News
Neil deGrasse Tyson zachwycony PROJEKT HAIL MARY: „przełamuje stereotyp”
Projekt Hail Mary, oparty na powieści Andy’ego Weira, trafił w jeden z największych problemów, jakie Neil deGrasse Tyson ma ze współczesnym science fiction.
Neil deGrasse Tyson od lat pełni w świecie science fiction rolę wyjątkowo niewygodnego recenzenta. Astrofizyk i popularyzator nauki regularnie wytyka filmom i serialom błędy, które dla większości widzów pozostają niezauważalne: niewłaściwe zachowanie obiektów w kosmosie, absurdalne z punktu widzenia fizyki rozwiązania, a przede wszystkim przekonanie Hollywood, że kosmici muszą wyglądać niemal dokładnie tak jak ludzie. Projekt Hail Mary, film, oparty na powieści Andy’ego Weira, trafił dokładnie w jeden z największych problemów, jakie Tyson ma ze współczesnym science fiction.
W rozmowie z GQ Tyson zwrócił uwagę na Rocky’ego, kosmitę będącego jednym z głównych bohaterów filmu.

W tym filmie Weir przełamuje hollywoodzki stereotyp, tworząc kosmitę, który nie jest humanoidem, lecz przypomina kraba. Co więcej, żyje w innym rodzaju atmosfery. Nie oddycha tlenem. Co jest z tymi wszystkimi kosmitami, którzy odwiedzają Ziemię? Wysiadają ze swoich statków kosmicznych i po prostu oddychają naszym tlenem. O co chodzi?
W jego opinii problem tkwi w ograniczonej wyobraźni scenarzystów. Jeżeli życie powstało gdzie indziej, ewoluowało w zupełnie innych warunkach i miało miliardy lat na rozwój, nie ma powodu zakładać, że będzie miało dwie ręce, dwie nogi, oczy, usta i płuca.

[…] ludzie nie zastanawiają się, jak bardzo kreatywny może być wszechświat, nad wszystkimi sposobami istnienia życia innymi niż te, które dostarczyła nam nasza własna fizjologia.
Rocky jest istotą Eridian, funkcjonującą w atmosferze zdominowanej przez amoniak i pod ogromnym ciśnieniem. Nie tylko wygląda inaczej od człowieka, ale także inaczej odbiera świat. Weir zaprojektował jego biologię, wychodząc od założeń dotyczących środowiska planety, z której pochodzi i budowanie Rocky’ego rozpoczął właśnie od warunków panujących na jego świecie.

Ilekroć kusiło mnie, by użyć mglistej, nieprecyzyjnej fizyki albo pójść na skróty i nie być precyzyjnym, naprawdę myślałem sobie: „A co, jeśli Neil deGrasse Tyson to przeczyta?„
Projekt Hail Mary robi coś, czego wiele wysokobudżetowych produkcji science fiction nie próbuje: traktuje obcego naprawdę jak obcego. Nie oznacza to oczywiście, że film jest naukowo bezbłędny. Jego największą zaletą jest jednak to, że przynajmniej w kwestii biologii obcego życia nie idzie na łatwiznę. Jego największym sukcesem nie jest to, że stworzył kosmitę, który wygląda inaczej, ale przekonanie widza, że Rocky mógłby naprawdę być produktem ewolucji gdzieś bardzo daleko od Ziemi.

