Sztuczne światy

Sztuczne światy – PIOTRUŚ PAN

Autor: Maciej Niedźwiedzki
opublikowano

Janek i Michaś są w idealnym wieku, by marzyć o potyczkach z piratami i polowaniach z Indianami. Skaczą po łóżkach, wymachując drewnianymi mieczami. Ozdabiają głowy pióropuszami i zakrywają oczy chustami jak prawdziwi korsarze. Przez złożone w lunetę dłonie wypatrują zagrożeń i przygód na oceanie, bezkreśnie rozciągającym się w ich pokoju. Wyobraźnię chłopców podsycają opowieści Wandy, ich o kilka lat starszej siostry.

Animacje Disneya regularnie przypominają o tym, że marzyć należy ostrożnie.

Troje bohaterów żyje gdzieś na granicy jawy i sennej fantastyki. O istnieniu tej pierwszej ciągle przypominają im rodzice. Natomiast drugi porządek, znacznie bardziej atrakcyjny, opanowany jest przez Piotrusia Pana – latającego, ubranego w kostium skrzata chłopca, który nie rośnie i nie dojrzewa. Piotruś korzysta z uroków młodości, niekończących się zabaw i braku poważnych problemów. Chłopcy, nieświadomi przychodzącej z wiekiem odpowiedzialności, są całkowicie zapatrzeni w swojego przyjaciela. Ze swoim stylem życia uosabia on wszystkie ich pragnienia i potrzeby.

Piotruś Pan

To jednak nie dwaj bracia są głównymi bohaterami Piotrusia Pana, ale ich siostra. Wanda ma bowiem przerąbane. Najpierw rodzice oznajmiają jej, że nadszedł czas na zmiany: będzie musiała wyprowadzić się z pokoju chłopców. Jest już za duża na to, by ciągle bawić się z nimi i opowiadać im niestworzone historie. Przed nią więc ostatnia noc we wspólnym pokoju, a potem Wanda zacznie uczyć się prawdziwego, dorosłego życia. Na szczęście tego samego wieczora zjawi się Piotruś, oferujący podróż do Nibylandii. Dla Wandy to doskonałe rozwiązanie. Może uda się jej cudownie umknąć przed zapowiadaną przez matkę i ojca rewolucją?

Wcześniej cała trójka dzieci wypowiada życzenia, co każde z nich chciałoby zobaczyć w krainie latającego chłopca, ulokowanej wysoko na niebie wśród gwiazd. Janek i Michaś zgodnie powtarzają, że chcą poznać bohaterów, za których codziennie się przebierają. Wanda natomiast marzy o zobaczeniu syren. Mniejsza już o przygody i perypetie z Kapitanem Hakiem i Indianami. To tak naprawdę fabularny pretekst do przedstawienia zagadnienia znacznie bardziej zastanawiającego, ukrytego między słowami i przytłoczonego magicznym, kolorowym światem.

Najciekawsze jest to, że Janek i Michaś swoje upragnione przygody przeżywają. Walczą na pirackim statku i ganiają po lesie z Indianami – ich marzenia się spełniają, nabierają nieco bardziej realistycznych kształtów. Natomiast Wanda zostaje przez ten świat odrzucona i odtrącona. Syreny reagują na bohaterkę wręcz alergicznie, agresywnie się na nią rzucając. Wanda zdaje więc sobie sprawę, że jej marzenia legły w gruzach. Jeszcze większym problemem jest Dzwoneczek. Wróżka jest zazdrosna o Piotrusia, niechętnie patrzy na jego przyjaźń z Wandą. Zaczyna więc przeciwko niej knuć intrygę, próbując podstępnie wyeliminować swoją rywalkę. Dziewczynę spotykają więc dwa rozczarowania: w domu rodzinnym i, pewnie jeszcze boleśniejsze, w Nibylandii – w krainie mającej być przecież dla Wandy schronieniem przed tym, co czeka ją w dorosłym życiu.

Piotruś Pan

Twórcy Piotrusia Pana sięgają po niezwykle interesujący temat, bardzo często powracający w filmach Walta Disneya. Jest nim delikatna granica między bezwzględną rzeczywistością a ucieczką w świat wyobraźni. To dominujący wątek choćby w Alicji w Krainie Czarów, w której rozbudowana sekwencja snu jest w zasadzie diagnozą lęków tytułowej bohaterki. Natomiast w Przygodach Kubusia Puchatka docieramy do punkty granicznego. W nostalgicznym finale świadomość nieuchronnego rozstania z przyjaciółmi ze Stumilowego Lasu atakuje i wzrusza, przygotowanego mentalnie na ten moment, Krzysia. Bohaterka Piotrusia Pana znajduje się w podobnym miejscu, ale na tę niekomfortową sytuację reaguje szokiem. Animacje Disneya regularnie przypominają o tym, że marzyć należy ostrożnie.

W jednej z pierwszych scen filmu dowiadujemy się, że Wanda schwytała cień Piotrusia. Kładzie się do łóżka i nie zamykając oczu, czeka na przybycie jego właściciela, by przyszyć mu do stóp tę nieprawdopodobną zgubę. Jestem jednak pewien, że w głębi serca Wanda chciałaby zachować dla siebie nawet coś tak ulotnego jak cień. Byłby on dla niej wieczną pamiątką z czasów niewinnej młodości.

Ostatnio dodane