There can be only one. To jedno z najbardziej rozpoznawalnych zdań kina lat 80. i jednocześnie obietnica, z którą Highlander (Nieśmiertelny) musi się zmierzyć.
Jeżeli istnieje uniwersum, którego hollywoodzka adaptacja od lat wydawała się jednocześnie nieunikniona i niemożliwa, jest nim Warhammer 40000.
Gdyby powstał dzisiaj, prawdopodobnie zostałby okrzyknięty wizualnym wydarzeniem roku. To jeden z tych filmów, które zyskują z czasem.
Mikael Håfström w 1408 rozwija pomysł Kinga, zachowując to, co w oryginale najważniejsze: poczucie, że zamknięte drzwi mogą prowadzić prosto do piekła.
Zaczyna się jak sympatyczna komedia o grupie ekscentryków spotykających się na terapii, ale szybko okazuje się czymś znacznie ciekawszym. People of Earth.
Co by się stało, gdyby połączyć katastroficzne science fiction z historią grupy ludzi zamkniętych w ograniczonej przestrzeni?
W telewizji nie brakuje historii o podróżach w czasie, ale niewiele z nich podchodzi do tego motywu tak inteligentnie i emocjonalnie jak Journeyman.
Guillermo del Toro od zawsze fascynował się potworami. Nie tymi, które można łatwo pokonać, lecz takimi, które budzą odrazę, lęk i współczucie.
W epoce, w której sukces niemal automatycznie oznacza kolejne sezony i franczyzy, ta miniseria pozostaje najlepszym przykładem artystycznej powściągliwości.
Wszystko zaczęło się świetnie - Stephen King miał pomysł: małe miasteczko, tajemniczy kult dzieci i coś złowrogiego ukrytego wśród pól kukurydzy.