Felietony

Co kryje się pod maską JOKERA?

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Hajp na Jokera trwa w najlepsze. Stało się to, czego wszyscy się spodziewali – film Todda Phillipsa zaliczył rekord październikowego otwarcia. Za sukcesem kasowym najprawdopodobniej pójdzie też ten artystyczny. Szlak został już przetarty główną nagrodą w Wenecji. Oscary? Myślę, że przynajmniej Phoenix powinien być spokojny, że wyjdzie z przyszłorocznej ceremonii ze złotym rycerzem w ręku. 

Szykuje się precedens w historii kina...

Jeśli jednak tak się stanie, dojdzie do ciekawego precedensu. Otóż po raz pierwszy w historii kina statuetka trafi do odtwórcy tej samej postaci komiksowej, acz inaczej zinterpretowanej. Jak pamiętamy, wcześniej Oscara otrzymał Heath Ledger za swojego Jokera w Mrocznym rycerzu. Wygrana Phoenixa leży na razie w sferze mocnych spekulacji, ale biorąc pod uwagę, jak ciekawą, złożoną, zapadającą w pamięć i dobitną kreację stworzył, nikt chyba nie ma wątpliwości, że szansa na ten precedens jest realna. Joker, jako antybohater, może w ten sposób przejść do historii kina. Mnie jednak najbardziej zastanawia przy tej okazji, co takiego jest w tej postaci, jej symbolice, co kryje się za jej maską, że budzi ona tak wiele emocji.

Todd Phillips to bardzo sprytny facet. Wykorzystał wszystkie swoje filmowe fascynacje latami siedemdziesiątymi (czyniąc z Taksówkarza swój sztandar), by zaprezentować je w nowym, niezwykle atrakcyjnym, popowym kostiumie. I to kostiumie nie byle jakim, bo kolorowym, charakterystycznym, przywodzącym na myśl nasze pierwsze spotkanie z cyrkowym klaunem. Doszukując się siły oddziaływania największego antagonisty Batmana, nie da się ukryć, że nawiązuje on swym wyglądem i zachowaniem do tradycji błazenady. Tradycji sięgającej aż do czasów średniowiecza, a może i jeszcze dalej (a kto tam wie, co dokładnie działo się w Koloseum). Jej współczesnym odzwierciedleniem jest profesja klauna, tego dziwaka, którego głównym zadaniem jest rozśmieszanie widowni. Problem polega jednak na tym, że jego praca przynosi często efekt odwrotny do zamierzonego. Zamiast śmieszyć – przeraża.

Koulrofobia, czyli lęk przed klaunami, nie wzięła się znikąd. Mógłbym wspomnieć o prawdziwych zbrodniach dokonanych przez mężczyznę w stroju klauna jako dowód na to, że zło może czasem przybierać śmieszną twarz. W czym nie ma nic dziwnego. Prawda jest jednak taka, że to, co przeraża (i fascynuje) nas w tych postaciach, jest głęboko psychologiczne. Wielu ekspertów jest zgodnych co do tego, że wszystko, co w świecie grozy wypacza i zniekształca wzorzec, może wywoływać strach. Patrząc na twarz klauna, da się zauważyć, że jest ona tylko wykrzywioną maską, ukrywającą przykrą rzeczywistość. To fałsz informujący, że uśmiech jest sztuczny, bo prawdziwy jest niewidoczny na pierwszy rzut oka smutek. Dopełnia to wrażenie tzw. „doliny niesamowitości”, zjawiska odczuwania wstrętu do figur przypominających człowieka, ale w rezultacie go tylko udających.

Co jeszcze kryje się za maską klauna? Ciekawej odpowiedzi na to pytanie udzielił swego czasu pewien profesor w brytyjskiej gazecie „The Telegraph”. I tu cytat:

Klaun zawsze żył na marginesie społeczeństwa. Średniowieczny błazen nieustannie przypominał nam o naszej moralności, naszej zwierzęcej naturze, o tym, jak nierozsądni, śmieszni i małostkowi możemy być. 

Jeśli dodamy do tego, że charakterystyczna w klaunach, a ściślej – w ich dowcipach, jest ich nieprzewidywalność oraz to, że zwykle chadzają oni pod prąd względem zasad i norm społecznych, otrzymamy sedno symboliki naczelnego błazna świata DC. Joker to zło, o którym wspomina Albert Camus w swojej Dżumie. Zło, którego bakcyl nosi w sobie każdy w nas, ale nie każdy daje mu sposobność do zaistnienia. Joker to odbicie wszystkich tych cech Batmana, których ten albo nie chce mieć, albo mocno się ich wypiera. Phoenix dodał do tej postaci unikalną rzecz. Joker przestał być tylko błaznem ogarniętym niekontrolowanym szaleństwem – jak u Burtona; przestał też być chodzącą enigmą – jak u Nolana. Teraz stał się człowiekiem z krwi i kości, przygniecionym egzystencjalnym bólem. Jego smutek jest smutkiem nas wszystkich, zagubionych w atomizowanym społeczeństwie, upadających przy kolejnych próbach nawiązania trwałej relacji i zaczerpnięcia łyka szczęścia. Spychanych na margines, nierozumianych, lekceważonych. Wyśmiewanych.

Kontrast śmiechu przez łzy działa w tym wypadku bardzo dosadnie. Każdy z nas stara się zachować przecież jakieś pozory normalności, bez względu na kotłujące się w nas emocje. Każdy z nas nauczył się robić dobrą minę do złej gry – to też sztuka przetrwania. Umiejętność śmiania się Bogu w twarz, za każdą podrzuconą kłodę, to elementarny dowód siły i odwagi. Ale wystarczy jeden, JEDEN, krok za daleko, aby pogrążyć się w szaleństwie. Widownia będzie wielka, ale nadal pozostaniemy samotni.

Choć w podejściu do tego projektu zachowywałem uwarunkowany sceptycyzm, już zostawiłem to za sobą. Nie mam wątpliwości, że Phoenix stworzył kreację kompletną. Nie mam też wątpliwości, że z tej intertekstualnej gliny Phillips zdołał ulepić dzieło wybitne. Sedno tytułowego bohatera jest jednak tak szokująco bliskie nam, ludziom, że to zaskakujące i odświeżające zarazem, że jego idea wywodzi się z kart komiksu – medium przez pokolenia krytyków spychanego na margines kultury. Najazd lupą na Jokera, nowego Jokera, nie budzi jednak kolejnych pytań i teraz wiem to na pewno – to cholernie przejmujący portret.

 

Ostatnio dodane