Connect with us

Publicystyka filmowa

Filmy, które NAJMOCNIEJ PODZIELIŁY WIDOWNIĘ – i dzielą nadal

Fascynujące zestawienie dziesięciu filmów, które NAJMOCNIEJ PODZIELIŁY WIDOWNIĘ. Od zachwytu po oburzenie – sprawdź, co wzbudza emocje!

Published

on

O gustach się nie dyskutuje? Nuda. Sztuka powstaje między innymi po to, by o niej dyskutować. Jeśli nikomu nie chce się o nią kłócić, to staje się w pewien sposób martwa. Są jednak takie filmy, którym to nie grozi, bo nawet wiele lat od premiery zachowują pazur, prowokują, u jednych budzą zachwyt, a u innych oburzenie. Przeczytajcie subiektywny wybór dziesięciu filmów, które spotkały się ze skrajnymi reakcjami widowni.

Advertisement

W zestawieniu nie uwzględniam filmów, które z początku były postrzegane jako kontrowersyjne, ale dziś powszechnie uważa się je za ważne, a nawet wybitne (Mechaniczna pomarańcza). Nie wymieniam także dzieł, które podzieliły widownię wyłącznie ze względów politycznych, obyczajowych, religijnych lub ideologicznych. Oto lista filmów tak specyficznych, że jedni uważają je za arcydzieła, a inni za gnioty – ale nigdy nikogo nie pozostawiają obojętnym.

Salo, czyli 120 dni Sodomy (reż. Pier Paolo Pasolini, 1975)

TWOJE CIAŁO, TWOJA WALKA. Jak sprowokować seksistów

Najbardziej niesławny obraz w dziejach kina nawet po czterdziestu latach odbierany jest skrajnie.

Advertisement

Epatowanie niewyretuszowaną przemocą i seksem zawsze jednych będzie przyciągać, a innych odrzucać. Pytanie, które należy sobie zadać przy oddzielaniu dobrego gore od złego, brzmi – czy jest ono czymś uzasadnione? W przypadku Salo, czyli 120 dni Sodomy stoczono całe debaty, szukając odpowiedzi.

Wielbiciele ostatniego filmu włoskiego mistrza nazywają Salo… sugestywną metaforą totalitaryzmu, przerażającą wizją tego, co potrafi zrobić człowiek, jeśli tylko dać mu całkowitą władzę nad innymi. Ich zdaniem bez zhiperbolizowania przemocy ta myśl nie mogła być odpowiednio wyraziście przekazana i zrobić na widzu tak wstrząsającego, katartycznego wrażenia, na którym zależało reżyserowi. Z kolei przeciwnicy dzieła twierdzą, że domniemany głębszy przekaz to słaba przykrywka dla sadomasochistycznych fantazji, których wyrażenie było głównym celem Pasoliniego. Filmowi często zarzuca się też kiepskie aktorstwo i rozwlekłość, a nawet… nudę.

Advertisement

Wszyscy muszą mniej lub bardziej chętnie zgodzić się z jednym – Salo… jest przełomowe dla filmowej estetyki, nie tylko tej właściwej horrorom gore. To między innymi dzięki niemu (przez nie?) tolerancja widzów na ekranową przemoc zaczęła wzrastać – do tego stopnia, że współczesny, wychowany na Pile nastolatek, seans Salo… może zbyć ziewnięciem i wzruszeniem ramion.

 

Advertisement

Ostatnie kuszenie Chrystusa (reż. Martin Scorsese, 1988)

Postać uczłowieczonego Jezusa, który nie jest pewien, czy powinien umrzeć za ludzkość, czy wieść szczęśliwe życie z ukochaną Marią Magdaleną, okazała się tak bulwersująca dla pewnych środowisk, że Ostatnie kuszenie Chrystusa w niektórych państwach przez lata pozostawało filmem zakazanym. Tam, gdzie mogło być wyświetlane, przyciągało tłumy protestujących, którzy usiłowali bojkotować seanse, a nawet podpalać kina.

Ostatnie kuszenie… wywołuje jednak spory nie tylko na płaszczyźnie ideologicznej, ale i artystycznej. Bazujące na niejednoznaczności i mnożące pytania bez udzielania odpowiedzi dzieło Scorsesego doczekało się najróżniejszych ocen. Dla jednych to bezdyskusyjnie najwybitniejszy reprezentant kina religijnego w historii. Zdaniem drugich temperament reżyserski Scorsesego nie predestynuje go do tworzenia dzieł mistycznych – jest na to zbyt amerykański i żywiołowy. Zdaniem trzecich Willem Dafoe stworzył tu najlepszą kreację w całej swojej aktorskiej karierze. Zdaniem czwartych film jest dużo słabszy od książkowego pierwowzoru autorstwa Nikosa Kazandzakisa. I tak dalej, i tak dalej…

Advertisement

 

Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną (reż. David Lynch, 1992)

Film, który skłócił nawet wyznawców Lyncha, zazwyczaj tak bezkrytycznych. Chłodno przyjęte w Cannes Ogniu krocz ze mną opowiada o wydarzeniach poprzedzających akcję Twin Peaks, ale już sam jego klimat nijak nie przywodzi na myśl kultowego miasteczka. Lynch, nieograniczony przez współpracę telewizyjną, popuścił wodze surrealistycznej fantazji i wielu fanów serialu – niewiedzących, jak hardcorowym potrafi być reżyserem – zagubiło się w jego wizji.

Advertisement

Rozczarowująca okazała się sama Laura Palmer, o wiele silniej przemawiająca do wyobraźni jako nieprzenikniona tajemnica z serialu niż odarta z sekretów i raczej irytująca pierwszoplanowa postać z filmu. Ustawionych po przeciwnej stronie barykady obrońców dzieła zachwyca z kolei jego symbolizm i wielość interpretacji, jakim można poddawać poszczególne ujęcia. Fani skrupulatnie analizowali też tzw. missing pieces, czyli sceny, które wycięto w postprodukcji.

Wydaje się, że Lynch nie zapomniał o swoim upokorzeniu z Cannes. Nie tylko z premedytacją uczynił trzeci sezon Twin Peaks niemal niemożliwym do rozszyfrowania bez znajomości Ogniu krocz ze mną, ale postanowił też sparodiować w tym serialu styl Tarantino – mam oczywiście na myśli wątek pary płatnych morderców, granych przez Jennifer Jason Leigh i Tima Rotha. Była to mała, „podana na zimno” zemsta za to, że reżyser Pulp Fiction ponoć wyjątkowo złośliwie wyśmiał Ogniu krocz ze mną.

Advertisement

Showgirls (reż. Paul Verhoeven, 1995)

Chyba na żaden inny film z lat 90. nie urządzono tak zaciekłej nagonki. Historia pięknej tancerki Nomi, która wyrusza do Las Vegas w nadziei na karierę, została zmieszana z błotem przez krytykę i zasypana deszczem Złotych Malin nie tylko w 1996 r.

, ale i w 2000 r., kiedy to na inauguracyjnej gali przyznano Showgirls tytuł najgorszej produkcji dekady. Wcielająca się w główną bohaterkę Elizabeth Berkley nie wytrzymała fali hejtu i występ w filmie przekreślił jej aktorską karierę. Do dzisiaj Showgirls powszechnie uważane jest za synonim kiczu i złego smaku.

Advertisement

Drugie życie podarowały Showgirls kasety VHS. Obraz Verhoevena sprzedawał się świetnie, zarabiając na rynku kasetowym ponad sto milionów dolarów. Do dzisiaj znajduje się w pierwszej dwudziestce największych bestsellerów MGM. Oprócz popularności film zdobył też serca niektórych profesjonalnych krytyków, np. w Polsce wielkim fanem Showgirls jest Michał Chaciński. Dostrzegają oni w nim pastisz tak genialny, że… łatwo się nabrać, iż wcale pastiszem nie jest, a histeryczne aktorstwo i drewniane dialogi są na serio.

Film szyderczo naśladuje rzeczywistość, o której opowiada (szybka kariera, show-biznes, wszystko w estetyce ckliwych, produkowanych taśmowo filmideł), po to, by w szokującym zakończeniu postawić te klisze na głowie i złamać im kark. Poza tym to cały czas jest Verhoeven – doskonały pod względem technicznym, zachwycający w każdym kadrze, odważny i zmysłowy. Grzebiąc w Internecie, można znaleźć różne teorie spiskowe co do przyczyn ostracyzmu, jaki spotkał Showgirls ze strony amerykańskiego środowiska filmowego – ponoć Verhoeven miał zanadto obnażyć niewygodną prawdę o funkcjonowaniu Hollywood, a nawet zainspirować się autentycznymi wydarzeniami.

Advertisement

Kto wie? W świetle brudów ujawnionych przez akcję #MeToo wcale nie wydaje się to nieprawdopodobne.

Szamanka (reż. Andrzej Żuławski, 1996)

Na przykład z rodzimego podwórka wybrałam film, który podzielił Polaków ze względów innych niż polityczne – za dużo tego mamy w otaczającej nas rzeczywistości. Szamanka to chyba najskrajniej oceniane dzieło jak zawsze niejednoznacznego Andrzeja Żuławskiego. Nakręcony po sześciu latach przerwy i zagranicznej, francuskiej karierze, ze scenariuszem napisanym przez literacką gwiazdę lat 90.

Advertisement

Manuelę Gretkowską i z główną rolą będącego wówczas u szczytu popularności Bogusława Lindy… oczekiwania były wielkie, tak samo jak zażenowanie, a nawet wściekłość większości widzów już po premierze. Zmasowany atak na film przypuścił Kościół katolicki, dotknięty sprofanowaniem symboli religijnych. Jak łatwo można Szamankę wyszydzić, pokazał na YouTube Masochista, wyśmiewając i mieszając dzieło Żuławskiego z błotem. Niestety, największą cenę po raz kolejny zapłaciła główna aktorka. Dla 21-letniej Iwony Petry była to pierwsza i ostatnia ważna rola w życiu. Roznegliżowane sceny, przy których Żuławski miał dopuszczać się nadużyć, w połączeniu z bardzo negatywnym odbiorem filmu, w tym także gry aktorskiej samej Petry, którą atakowano personalnie, doprowadziły do załamania nerwowego dziewczyny.

W szpitalu psychiatrycznym spędziła kilka lat. Zdaniem swoich zwolenników Szamanka pozostaje dziełem głęboko niezrozumianym i niesprawiedliwie potraktowanym. Formalne eksperymenty Żuławskiego uchwycone na klimatycznych zdjęciach Jaroszewicza zebrały bardzo przychylne opinie za granicą, m.in. we Francji i Korei.

Advertisement

Idioci (reż. Lars von Trier, 1998)

Kontrowersyjny jest cały Lars von Trier. Wystarczy wspomnieć, jak głośno było w ostatnich latach o dylogii Nimfomanka czy o Antychryście.

Wystarczy też obejrzeć zwiastun Domu, który zbudował Jack, by się przekonać, że reżyser ani myśli spokornieć. Ale nowych filmów von Triera nie byłoby bez Dogmy 95, czyli współtworzonego przez niego manifestu, w którym postulowano minimalizm formalny, trzymanie się realiów, skupienie na bohaterze i opowiadanej o nim historii. Już sama estetyka Dogmy, jako celowo „brzydka”, nieatrakcyjna i zazwyczaj poruszająca drażliwe tematy, wywoływała różne reakcje. Dla jednych jest to najlepsze, co się mogło kinu przydarzyć, najciekawszy (ostatni?) awangardowy ruch lat 90. , dla innych – odarcie filmu z tego, co „filmowe”, a tym samym pozbawienie go magii.

Advertisement

O ile wpływu Dogmy u von Triera dopatrzymy się już we wzruszającym Przełamując fale, to najpełniej jej postulaty zostały zrealizowane w Idiotach. Obraz szokuje nie tylko skrajnym naturalizmem, kamerą „z ręki”, niemal pornograficznymi scenami seksu i ostentacyjnie amatorskimi środkami wyrazu, ale także tematyką. Historia grupy przyjaciół, którzy w akcie buntu zaczynają udawać osoby upośledzone intelektualne, sprowokowała szereg dyskusji co do traktowania przez państwo i społeczeństwo ludzi niepełnosprawnych.

Pasja (reż. Mel Gibson, 2004)

Film wzbudził kontrowersje równie mocne, co Mel swoimi antysemickimi, pijackimi uwagami sprzed lat, tak samo podzielił też środowisko filmowe na oskarżycieli i obrońców. Gibson w swoim dziele przedstawił bowiem z werystyczną dokładnością tortury, które same w sobie nie szokują aż tak, jak te z np.

Advertisement

Cannibal Holocaust, rzecz jednak w tym, że w Pasji ofiarą tej rozciągniętej na dwie godziny kaźni jest Jezus Chrystus. Fetyszyzacja przemocy, tandeta, łopatologiczność przekazu i artystyczna prostackość to główne zarzuty, jakie stawiano Pasji. Co z tego, odpowiadali na to obrońcy, skoro całość tak bardzo porusza? Pasja to jedno z tych dzieł, które oddziałują przede wszystkim na poziomie emocjonalnym, jej zadaniem jest wstrząsnąć widzem, pozostawić w nim ślad, poruszyć sumienie – i w przypadku milionów widzów cel ten udało się osiągnąć.

Środowiska chrześcijańskie także nie były zgodne co do oceny dzieła. Część wierzących oburzyło zeświecczenie Jezusa, eksponowanie fizycznego aspektu chrystusowej ofiary, z marginalnym potraktowaniem duchowego wymiaru tego wydarzenia. Równie wielu poczuło się umocnionych w wierze po zobaczeniu, jak męka Chrystusa wyglądała naprawdę, wyłuskana spod oszczędnego, biblijnego przekazu. Zdarzały się też i takie historie – zwłaszcza w Ameryce – że poruszeni filmem widzowie nawracali się na chrześcijaństwo, a nawet doznawali rzekomych objawień. Cokolwiek by o tym obrazie myśleć, to gdyby przeprowadzić plebiscyt na najsłynniejszy film religijny, najprawdopodobniej wygrałaby właśnie Pasja.

Advertisement

Neon Demon (reż. Nicolas Winding Refn, 2016)

Refn odpływa – zdaniem większości widzów. Po sukcesie Drive uwierzył we własny geniusz i kręci filmy dla samego siebie, hermetyczne wydmuszki, w których forma pożera treść.

Ostatni pełnometrażowy obraz Duńczyka, bezlitośnie wygwizdany w Cannes Neon Demon, okazał się jeszcze bardziej nieprzystępny w odbiorze niż wcześniejsze – też zresztą wygwizdane na tym festiwalu – Tylko Bóg wybacza. Dziwny, idący w poprzek, osobny – są tacy, których właśnie to przekonuje. Miłośników Neon Demon ma niewielu, za to wiernych, szczerze zachwyconych audiowizualną stroną tej mrocznej baśni osadzonej w świecie wielkiej mody. Dla nich Refn jest wizjonerem wyprzedzającym swoje czasy, ostatnim prawdziwym eksperymentatorem kina. Ciebie też historia początkującej modelki Jesse pozostawiła z tak mieszanymi uczuciami, że nie wiesz, co o tym wszystkim myśleć? Przeczytaj nasze recenzje: TU i TU.

Advertisement

Mother! (reż. Darren Aronofsky, 2017)

Oj, posypały się Złote Maliny… Dostało się nawet pupilce krytyków, Jennifer Lawrence. Z drugiej strony, napisano też wiele ciekawych analiz i dopatrzono się głębokich sensów. Biblijny moralitet i przestroga dla niszczącej środowisko naturalne ludzkości? Pretensjonalny do bólu paździerz, dla niepoznaki zasłonięty grubą warstwą symboliki i metafory? A może odważny, ale chybiony eksperyment jednego z najciekawszych amerykańskich reżyserów średniego pokolenia? Jak różnie można odebrać najnowszy film Aronofsky’ego, mogliście przeczytać u nas – w tekście przychylnym i nieprzychylnym. Za rozczarowanie widzów w dużej mierze odpowiedzialna jest chybiona kampania promocyjna, reklamująca film jako horror – szufladka tak tutaj niepasująca, że wychodzący z kina zawiedzeni miłośnicy grozy mogliby śmiało żądać zwrotu pieniędzy za „niezgodność produktu z opisem”. Zapowiadający multum akcji i paczkę fajerwerków trailer jak pięść do nosa pasował do tego trudnego, wizyjnego, surrealistycznego obrazu o niepokojącej wymowie.

Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi (reż. Rian Johnson, 2017)

Fota #11 - Tom Cruise i Don Simpson

Równie dobrze mogłabym wybrać każde inne star warsy nakręcone po 1983 r. – prequele, sequele, spin-offy… Cel każdej z tych produkcji był jednocześnie prosty i z góry skazany na porażkę: reanimować nieuchwytną magię oryginalnej trylogii. Odnowiona przez Disneya gwiezdna saga budzi skrajne emocje, ale najwięcej kłótni spośród zrealizowanych do tej pory filmów wywołał chyba Ostatni Jedi. Część widzów była zachwycona, doceniono odwagę reżysera, który poszedł na przekór oczekiwaniom, wprowadzając nową jakość i powiew świeżego powietrza (odwrotnie niż recyklingujący Nową nadzieję J.

Advertisement

J. Abrams). Inni „unowocześnione” SW odebrali jako miałkie, nudne, bez wyrazu, gubiące ducha serii. Solą na krwawiące serca fanów była latająca Leia, zakochana w Finnie Rose, obrażony na całą galaktykę Luke i Laura Dern niedzieląca się planem działania z własną załogą.

Kiedy Star Wars traci starych fanów, to zyskuje nowych. Dla części młodszych widzów to właśnie wersja Disneya, nie Lucasa, jest tą, od której zaczęła się ich przygoda z tym uniwersum. Jakie pokolenie, takie Gwiezdne wojny – patrząc na box office i zyski z gadżetów, Ostatni Jedi dobrze wpisuje się w gusta większości, a na tym bez wątpienia najbardziej zależy producentom.

Advertisement

Które filmy z tej listy kochacie, a których nienawidzicie? Co jeszcze mogłoby się na niej znaleźć? Dajcie znać w komentarzach!

 

Advertisement

Publikuje w "KINIE", Filmwebie, serwisie Film w Szkole i (oczywiście) na film.org.pl. Edukatorka filmowa w Zespole Edukacji Ferment Kolektiv. Lauretka II nagrody w Konkursie im. Krzysztofa Mętraka dla młodych krytyków filmowych oraz zwyciężczyni konkursu Krytyk Pisze Festiwalu Kamera Akcja.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *