Krótkie spięcie

MEL GIBSON JAKO SAM PECKINPAH? Remake DZIKIEJ BANDY w fazie planowania

Autor: Mariusz Czernic
opublikowano

Po sukcesie wojennej produkcji Przełęcz ocalonych (2016) Mel Gibson zaczął zbierać fundusze na kolejny film rozgrywający się w realiach drugiej wojny światowej – Destroyer według scenariusza jego życiowej partnerki, Rosalind Ross. Choć budżet jeszcze nie został domknięty, pojawiła się informacja o kolejnym projekcie, w który zaangażowany jest gwiazdor Zabójczej broni. Miałby on być reżyserem i współautorem (wraz z Bryanem Bagbym) nowej wersji Dzikiej bandy. Film powstałby pod szyldem wytwórni Warner Bros. – tej samej, która produkowała oryginał.

Nie ma jednak pewności, czy Gibson zamierza zrealizować film w formie prawdziwego westernu czy może uwspółcześni fabułę (pierwowzór rozgrywa się w 1913). Istnieje już wszakże scenariusz napisany przez Davida Ayera i Briana Helgelanda, którzy osadzili akcję we współczesnym Meksyku, główny konflikt toczy się zaś między agentami CIA i kartelem narkotykowym. Scenariuszem zainteresowany był Tony Scott, a po jego śmierci pomysł odżył za sprawą Willa Smitha, który chciał zarezerwować główną rolę dla siebie. Ostatecznie skrypt wylądował w szufladzie. Jeśli nowa wersja miałaby być klasycznym westernem z akcją sprzed stu lat, to raczej Will Smith w obsadzie odpada (choć jeśli wspomni się Siedmiu wspaniałych z Denzelem Washingtonem, to nie wydaje się to całkiem nieprawdopodobne).

Mel Gibson jako reżyser jeszcze nie zawiódł. Zrealizował pięć filmów i każdy z nich jest dziełem niebanalnym, na długo zapadającym w pamięć. Człowiek bez twarzy, Braveheart Waleczne serce, Pasja, Apocalypto i Przełęcz ocalonych – każdy z nich zarówno pod względem treści, jak i formy robi wrażenie, a niektóre potrafią wywołać burzliwą dyskusję. Ten twórca nie boi się także podkręcić wskaźnika przemocy do maksimum, więc jego Dzika banda może być nawet brutalniejsza niż oryginał. Pytanie, w jaki sposób filmowcy podejdą do kwestii lojalności i honoru, tak ważnych w pierwowzorze? I czy powstanie z tego film równie romantyczny i odrażający zarazem? Trudno mi uwierzyć, by Gibson chciał zrealizować klasyczny remake. Przypuszczam, że autorzy mają asa w rękawie i nie robią tego tylko dla kasy. Dużą niewiadomą jest współautor Bryan Bagby, który ostatni film nakręcił (jako scenarzysta i reżyser) w… 2000 roku – to niezależna produkcja science fiction pt. L.I.N.X. Nie jest rutyniarzem, więc może wprowadzi do tematu coś świeżego.

Dzika banda (1969) według scenariusza Walona Greena, Sama Peckinpaha i Roya N. Sicknera to western, który imponuje wciąż po półwieczu od jego premiery. Opowiada o bandzie złodziei i morderców, którzy uciekając przed pościgiem, trafiają do ogarniętego rewolucją Meksyku. Film zdobył dwie nominacje do Oscara, za scenariusz i muzykę, ale jego największą zaletą jest strona techniczna, przede wszystkim montaż oraz dynamiczna praca kamery. Czynią one z tej produkcji dzieło rytmiczne, niemal poetyckie, określane często jako „balet przemocy”.

Dzięki takim newsom widz otrzymuje po raz kolejny materiał do dyskusji na temat: Czy przerabianie filmów, które kompletnie się nie zestarzały, ma jakikolwiek sens? Ile jest dobrych remake’ów westernów? Paradoksalnie jedna z ciekawszych przeróbek to produkcja z Melem Gibsonem na pierwszym planie – Maverick (1994) na podstawie serialu telewizyjnego pod takim samym tytułem. W ostatnich latach sukces odniosły Prawdziwe męstwo (2010, reż. Ethan i Joel Coen) i Siedmiu wspaniałych (2016, reż. Antoine Fuqua), ale dla piszącego te słowa są to filmy co najwyżej przeciętne. Bardziej przychylny jestem oryginalniejszym obrazom osadzonym w realiach Dzikiego Zachodu, takim jak Bone Tomahawk (2015, reż. S. Craig Zahler), Django (2012, reż. Quentin Tarantino), Nienawistna ósemka (2015, reż. jw.). Świadczą one o tym, że westernowe motywy nie zostały jeszcze wyczerpane. Przy dobrych chęciach można stworzyć coś nowego i jednocześnie składającego hołd klasyce gatunku.

Nie pozostaje nam nic innego jak tylko oczekiwać kolejnych informacji na temat tej planowanej produkcji. Szczególnie interesujące jest to, jacy współcześni aktorzy będą chcieli zmierzyć się z postaciami wykreowanymi przez Williama Holdena, Ernesta Borgnine’a i Roberta Ryana.

Ostatnio dodane