ludzi, 2007, reż. bracia Coen
Minęło ponad 10 lat, odkąd po raz pierwszy obejrzałem To nie jest kraj dla starych ludzi, a do dziś mam ciarki na wspomnienie pierwszego spotkania z Antonem Chigurhem. Całe szczęście, że byliśmy po dwóch stronach ekranu, bo jest to gość, którego za nic nie chciałbym napotkać na swej drodze. Oscar dla Javiera Bardema jest jednym z najbardziej zasłużonych w historii Akademii – przy użyciu minimalistycznych środków Hiszpan wykreował postać przerażającą do głębi, tajemniczą i złowieszczą. Wiemy, że Chigurh jest zdolny do wszystkiego już po pierwszym spojrzeniu w jego spokojne, a jednocześnie szalone oczy.
Sceny na stacji benzynowej i w hotelu to przykłady prawdziwego mistrzostwa w tworzeniu szwarccharakteru, a postać tajemniczego mordercy z pewnością mocno przyczyniła się do zwycięstwa filmu braci Coen w głównej oscarowej kategorii. Chigurh to jeden z najgenialniej wykreowanych złoczyńców w kinie XXI wieku. [Dawid Myśliwiec]
6. John Doe
Siedem, 1995, reż. David Fincher
Postać Johna Doe nie jest wcale tak jednoznaczna, jak by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać. Przyzwyczailiśmy się do myśli, że to samozwańczy kaznodzieja, wygłaszający przekaz do świata skażonego pobłażaniem wobec siedmiu grzechów głównych. Takim misjonarzem on sam się czuje, chętnie tak o sobie myśli, próżności zresztą bynajmniej mu nie brakuje. Jednak jeśli przyjrzeć mu się z bliska, zastanowić się nad jego słowami i wyrazem jego czynów – dostrzegamy, że w tym rozumowaniu kryje się i przewrotność, i błąd. John Doe upaja się władzą, John Doe czerpie niesłychaną radość ze sprawowania całkowitej kontroli nad innym człowiekiem.
Tak zaspokaja swoje instynkty i tak daje upust swoim pragnieniom. Jest w nim zdecydowanie mniej z natchnionego strażnika moralności, niż sam chciałby sądzić. Wpadniemy w pułapkę, jeżeli uwierzymy w motywacje Johna w formie, którą on sam przedstawia. A to tylko sprawia, że okazuje się bardziej niebezpieczny, ponieważ trudno przewidzieć, w którą stronę się zwróci w poszukiwaniu ekscytacji. [Karolina Chymkowska]
5. Hans Landa
Bękarty wojny, 2009, reż. Quentin Tarantino
Kolejny SS-mann na liście, choć jakże inny od dojmująco realistycznego portretu Amona Goetha w filmie Stevena Spielberga. Hans Landa w pamiętnej interpretacji Christopha Waltza to bohater kwintesencjonalny dla filmów Quentina Tarantino i jego stylu kreacji postaci. Ironiczny, szarmancki, bezwzględny, zabawny, inteligentny, charyzmatyczny, fascynujący, przerażający, zły do szpiku kości, lecz nie dający się przy tym nie lubić. Twórca Pulp Fiction nie stara się tu, rzecz jasna, wyrazić prawdy o faszyzmie, II wojnie światowej, o czymkolwiek zresztą, może prócz naszych własnych mrocznych instynktów; proponuje nam za to przyłączenie się do typowej dla niego, intelektualnej zabawy polegającej na bezbłędnym użyciu języka, wzorcowym prowadzeniu akcji i scenach, z których niemal każda z osobna wypada zachwycająco.
Landa jest bodaj najbardziej wyrazistym pośród całej galerii po tarantinowsku wyrazistych bohaterów tego filmu, swoistym wodzirejem, mistrzem ceremonii. Nim jednak jego osobowość zostanie przed nami w pełni ujawniona, czeka nas jedna z najbardziej niespodziewanych i najlepszych filmowych introdukcji XXI wieku, zaskakująco, jak na standardy tego reżysera, poważna w tonie, z interpretacją Waltza i kwestiami godnymi porównania z twórczością samego Fiodora Dostojewskiego. [Przemysław Brudzyński]
4. Norman Stansfield
Leon zawodowiec, 1994, reż. Luc Besson
Stansfield to jedna z tych kreacji, które szczególnie wstrząsnęły mną na początku mojej drogi kinomana. Tak jak Gary Oldman w wywiadach jawi się jako przesympatyczny, ciepły człowiek, tak Stansfield powoduje ciągłe uczucie niepokoju. Nie wiadomo, kiedy wpadnie w szał, stanie się agresywny i wrzaśnie, a jego obecność na ekranie powoduje szybsze bicie serca. Wzbudzany przez niego strach wynika również z działań, które podejmuje, ale wciąż – nawet bardziej przerażające jest nie to, co robi, a to, do czego w ogóle może być zdolny. Słynna scena z „Everyone!!!” to absolutne mistrzostwo i dobre podsumowanie całego tego występu – pozornie przerysowany, ale gdzieś w gruncie rzeczy koszmarnie realistyczny. Strach się bać. [Łukasz Budnik, fragment zestawienia]
3. Joker
Mroczny Rycerz, 2008, reż. Christopher Nolan
Joker w pełnej nieoczywistych rozwiązań i subtelnych niuansów interpretacji Heatha Ledgera to przeciwnik doskonały. To nieposkromiona siła, która podpala świat wszystkich uczestników historii – bez względu na ich postawę czy stronę, którą reprezentują – aby później z przyjemnością patrzeć w ogień.
Jak sam przyznaje, lubi dynamit, proch i benzynę – proste rzeczy, które w jego dłoniach wyzwalają najmroczniejsze demony i które zmuszają nas do odpowiedzenia na pozornie łatwe, ale w ostatecznie bardzo trudne pytanie – czy kiedy kurtyna opadnie, my, ci cywilizowani ludzie, nawzajem się nie zjemy?
Niestety Christopher Nolan i spółka serwują nam pełną niestrawnego lukru sekwencję na barkach, która stara się udowodnić, że Książę Zbrodni nie ma racji, ale wystarczy spojrzeć w martwe oczy upadłego Harveya „Białego Rycerza” Denta, żeby zgodzić się z Jokerem. Wszystko, czego potrzebujemy, to delikatne popchnięcie. [Filip Pęziński]
2. Hannibal Lecter
Milczenie owiec, 1991, reż. Jonathan Demme
Jedno z bardziej fascynujących uosobień zła, jakie zna kino – a jednocześnie postać fascynująca i wzbudzająca niekłamany podziw. Trudno nie obawiać się Lectera, trudno też nie żywić podziwu dla siły jego intelektu i celności zmysłu obserwacji. Wychodzi daleko poza poręczne kategorie (psychopata, narcyz, kanibal?), których zresztą sam nie uznaje. Lubi manipulować, bawić się emocjami innych, patrzy na swoich rozmówców z klinicznym chłodem, naukową bezwzględnością. Na jego zainteresowanie trzeba zasłużyć, bo szybko się nudzi i stale szuka intelektualnych podniet. Najgorsze, co można zrobić, to go zlekceważyć.
Nikt nie jest w stanie dorównać Lecterowi w umiejętności sprawowania kontroli nad otoczeniem i nad samym sobą. Jego strategiczne gierki owszem, wciągają, ale nie wolno zapominać, kogo ma się naprzeciw siebie. Znakomicie wychowanego estetę z wyrafinowanymi upodobaniami, gustem artystycznym, umysłem jak brzytwa, idealną pamięcią… który jednocześnie jest bezwzględnym mordercą. [Karolina Chymkowska]
1. Darth Vader
uniwersum Gwiezdnych wojen
Zdecydowanie jeden z najbardziej charakterystycznych, zapadających w pamięć złoczyńców w historii kina i kultury popularnej w ogóle. Mroczny i potężny Lord Sith, prawa ręka demonicznego imperatora wzbudza lęk we wszystkich bez wyjątku, jak galaktyka długa i szeroka. Chyba każdy rozpozna mężczyznę w czarnej zbroi, hełmie i pelerynie, oddychającego przez specjalny aparat. Darth Vader to jednak nie tylko wyjątkowo niebezpieczny użytkownik Mocy i niezrównany szermierz w walce na miecze świetlne. To także niejednoznaczny, tragiczny bohater, którego duch został niemal zupełnie złamany. Wychowany jako niewolnik Anakin Skywalker jest przytłoczony poczuciem winy za śmierć matki pozostawionej na pustynnej planecie Tatooine, a także odpowiedzialnością za zgon ukochanej Padme, którą tak desperacko próbował ocalić.
Oszukany przez swojego mistrza, Dartha Sidiousa, żyjący w ciągłym bólu, także fizycznym Vader to postać kultowa, uwielbiana przez fanów, ale mimo całej swej niegodziwości wzbudzająca ogromne współczucie. [Dawid Konieczka]
korekta: Kornelia Farynowska
