Autor: REDAKCJA
opublikowano

NAJLEPSZE CZARNE CHARAKTERY. Wyniki plebiscytu

Czarujący, sarkastyczni, uśmiechnięci, charyzmatyczni, źli do szpiku kości, skrzywdzeni przez los, niezrozumiani przez innych, beztrosko mordujący ludzi… A jednak często budzą więcej sympatii niż główni bohaterowie, którym powinniśmy teoretycznie kibicować. Przez trzy dni głosowaliście na najlepsze czarne charaktery w historii kina i teraz czas zaprezentować wyniki.

W głosowaniu wzięło udział ponad 1200 osób. Wśród innych propozycji wpisywanych przez was pojawili się między innymi Imperator Sheev Palpatine (Gwiezdne wojny), John Ryder z Autostopowicza, Mufasa z Króla Lwa, Ernst Stavro Blofeld (seria o Jamesie Bondzie), Calvin Candie (Django), sędzia Frollo z Dzwonnika z Notre Dame oraz, dość nieoczekiwanie… Jessica Chastain i Hitler. Żadna z tych postaci nie uzbierała niestety tylu punktów, by dostać się do czołówki. A zatem, aby nie przedłużać, przed wami wyniki plebiscytu na najlepsze czarne charaktery w historii kina.

 

30. Lord Voldemort

saga o Harrym Potterze

Voldemort, czarnoksiężnik tak przerażający, że czarodzieje bali się wymawiać jego imię. Przywódca śmierciożerców i źródło wielu ludzkich tragedii oraz nieszczęść. Człowiek tak potężny, że bał się tylko Albusa Dumbledore’a. A pokonał go ostatecznie… mały chłopiec, z którym łączy go dziwna, nietypowa więźń. Sami-Wiecie-Kto potrafi z daleka czytać umysł Harry’ego, manipulować jego myślami, straszyć nieprawdziwymi obrazami – prawdziwy koszmar nawet dla dorosłego człowieka, a co dopiero dla nastolatka, nie mówiąc o nastolatku po przejściach tak traumatycznych, jak młody Harry. Voldemort jest po prostu zły, choć trudno nie oprzeć się wrażeniu, że gdyby jego losy potoczyły się inaczej, gdyby nie trafił do sierocińca, byłby doskonałym czarodziejem i dobrym człowiekiem. Wybór Ralpha Fiennesa do tej roli okazał się naprawdę trafiony – aktor był zdecydowanie jednym z jaśniejszych punktów sagi mimo pogarszającej się jakości każdego kolejnego filmu. [Kornelia Farynowska]

29. Bill Rzeźnik

Gangi Nowego Jorku, 2002, reż. Martin Scorsese

Przezwisko tego bohatera – wzorowanego na prawdziwym kryminaliście z XIX wieku, Williamie Poole’u – mówi właściwie wszystko. To postać budząca zarówno szacunek, jak i strach, a dużo zawdzięcza właśnie swojemu wizerunkowi osoby „po przejściach”. Historię utraty swojego lewego oka, które dumnie zastąpił szklanym z podobizną orła, opowiada nam w dodatku sam zainteresowany. Szczyci się tym, że w trakcie walki wyłupał mu je kiedyś jego najznakomitszy przeciwnik, przywódca gangu rywali, ksiądz Vallon – jak na ironię postać już całkowicie zmyślona. Czyni go to mocno ludzkim, choć w żadnym wypadku nie mniej przerażającym antagonistą dużego, i właściwie jakiegokolwiek innego ekranu. [Jacek Lubiński, fragment zestawienia]

28. Keyser Söze

Podejrzani, 1995, reż. Bryan Singer

Keyser Söze jest jak yeti – wszyscy o nim słyszeli, nikt go nigdy nie widział, ale wszyscy w niego wierzą. I się go boją. Eksplozja na statku skutkuje śmiercią prawie trzydziestu osób i tajemniczym zniknięciem towaru o wartości niemal stu milionów dolarów, a za wszystkim stoi on. Opowiedzieć zaś o tym ośmiela się tylko jeden z podejrzanych, kaleka Verbal Kint.

Koncepcja postaci nie jest nowa, mityczny przestępczy boss, który trzyma cały półświatek w jednym ręku, a jednocześnie jest prawdziwym psychopatą, powtarza się do znudzenia w kinematografii. Keyser Söze jednak jest niezwykły z powodu zaskakującego twistu, jaki serwuje widzom duet Bryan Singer–Christopher McQuarrie. Twist, który owszem, zostawia publikę ze szczęką w okolicy kolan, ale który powoduje też, że dopiero kolejne seanse Podejrzanych – te, przy których zakończenie jest już znane, stanowią prawdziwą ucztę kinomana. Niezwykle elegancka gra Kevina Spaceya (tak, teraz go nie lubimy, ale nie można odmówić mu tego, że aktorem jest doskonałym) oraz inteligentnie prowadzony wątek czynią z Keysera Söze postać fascynującą nie wtedy, kiedy w szale morduje swoją rodzinę – ale kiedy nieśmiało snuje swoją historię. Absolutny geniusz, nie tylko zła, którego nie sposób nie podziwiać. [Agnieszka Stasiowska]

27. Frank Booth

Blue Velvet, 1986, reż. David Lynch

Niebezpieczny psychopata z odchyleniami seksualnymi — Frank Booth to szycha przestępczego półświatka i najciekawszy „ludzki” czarny charakter w twórczości Davida Lyncha. Frank porywa męża i syna piosenkarki Dorothy Vallens, by wymusić na niej udział w swoich seksualnych perwersjach; koniec końców do chorej gry wciąga także Jeffreya, głównego bohatera Blue Velvet. Cechą charakterystyczną Franka jest wyjątkowo chwiejny nastrój: z potulnego i spokojnego człowieka potrafi w jednej chwili zmienić się w narwanego sadystę i gwałciciela nadużywającego przemocy i wulgaryzmów. Cyklicznie wdychający tajemniczy gaz Booth to uosobienie nieobliczalności, personifikacja wściekłości i przemocy. [Dawid Konieczka]

26. Loki

uniwersum Marvela

Niezmiennie mój ulubiony złoczyńca kina komiksowego. Przez większość życia narażony na kłamstwo swojego ojca, sam stał się niemalże personifikacją oszustwa. Zupełnie nieprzewidywalny – nigdy nie wiesz, czy w danym momencie ma odruch dobrego serca i rzeczywiście chce ci pomóc, czy może jednak planuje wbić Ci nóż w plecy, kiedy się odwrócisz. Zwodzi, czaruje, kusi słowem, a gdy już mu ulegniesz, to niewykluczone, że potraktuje cię bezlitośnie. Przy tym wszystkim jest w nim jednak cząstka faktycznej dobroci, która nie pozwala myśleć o jego postaci wyłącznie w kategoriach negatywnych. Wszak gdy nachodzi potrzeba, Loki pozwoli nawet, by rzucono nim w przeciwników. Tom Hiddleston w tej roli to jeden z moich ulubionych castingowych wyborów w historii. Sama przyjemność patrzeć, jak dobrze odnajduje się w kreowaniu tej postaci i jaką sprawia mu to radość. [Łukasz Budnik]

25. Alex DeLarge

Mechaniczna pomarańcza, 1971, reż. Stanley Kubrick

Alex DeLarge to inteligentny, sadystyczny i groteskowy drań, który wesoło opowiada widzom epizod ze swej odrażającej egzystencji. Wydaje się, że polubić mógłby go jedynie człowiek tak psychicznie spaczony i zdemoralizowany jak on, u Kubricka nie jest jednak tak prosto. W opozycji do głównej osoby dramatu pojawiają się bowiem postaci przedstawione karykaturalnie, z którymi nie sposób się utożsamiać: nieobecni rodzice, szalony pisarz czy co najmniej dziwny kurator/pedagog. Wydaje się również, że siejący spustoszenie w zmurszałym społeczeństwie Alex DeLarge to tak naprawdę fantazja każdego z nas, bo przecież kolory w naszej wyobraźni są prawdziwsze niż w życiu. Dlaczego mniej przejmują nas gwałty i mordy popełnione przez Alexa niż przeprowadzana na nim drastyczna terapia Ludovico? Czyżbyśmy fantazjowali o zbrodniach, jakie popełnia DeLarge? McDowella zapytano w jednym z wywiadów: jak opisałbyś Alexa DeLarge’a? Odparł: „Ma poczucie euforii i radość życia, on jest większy niż życie – wielkie kurwa JA”. [Przemysław Mudlaff, fragment artykułu]

24. Max Cady

Przylądek strachu, 1962, reż. J. Lee Thompson

Robert Mitchum ma w swoim dorobku mnóstwo zróżnicowanych ról, które zagrał na przestrzeni pięćdziesięciu lat kariery. Ale najmocniej wyróżniają się dwie postacie: wielebny Harry Powell z Nocy myśliwego i Max Cady z Przylądka strachu. Obie trafiły na listę pięćdziesięciu filmowych łajdaków, sporządzoną przez Amerykański Instytut Filmowy. Zadecydowały o tym wyjątkowo niepokojąca osobowość i przekonująca gra aktorska. Do niniejszego zestawienia trafił Max Cady z filmu J. Lee Thompsona, paskudny i cyniczny psychol, znajdujący upodobanie w dręczeniu ludzi uczciwych i bezbronnych. To zresztą rola, z którą kojarzony jest nie tylko Robert Mitchum, ale i Robert De Niro, wcielający się w tę postać w remake’u Martina Scorsesego. W remake’u paskudny charakter Cady’ego został jeszcze dobitniej wzmocniony. Te dwie kreacje świetnie się uzupełniają, trudno wybrać lepszą, bo obaj są twarzami dwóch różnych epok i styl aktorstwa mocno się różni. Ale pod względem napięcia stara szkoła thrillera (moim zdaniem) rządzi. [Mariusz Czernic]

23. Frank

Pewnego razu na Dzikim Zachodzie, 1968, reż. Sergio Leone

Henry Fonda należał do ulubionych aktorów Sergia Leone i po sukcesie trylogii dolarowej reżyser miał wielką nadzieję, że uda się namówić hollywoodzkiego gwiazdora na współpracę. Jednak aktorowi pomysł na występ w spaghetti westernie niezbyt się podobał. Leone nie zamierzał się poddawać, poleciał więc do Nowego Jorku, aby osobiście przekonać aktora do projektu. Powiedział mu: „Wyobraź sobie taką scenę – kamera pokazuje strzelca od pasa w dół, który wyciąga broń i strzela do biegnącego dziecka. Kamera najeżdża na twarz rewolwerowca i… jest nim Henry Fonda”. Ten działający na wyobraźnię opis poskutkował połowicznie, bo gwiazdor postanowił się jeszcze skonsultować z Eli Wallachem, jednym z protagonistów Dobrego, złego i brzydkiego. No i dopiero po rozmowie z nim podjął decyzję, która była przełomowa w jego karierze. Bo tak jednoznacznie złego bohatera jeszcze nie zagrał. Wprawdzie w takich filmach jak Fort Apache, Dwa złote colty i Szeryf z Firecreek postacie Fondy nie były kryształowe, ale zostały po hollywoodzku wygładzone. Oznacza to mniej więcej tyle, że postać, odgrywana przez aktora mającego liczne grono fanów, nie mogła strzelać do dzieci. Sergio Leone nie dbał o takie subtelności. We włoskim kinie gatunkowym nie było żadnych świętości, jedynie przemoc. Skoro świat westernu został już nazwany Dzikim Zachodem, to należało tę dzikość mocno zaakcentować. Gładko ogolony (z wyjątkiem retrospekcji) niebieskooki Frank to jeden z najbardziej pamiętnych, wyjątkowo bezdusznych zabójców w historii westernu. [Mariusz Czernic]

22. Agent Smith

trylogia Matrix, 1999–2003, reż. siostry Wachowskie

Główny antagonista serii Matrix, program chroniący system przed błędami, pod postacią odpychającego służbisty. Choć nie sposób obdarzać go sympatią, nie można nie podziwiać jego zaangażowania, wychodzącego daleko poza zaprogramowane zadania. Smith wykształca w sobie porażającą osobowość, pełną nienawiści do rodzaju ludzkiego (jego przemowa w temacie naszego gatunku to istna perełka, w której sporo jest racji, słucham tego zawsze z niesłabnącą fascynacją), ukierunkowaną na Neo, postrzeganego jako zbawcę ludzkości. I to ta nienawiść budzi w nim ambicje, pozwala wyzwolić się spod władzy maszyn i podjąć próbę opanowania ich.

Agent Smith (w tej roli i rolach świetny Hugo Weaving) jest odrażający i pociągający jednocześnie. Odrażający, bo stanowi zagrożenie dla nas, kruchych i bezbronnych wobec jego mocy. Pociągający, bo przeglądamy się w jego ciemnych okularach jak w lustrze, dostrzegając w jego racjach nasze własne słabości. [Agnieszka Stasiowska]

21. Commodus

Gladiator, 2000, reż. Ridley Scott

Poczucie niedocenienia i zazdrość, które przerodziły się w niezwykłe okrucieństwo. Commodus to najciekawsza postać Gladiatora i jednocześnie generująca najwięcej emocji. Niejednokrotnie sprzecznych, bo jak inaczej nazwać mieszankę współczucia, obrzydzenia i szoku odczuwaną w jednej tylko scenie zabójstwa Marka Aureliusza? Czyny, których dokonuje Commodus już po objęciu władzy, odrzucają swoim okrucieństwem, a jego niestabilność przeraża nie tylko bohaterów filmu – niepokój udziela się również widzowi. Nie wiadomo, kiedy cesarz wrzaśnie i sięgnie po sztylet. Jego uśmiech nie jest żadnym pocieszeniem, bo rzadko to wyraz radości, a częściej chęć przymilenia się tłumowi. Interesowny, bezwzględny i gdzieś podskórnie mocno zszargany przeszłością – fakt, że jest ona dla niego usprawiedliwieniem jego czynów, przeraża chyba najbardziej. Słowo uznania dla Joaquina Phoenixa, który jest w Gladiatorze po prostu doskonały. [Łukasz Budnik]

20. pułkownik Kurtz

Czas apokalipsy, 1979, reż. Francis Ford Coppola

Przekleństwem Kurtza jest jego świadomość, rzeczywistość, którą dostrzega, wnioski, które wyciąga, umysł skażony ciemnością, beznadzieją, okrucieństwem obserwowanym na co dzień. Im bardziej Kurtz zamyka w sobie tę ciemność, ulegając złudzeniu, że nad nią zapanuje, uporządkuje ją i podzieli na jakieś akceptowalne, racjonalne kategorie, tym bardziej pogrąża się bez ratunku, separując od świata. To niesłychanie tragiczna postać i uosobienie przedziwnego paradoksu – z jednej strony zachowuje się jak ktoś, kto zatracił resztki człowieczeństwa, z drugiej – właśnie człowieczeństwo przekłada się na jego osobisty dramat. [Karolina Chymkowska]

19. Norman Bates

Psychoza, 1960, reż. Alfred Hitchcock

Wyobrażacie sobie sytuację, że od zarania życia jesteście zależni od osoby, którą kochacie jak nikogo na świecie i jednocześnie jak nikogo na świecie nienawidzicie? Że osoba ta zaczyna panować nad wami tak bardzo, że tracicie, kawałek po kawałku, swoją duszę, indywidualność i samoistność, w końcu wycofując się gdzieś w głąb jaźni i zanikając bez śladu? Norman Bates niewątpliwie był człowiekiem podatnym na zaburzenie psychiczne, ale kim mógłby się stać, gdyby dorastał w innym otoczeniu, pod wpływem relacji z ludźmi innego typu? Pragnie być akceptowany, kochany, pożądany za to, kim jest – w jego umyśle jednak utrwalił się wzorzec, że na to nie zasługuje. Matka wmawia mu, że jest bezwartościowy, ponieważ w ten sposób przywiązuje go do siebie chorą, ale bardzo silną więzią. W istocie to ona jest tym czarnym charakterem – w Normanie i poza nim. [Karolina Chymkowska]

18. Jack Torrance

Lśnienie, 1980, reż. Stanley Kubrick

Kiedy poznajemy Jacka, widać w nim tłumioną nerwowość, stres, ewidentną irytację. Już w drodze do hotelu, który ma być przecież dla niego i jego rodziny szansą na nowy start, jest podminowany. W odseparowaniu od świata dochodzą do głosu wszystkie jego demony, znika ostatni ślad dobrego męża i ojca, którym być może kiedyś był, zaczyna się przemoc i szaleństwo. Abstrahując od faktu, czy źródłem jest tu załamanie psychiczne, czy opętanie przez mroczne siły, sama postać Jacka jest niezwykła, w dużej mierze dzięki charyzmatycznej interpretacji Jacka Nicholsona. Przede wszystkim dlatego, że jest kompletnie nieprzewidywalny, nie da się do niego dotrzeć, w żaden sposób zaapelować, jakby zatracił wszelkie granice, sumienie i jakąkolwiek moralność, a jednak nie jest w tym ani papierowy, ani jednowymiarowy. [Karolina Chymkowska]

17. Sauron

trylogia Władca Pierścieni, 2001–2003, reż. Peter Jackson

Najbardziej przerażający Sauron jest wtedy, gdy widzimy go jako bezcielesne, wszechwidzące oko, co sugeruje nam, z jaką potęgą mamy do czynienia… To wróg, z którym trzeba się liczyć, jak każdy, który długo, bardzo długo czekał na swoją szansę, pała żądzą zemsty i doznał nieznośnego upokorzenia. Sauron miał wiele czasu, żeby zbudować w sobie bezwzględną nienawiść, na tyle, że po prostu stał się jej ucieleśnieniem, mrokiem samym w sobie, nie tylko ogarniającym i przewrotnym, ale też zdolnym do stopniowego wypaczania wszystkiego, co dobre i piękne, przez zwątpienie i beznadzieję z jednej, a pragnienie swobody, komfortu i zaszczytów z drugiej strony. [Karolina Chymkowska]

16. Annie Wilkes

Misery, 1990, reż. Rob Reiner

Być zdanym na łaskę niezrównoważonej emocjonalnie kobiety, która płynnie popada ze skrajności w skrajność i u której przemoc nie wyklucza się bynajmniej z absolutnym uwielbieniem – to prawdziwy koszmar. Annie ma nieopanowaną, rozbuchaną osobowość, tłamszącą i osaczającą, łatwo ją wyprowadzić z równowagi, a nade wszystko obawia się prawdziwego bądź wyimaginowanego odrzucenia, więc działa, uprzedzając cios i nie przebierając w środkach. Jednocześnie czuje się przecież niedocenianym aniołem miłosierdzia, który pospieszył ukochanemu z pomocą – choćby za to należy jej się „odrobina szacunku”. Racjonalne porozumienie z Annie nie wchodzi w grę, ponieważ postrzega ona samą siebie i swoje relacje z otoczeniem w wypaczony sposób, a jedyna prawda, którą uznaje, to ta wyznawana przez nią samą. [Karolina Chymkowska]

15. Siostra Ratched

Lot nad kukułczym gniazdem, 1975, Miloš Forman

Można tylko zgadywać, jakie kompleksy i uprzedzenia leżą u źródeł postawy siostry Ratched, jakie pragnienia wyparła, uznając je za szkodliwe i niewłaściwe. Jest opanowana obsesją absolutnej kontroli. Dąży do tego, by w stu procentach zapanować nad sobą, własnym życiem i otoczeniem. Postrzega świat wedle szufladek właściwe-niewłaściwe, oczekiwane i zbędne. Opancerzona, sztywna służbistka, dla której nie ma problemu w emocjonalnym szantażu i manipulacji, jeśli tylko w ten sposób odpowiednio zastraszy i osiągnie ten poziom posłuszeństwa, o jaki jej chodzi. Nie czyni tego zresztą tylko dlatego, że upaja ją władza (chociaż to też ma swoje znaczenie, zwłaszcza jeżeli wrócić myślą do tych hipotetycznych kompleksów), ale również po to, by tworzyć wokół siebie świat, w którym czuje się pewnie i na swój specyficzny sposób bezpiecznie. Zimna jak ryba, spostrzegawcza jak jastrząb i wszechobecna – siostra Ratched to ten rodzaj opiekunki, na który nigdy i w żadnej sytuacji nie chcielibyśmy trafić. [Karolina Chymkowska]

Ostatnio dodane